Uprzedzam, iż tematyka bajki jest dziwna i wyssana z palca. Natomiast temat potraktowany został „na wesoło”.

Z zadumy wyrwał go stukot młotka. Sala sądowa jak to sala. Surowe ściany, kilka ławek. Kameralnie. Mało widzów, świadkowie zajścia siedzieli po jednej stronie sali. Po drugiej tylko mężczyzna i adwokat diabła o wątpliwych umiejętnościach.
– Ugody nie będzie – szepnął mężczyzna w czarnej todze. – Nie zgodzą się.
Adwokatowi odpowiedział tylko cichy pomruk.
Na sali małe zamieszanie, do składania zeznań byli wzywani kolejni świadkowie zajścia. Przed wysokim majestatem prawa właśnie stała szanowna przyszła/niedoszła teściowa. Cała w spazmach opowiadała to co widziała. Po niej przyszła kolej na przyszłego/niedoszłego teścia. Na końcu przed oblicze wysokiego sądu został postawiony współpracownik oskarżonego mężczyzny.
Mężczyzna był znów pogrążony we własnych myślach.

– Panie M. teraz proszę złożyć przysięgę – w głowie mężczyzny pojawił się samoistnie widoczek mapy huncwotów i już, już miał wyrecytować „uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego” gdy zza jego pleców usłyszał szept swojego pożal się boże adwokaciny, który przypomniał mu gdzie i dlaczego się znajduję. Jakoś przeszły mu chęci na żarty.
Wypowiedziawszy uroczyście, że przysięga mówić prawdę i tylko prawdę stanął na przeciwko sędziny.
– Teraz szanowny panie M. ma pan okazję do opowiedzenia co tam się faktycznie wydarzyło.

****

– Jak to się zaczęło?
– Od początku?
– Tak, poprosimy.
– Jowitę poznałem dwa lata temu, mieszkała wraz z rodzicami nieopodal naszego domu rodzinnego. Chociaż czy mieszkała? Nie wiem. Widywałem ją w tamtych okolicach. Wie wysoki sąd… Piękna i zgrabna kobieta. Bezdenny błękit jej oczu, kruczoczarne włosy… Anioł, dosłownie anioł – nie kobieta.
– Do rzeczy.
– Jowita nie chciała się ze mną umówić…
– Więc postanowił ją pan zabić?
– Ależ skąd… Gdzież bym śmiał! Wysoki sądzie – nic na siłę.
– Co było dalej?
– Tydzień temu zgodziła się pójść ze mną na kawę…

****

– Jakie ty masz piękne oczy – wyszeptał nie zamykając oczu wprost w kubek gorącego kakao.
– Co mówiłeś Marku?
– Nic Jowitku, nic.
– Nie nazywaj mnie tak, wiesz że tego nie lubię. Czas na mnie. Dzięki za kawę i rozmowę.
– Ale… Dopiero co przyszłaś.
– Przyszłam dwie godziny temu. Zdążyłam wypić dwie kawy podczas gdy ty męczysz to jedno kakao. Lubisz pić zimne?
– Lubię zimne kakao, co w tym dziwnego?
– Na prawdę muszę już iść…

****

– Tak o to zostałem sam w kawiarni na rogu najbardziej ruchliwych ulic naszego miasta. To było popołudnie. Szalenie jej pożądałem. Zakochałem się chyba…
– Co było po 19?
– Pojechałem do pracy.
– Gdzie pan pracuje?
– W miejskiej kostnicy, a dlaczego wysoki sąd o to pyta?
– Z dokumentacji wynika, że Jowita pojawiła się tam około godziny 22.30
– Tak, to prawda.
– Proszę w skrócie opisać jak przebiegło wasze spotkanie.
– Przyjechała. Byłem zdziwiony, że odwiedziła mnie w pracy. Co prawda byłem też zmieszany całą tą sytuacją. Nie mogłem oderwać od niej oczu. Była jeszcze piękniejsza… Błękit jej oczu nabrał ciemniejszej barwy. Jej skóra była śnieżno biała co w kontraście z czarnymi włosami tworzyło ideał. Mój ideał.

Mężczyzna się zamyślił, po czym podjął opowieść.

– Pocałowała mnie – wśród siedzących na sali przebiegła fala oburzenia. – Wiedziałem, że to nie jest dobry pomysł. Byłem w pracy. Chociaż nigdy wcześniej nie robiłem tego w miejscu pracy… to sam pomysł wydawał mi się wybitnie abstrakcyjny i okropny. No niech sąd pomyśli. Uprawiać seks na oczach tylu trupów? – mężczyzna cicho westchnął, aby po chwili dalej opowiadać. – Rzuciła się na mnie. Dobierała się do mnie jak wygłodniałe zwierze, szybko pozbawiła mnie spodni. Bardzo szybko. Podnieciłem się. Ona łapczywie złapała ustami mojego członka… No a potem…
– A potem? – mężczyzna wziął głęboki wdech.
– Rzuciła się na mnie. Zgwałciła mnie.
– Chce pan mi wmówić, że nie był pan w stanie się jej oprzeć?
– Tak wysoki sądzie. Miała taki zimne i wyrachowane ruchy. Jej błękit był jak otchłań…
– Opierał się pan?
– Tak, o szufladę lodówki.
– Przecież to pan zbezcześcił zwłoki panny Jowity.
– Ale jak to? To ona chciała.

****

Gdy zapadał wyrok do mężczyzny dotarło, że nie został zgwałcony, a sam zgwałcił uprawiając seks ze zmarłą osobą. Mężczyzna poczuł do siebie wielkie obrzydzenie… No ale zawsze lubił wszystko co było zimne.