Spojrzała na swojego burka, który był wpatrzony w nią jak mała dziewczynka w piękną lalkę. W jego oczach widziała oddanie i pożądanie.

Zastanawiała się przez chwilę czy oby dobrze robi. Ostatnio słowo burek zaczęło sprawiać, że uśmiechała się gdzieś w głębi siebie widząc oczyma wyobraźni swojego uległego kundelka.

Burek to takie słodkie i pieszczotliwe słowo.

– Zbierz swój zapchlony zadek z podłogi i chodź ze mną. Przydasz się do czegoś. Nie będziesz przecież tak ciągle siedział i patrzył jak ciele na malowane wrota – humor jej nie opuszczał. Często tak żartowała, natomiast to było zupełnie coś innego i w zasadzie nowego. Ważne, że on miał tego świadomość, a mimo to słuchał się jej – co z kolei ją dziwiło. Ona sama nie zdecydowałaby się komuś takiemu zaufać do takiego stopnia jak on ufał jej.

Burek w mgnieniu oka zebrał się z dywanu, który zostawił ślad na jego kolanach. Kobieta zastanawiała się, dlaczego właściwie to robi. Nie była przekonana i raczej nie koniecznie chciała tak postępować.
No ale chciała być miła. Nie do końca czuła się pewnie w takiej roli, ale co tam… To tylko zabawa, a fakt iż owy burek bez wahania robił to czego chciała fascynował ją z godziny na godzinę jeszcze bardziej.

– Pomożesz mi przy kąpieli – powiedziała to powoli i to bardzo powoli, celowo akcentując słowa. Uważnie obserwowała rozpalający się błysk w jego oczach. Patrzyła z lubością jak rośnie w nim pragnienie. Podobało jej się to.

– Stań tutaj – wskazała miejsce między wanną, a umywalką. Niewielka przestrzeń od razu zapełniła się męskim półnagim ciałem mężczyzny. – Wyciągnij ręce przed siebie – szepnęła, łapiąc za jego dłonie pociągnęła w stronę swojego biustu. – Czuła jak pod dotykiem jej dłoni jej zabawka zaczyna drżeć. Uśmiechnęła się i spojrzała na niego, on szybko spuścił wzrok. Wiedziała co czuł. Nie myśląc wiele złapała za podbródek i uniosła ku górze. Mężczyzna zamknął oczy. Nie spodziewała się tak oczywistej reakcji, chociaż powinna. W końcu sama wielokrotnie zachowywała się dokładnie tak samo. Pogładziła kciukiem jego policzek.

– Spójrz na mnie – posłuchał jej, chociaż nie zrobił tego chętnie. – Dobrze, a teraz proszę przytrzymasz mi ubranie – ugryzła się w język. Widać, że nie ma o tym zielonego pojęcia. Jakie „proszę”? Spojrzała na rozbawionego burka mrużąc oczy. Wydawało jej się, że będzie jeszcze groźniej wyglądała. Efekt był oczywisty. Mężczyzna zachichotał.

To były sekundy, impuls zrodzony gdzieś w głębi duszy kobiety, powędrował wyżej. Plaśnięcie było dość głośne. Chociaż wywołało zaskoczenie obu stron, to jednak zadziałało na mężczyznę tak jak powinno zadziałać. Burek spokorniał i momentalnie przestał się śmiać. Na jego twarzy było widać lekko zaczerwieniony ślad po jej dłoni. Przez chwilę się zastanawiała czy nie przesadziła…

– Wybacz mi proszę – wyszeptał. Nie chciała aby zwracał się do niej w taki sposób w jaki niby powinien. Chociaż sama uwielbiała się zwracać per Panie do swoich, to w tej sytuacji jej to jakoś przeszkadzało. Peszyło? Nawet chyba i drażniło.

Gestem zmusiła go by się zniżył. Patrzyła przez chwilę na klęczącego przed nią mężczyznę. Na swój sposób był nawet atrakcyjny, coś w nim było co powodowało, że jakoś nie przeszkadzał jej kontakt z nim.

– Nie patrz – nakazała. Kątem oka sprawdzając czy nie podgląda, upewniła się, że wzrok ma wbity w kamienną podłogę. Zrobiło jej się go żal. Już oczyma wyobraźni czuła zimno kamienia, już widziała ślady na skórze. Nie wiele myśląc sięgnęła po ręcznik i mu go podała. – Podłuż to. Nie zamierzam ci kolanek smarować maścią – zakpiła.

Sięgnęła rękoma do suwaka spódnicy, rozsunęła go. Elegancka kiecka opadła powoli na posadzkę odsłaniając cieliste pończochy, których on nie mógł zobaczyć. Sięgnęła do guzików bluzki rozpinając ją powoli. Po chwili szara koszula wylądowała na posadzce tuż obok spódnicy. Zdjęła czółenka. Boso podeszła do wanny, nachylając się nad nią, aby zatkać odpływ. Odkręciła wodę. Sięgnęła ręką do półki nad burkiem, lekko muskając zewnętrzną stroną uda jego ramię. Nawet nie pisnął – była pełna podziwu samokontroli. Sama by już pewnie wczepiła się łapami w swego Adoratora, za co z pewnością zostałaby ukarana.

Mając w ręku już olejek o zapachu frezji cofnęła się. Dodała kilka kropel do wody, która z szumem zapełniała powoli wannę.

Postawiła stopę na jego udzie. W ślimaczym tempie zdejmowała pończochę najpierw z jednej nogi, potem z drugiej. Nylonowe wdzianko leżało tuż obok jego kolan. Już bez ceregieli ściągnęła resztę bielizny.

Wody w wannie było już wystarczająco dużo. Zapach frezji unosił się w całej łazience.

Kobieta położyła dłoń na czubku głowy mężczyzny i trzymając się go weszła do wanny.

Westchnęła cichutko z rozkoszy.

– Za tobą, po prawej w szafce jest gąbka. Chcę abyś mnie nią umył. Ale nie chcę byś mnie dotykał niczym innym niż ta gąbka. Zrozumiałeś?

– Tak. Tylko gąbka.

– Jeszcze coś. Zamkniesz oczy.

Gąbka miękka, ale żel zrobił swoje.

– Głowę sama umyję. Podaj mi ręcznik i szlafrok.

Cudowny zapach migdałów. Długie i kruczo czarne włosy potrzebowały porządnej pielęgnacji. Kobieta zawinęła je w ręcznik. Nie tarła, ani nie użyła suszarki. Wtarła jeszcze coś tłustego we włosy.

– Poczesz mnie. Uwielbiam to.

Burek z radością podszedł do wskazanego miejsca. Mężczyzna wybrał szczotkę z naturalnego włosia. Co zaskoczyło kobietę. Co prawda jest zdrowsza dla włosów, ale rozczesanie włosów taką zajmuje wieki. Nie protestowała gdy jego dłonie sprawnie zajęły się jej włosami i skórą głowy.

Zaczęła się zastanawiać, czy nie chciałaby mieć takiego burka na stałe. Każdego dnia. Takiego, który by o nią dbał. Może by nawet go wysłała na jakieś kursy? Manicure, pedicure, a może nawet masaż relaksacyjny? To miałoby sens. Ale… Czuła jakoś tak, że to co mu ofiarowała to tak naprawdę zaledwie mała kropla pożądania w wielkim morzu jego potrzeb.