Chyba właśnie dziś stałam się źródłem zła całego tego świata. To za dużo jak dla mnie. Wiem, w sumie zabrzmiało to tak bardzo narcystycznie. Ale kogo to obchodzi? Popatrz wokół to z pewnością wina jesieni, cała ta zimna plucha… coraz krótsze dni, cały ten chłód i mimo wielobarwnych liści spadających z drzew nic nie jest w stanie poprawić nam humoru.
Nie powiem tego na głos. Bo to będzie oznaczało, że mój mętlik w głowie został zaakceptowany przez moja świadomość. To okropne, bo tak naprawdę na każdym kroku się oszukuję. Próbuję stworzyć iluzję, na siłę uszczęśliwić samą siebie jak i ludzi dookoła mnie. Nie wychodzi. Tylko jeszcze bardziej niszczę im życie.

„Trudno wyzbyć się iluzji, faktycznie osładzają życie. Trzymamy się ich kurczowo, zaciśniętymi rękami, z całych sił. Tak jest lepiej, tak jest bezpieczniej – myślimy. Przywdziewamy maski, tworzymy ochronną powłokę w postaci zimna i obojętności. Niedostępni, niedotykalni, zimni profesjonaliści – w tej roli czujemy się najlepiej, najbezpieczniej.”

Nie muszę już tego mówić na głos. Wystarczy, że pomyślę chwilę o tym. Wystarczy, że to poczuję. Wiesz jak jest dziwnie czuć te dziwne myśli krążące nade mną jak ogromne i wygłodniałe „sępiszcze” nad konającą ofiarą? Podpowiem ci. Czujesz zimno, które obezwładnia cie, które powoduje, że budzisz się rano i pierwsze co płaczesz. Później dowlekasz się do kuchni robisz sobie kawę, albo i nie. Siadasz przed komputerem. Nie masz ochoty wychodzić z domu. Stagnacja, recesja aż w końcu nazywasz to dramatycznym słowem – DEPRESJA. Nie chcesz w to wierzyć. Nie chcesz, bo dlaczego akurat Ty?

Byłam szczęśliwa gdy On był. Jakby dopełniał mnie. Mój. Tylko mój silnie odurzający narkotyk o potwornym działaniu uzależniającym od endorfin. Przy okazji efektami ubocznymi było kilka innych hormonów jak np. oksytocyna czy wazopresyna, która z kolei ma tak silne działanie w regulacji zachowań społecznych.

Znów się czuję tak jak wtedy… taka rozdarta i zła, po prostu wściekła. Jest w tym coś przykrego. Niby nie chcę, niby chcę… I pach! Dochodzisz do tego, że kiedy próbujesz zbudować wokół siebie fortecę po to by się bronić to w rzeczywistości stajesz się jej więźniem.

Walka, która toczę, to walka świadomości z podświadomością. Wyobraź sobie drogi pamiętniczku dwa kawałki sztywnego materiału, który ma nieregularny kształt. Spróbuj połączyć teraz te dwa kawałki. Trudno? Pewnie, to w zasadzie nie jest możliwe. Masz dwa wyjścia. Albo namoczysz je w jakiejś trującej substancji i poczekasz aż zmiękną, albo weźmiesz ostrą igłę, dratwę i siłą zmusisz to współpracy.
Nie zdecydowałam się na truciznę, ale to chyba będzie najlepszy sposób. Mniej wyrzeczeń, mniej cierpienia. No może troszkę, ale później.

Znajomi pewnie się odwrócą, a co tam. Trudno. Powoli przestaje mi zależeć na zdaniu innych…
Gorzej, że sny wracają. Te z dzieciństwa…

****

Siedząca kobieta w kącie ciemnego pokoju szlocha i kołysze swoim ciałem. Wcześniej musiała zdzierać gołymi rękami tapety ze ścian bo palce ma sine. Jest smutna. Zapatrzona w przestrzeń pokoju.
Oświetla ją srebrne światło księżyca w pełni, na jej twarzy mienia się łzy.
Księżyc leniwie zagląda przez okno, które składa się z czterech części. Prześwituje przez koronę drzewa. Na jednej z gałęzi siedzi czarny ptak. Spory jest. Krukowi przygląda się czarny kot, który siedzi na parapecie.

****

Pierwszy raz widziałam to gdy byłam nastolatką. Mogłam mieć jakieś szesnaście lat.
Czas coś z tym zrobić!
Pieprze.
Idę na spacer.