Powinnam wiedzieć, że z niektórymi rzeczami igrać nie warto i nie wolno.
To tak jak zabawa z zapałkami. Ogień jest piękny, patrzysz w niego, ale jeśli nie będziesz uważać poparzysz siebie albo/i spalisz połowę domów w okolicy.

To jest jak igranie z czymś co ładnie wygląda, ale pod ciepłym i miłym futerkiem ma schowane pazurki. To „Coś” jest jak Kot. Po prostu, zwykły kot, a gdy patrzysz na niego – jest rozkoszny, słodki i chciałoby ci się z nim pobawić. Więc bawisz się z nim dając i sobie i jemu radość, ale do pewnego momentu. W jednej chwili kot wyciąga łapę z pazurami i chwyta twoją rękę zębami. Rany na skórze tego typu goją się bardzo wolno. Rany tego typu na duszy… W zasadzie nigdy całkowicie nie znikają. Zawsze pozostaje po nich ślad… bywa nawet, że i do końca życia. Najgorsze jest to, że lgniesz do kotów. Droczysz się z nimi. Potem przypadkowo masz jednego w swoim domu. Blizny na nowo zostają rozdrapane, znów z nich płynie krew. Dokładnie tak wygląda droczenie się z Dominującymi mężczyznami, którzy nawiną się podczas przesiadywania tu, czy tam. Gdzie? To nieistotne. Ważny jest efekt.

Nieprawdą jest to, że czas leczy rany i zaciera ślady. Może tylko łagodzi ból, przykrywając wszystko osadem kolejnych przeżyć i zdarzeń. Ale to co kiedyś bolało, w każdej chwili jest gotowe przebić się na wierzch i dopaść nas. Nie trzeba wiele, żeby przywołać dawne strachy i zmory. Gdyby nawet trwały w ukryciu, zepchnięte na samo dno, to przecież gniją gdzieś tam, na spodzie i zatruwają nam duszę, zawsze pozostawiając jakiś ślad – w twarzy, w ruchu, w spojrzeniu – tworzą bariery psychiczne, kompleksy. Nie pomoże wódka, nie pomoże szarpanie się w skrajnościach, od usprawiedliwiania do potępienia.

Psychika ludzka jest skomplikowana, a o „myślach” uległych i wrażliwych istot nie wspomnę.
A może jednak… To jest jak z układaniem jakiejś budowli z drewnianych klocków. Każdy element ma inny kształt, kompletujesz te, które są dla ciebie przydatne. Eliminujesz Odrzucasz te, które ci wadzą nie są przecież do niczego potrzebne. Dzięki tej selekcji kawałków drewna budujesz coś co pragniesz posiadać. To jak z selekcjonowaniem zachowań potencjalnej suki.
To co budujesz może być domem, wieżą, samochodem czy nawet ogromnym zamkiem. Musisz jednak pamiętać, że te wszystkie twoje klocki, które tak starannie dobierałeś i wyselekcjonowałeś, a czasami nawet i że zmieniałeś im kształt – ściśle są ze sobą powiązane. Jeden niewłaściwy ruch i całość może się zawalić w każdej chwili. Możesz wyjąć jeden, czy dwa klocki nie tworząc katastrofy. Możesz nawet wyjąć trzeci i nie będzie dramatu. Możesz też trafić na taki jeden mały, który jest podporą wszystkich innych położonych wyżej. Efekt jest oczywisty. Wieża twojego zamku runie jak wieża WTC.
Wszystkie klocki rozsypują się po podłodze. Zależnie od wielkości twojej budowli jak i zniszczeń… Bywa, że na odbudowanie twojej wieży musisz poświęcić więcej czasu i więcej energii niż na samo jej pierwsze ukształtowanie podczas budowy.

Czasem jednak rozmiar szkód zniechęca nas do odbudowania naszego wielkiego dzieła. Zbieramy rozsypane klocki i chowamy je w pudełku gdzieś na dnie szafy. Zwyczajnie o nim zapominamy o nich.
A co dzieje się w głowie takiej uległej istotki? Istny dramat, aż ciśnie się na długopis zwrot – jesień średniowiecza. Istotka zostaje sama ze swoimi myślami jak i te wspomniane klocki niedbale wsypane do pudełka patrzą w ciemność szafy.

Właśnie dlatego słowa tak bardzo bolą, właśnie dlatego płaczesz gdy słyszysz „to już koniec między nami, złożyłem pozew rozwodowy” albo „zwalniam cie, możesz spakować swoje rzeczy”. Jest wiele słów, które tną duszę na miliony kawałków. Słowa tworzą falę tsunami zalewając myśli, a one w wirach kołują nie dając nam spokoju. Szkoda, że tylko nieliczni są w stanie poskładać samemu swoje budowle z drewnianych klocków. Szkoda, że tak niewiele osób chce pomóc odbudować się samemu. Szkoda…