Trochę czasu musiało upłynąć, aby kobieta pojawiła się znów w niewłaściwym miejscu. Widocznie potrzebowała kolejnego ostrzeżenia.
Pojechała odwiedzić niegdyś nielubianą i budzącą w niej strach kobietę.

Szła prowadzona przez dziwne pomieszczenia rozglądając się. Przypominały one coś na wzór baraków. Coś w rodzaju kontenera, w środku było nieprzyjemnie zimno. Ściany przypominały azbestowe dachy śmietników, taka pofalowana powierzchnia. To się chyba eternit nazywało, natomiast stosowanie eternitu zostało zakazane w większości rozwiniętych państw świata ponieważ włókna azbestowe odkładały się w płucach…

Brunetka, przechodziła z kimś przez kolejny taki barak, w którym kątem oka widziała drobą postać ukrywającą się w mroku pomieszczenia. Jednak szła dalej za swoim przewodnikiem jedynie oglądając się przez ramię. Kobieta coś miała w rękach, jakiś przedmiot – prezent dla kobiety, którą chciała odwiedzić. Wychodząc z ostatniego pomieszczenia zobaczyła piękny ogród. Szła za swoim przewodnikiem ścieżką wśród kwitnących kwiatów. Wzięła głęboki wdech, czuła słodki zapach dzikiej róży i peoni, które kwitły wzdłuż ścieżki, którą szli. Musiała jedynie patrzeć pod nogi. Ścieżka była kamienista i nierówna łatwo było się potknąć idąc po niej.

****

Wracając kobieta szła już sama. Musiała ponownie przejść przez sieć pofałdowanych ścian.
Gdy weszła do pomieszczenia, które jako ostatnie odwiedziła idąc do swojego celu zobaczyła to dziewczę. Dziewczyna była chorobliwie chuda, istny wiór, a jej skóra przypominała skórę kogoś po siedemdziesiątym roku życia. Była cała pomarszczona jak suszona śliwka tyle, że jej skóra była jasna. Błyszczała w świetle dnia. Dziewczyna była siwa, musiała wiele w życiu przejść. Kolor jej włosów przypominał platynę, obcięte były bardzo krótko i krzywo. Wyglądała potwornie.

Brunetka stojąc we framudze drzwi widziała platynowe dziewczę klęczące na podłodze, obok niej na kawałku szmaty rozłożone były „zabawki”.
Brunetka coś powiedziała do platynowej, po czym platynowa zerwała się z podłogi i w popłochu zaczęła zgarniać wszystkie przedmioty.
Brunetka złapała ją za przedramię zatrzymując. Platynowa zamarła pod jej dotykiem.
Kobieta wyciągnęła z jej objęć cztery patyki. Każdy z nich wyginając do granic możliwości patrzyła w zimne oczy platynowej dziewczynki.
Twardy, grubszy… bambus z trzaskiem pękał. Platynowa kobieta patrzyła przerażonym wzrokiem.
– Przepraszam. – Powiedziała brunetka.
Trzy kolejne patyki, popularnie nazywane trzciną miały kolor obranego patyka z kory, ale bardziej pomarańczowe niż białe. Były śliskie w dotyku i elastyczne. Pękając włókna rattanu rozdzierały się z głuchym trzaskiem.
– Przepraszam. – Powiedziała brunetka.
Spojrzenie platynowej zdradzało wiele sprzecznych emocji, aż nagle dziewczyna wypuściła wszystko z rąk. Przedmioty zadudniły uderzając o podłogę tworząc chaotyczny dźwięk, gdzie nic do siebie nie pasuje…
Platynowa uciekła w mrok pomieszczenia.

Kobieta o ciemnych włosach usiadła na czymś co mogłoby być łóżkiem. Starała się aby platynowy kopciuszek podszedł do niej. Jednak dziewczyna bała się.

Po chwili jednak ostrożnie wyciągnęła rękę w kierunku dłoni brunetki. Platynowa czując się bezpiecznie podchodziła coraz bliżej będąc cały czas czujną jakby była dzikim zwierzęciem.
Po chwili już leżała zwinięta w kłębek opierając policzek o udo brunetki. Brunetka głaskała platynowe wystraszone, ale ufne zwierze po głowie.

– Ja wiem jak to jest, ale pamiętaj. – Powiedziała brunetka. – Gdy na twojej drodze staje wróg, chowasz się. Chowasz się za czymś co ochroni cie przed złem całego tego świata. Nie ważne czy to jest kawałek drewna czy kamienia. Gdy na twojej drodze staje ktoś kto chce ci dać schronienie, boisz się go. Boisz się że to iluzja i nie chcesz w to wierzyć, boisz się krzywdy. Po prostu nie ufasz. Nie chcesz ufać. Gdy na twojej drodze staje ktoś kto jest inny, dużo czasu zajmuje ci uwierzenie w tą jego inność. Strach przed innością – czymś z czym dawno się nie spotkałaś. To strach przed zmianami. To strach przed radością. Gdy na twojej drodze staje ktoś kto chce ci dać coś co w twoim mniemaniu może być podstępem – próbujesz uciec. Bronisz się rękoma i nogami przed tym. Gdy na twojej drodze staje ktoś kto mimo wszystko chce ci pomóc – nazywasz go idiotą i głupcem. Tylko po to by sprawdzić czy mówił prawdę. Gdy na twojej drodze staje ktoś kto mimo słów rzuconych w jego stronę tak okropnych i tak bolesnych, dalej otacza cię troską… dopiero wtedy zaczynasz wierzyć i ufać. Dopiero wtedy zaczynasz widzieć, że nie kłamie i rozumieć… Gdy na twojej drodze staje ktoś kto otwiera ci oczy, mówisz – „faktycznie, dlaczego wcześniej tego nie widziałam?” Wtedy on ci mówi: „Bo byłaś ślepa i głucha, a co gorszę nikt ci tego wcześniej nie powiedział”. Gdy na twojej drodze staje ktoś taki nie uciekaj, nie odwracaj się. Oddaj to co on daje tobie, zwykłe oparcie, zwykłą troskę. Nazwij go Przyjacielem i przypomnij mu jak mało dziś jest człowieka w człowieku.