Zastanówmy się. Chyba pokłóciłam się ze szczęściem, nadzieję kopnęłam w dupę. Miłość wyzwałam od szmat, a ze smutkiem i tęsknotą piję wódkę. Tylko dlaczego przede mną jeszcze nie stoi seksowne ciastko z odpowiednią długością ogonka? Dlaczego nie trzyma w swoich silnych rękach tacy i dlaczego na owej tacy nie stoją drinki z palemką? Odpowiedź jest tak prosta, że aż smutna.

Powinnam mieć dość szarości jaka mnie otacza, a mimo to dalej nie próbuję jej pokolorować. Zmieńmy to!

****

– Kochanie?

– Mmmm – cichy pomruk mojego mężusia dobiegał właśnie z przepastnych części naszego mieszkania. Mój mąż to bardzo nietypowy facet. Wszystkie moje koleżanki zastanawiały się jak to jest, że on tyle czasu spędza w łazience.

Niedawno odkryłam dlaczego. Pomiędzy szafką a kafelkami upchał kilka świerszczyków, a kartki były jakieś takie posklejane, więc nie mając możliwości sprawdzenia cóż to jest z wielkim obrzydzeniem do tej podejrzanej i zaschniętej materii organicznej zawierającej w sobie ogromną ilość materiału genetycznego wepchałam to na miejsce.

Dzięki temu małemu szpiegowaniu dowiedziałam się, że jego życie też kolorowe takie nie jest. Chociaż kto go tam wie. Przecież to facet. Faceci są wzrokowcami. Z resztą… Jak nazywa się facet lubiący seks? To po prostu facet. Nie ma w tym chyba głębszej filozofii, więc po co w ogóle drążyć temat?

Zmieniało się coś we mnie. Miałam ochotę poszaleć trochę. Doszłam do wniosku, że zaproponuję mu zabawę. Jednak nie miałam sprecyzowanego pomysłu, nie byłam pewna tego co mógłby lubić. Nasze zabawy intymne były raczej w klasycznym stylu, no… zero udziwnień. Głupio mi jakoś było powiedzieć „ej weź mnie teraz zwiąż i zrób ze mną co tylko chcesz”. Przed oczyma miałam wizję jego wychodzącego z mieszkania, a mnie pozostawioną na pastwę losu. Świetna wizja odkrywcza naszych dzieci, kiedy to młodsza córka się patrzy, starsza nie może się pozbierać ze śmiechu, a syn doznaje szoku widząc kawałek kobiecego ciała… Żyć nie umierać!

Chciałam odmiany, ale w zasadzie nie wiedziałam co zmienić i jak, więc zaproponowałam żebyśmy zrealizowali jego scenariusz.

O ja naiwna, nie miałam zielonego pojęcia czym to może się skończyć, a co więcej co może rozpocząć… Gdybym wiedziała, nigdy bym nie chciała poznać mojego męża z tej strony… ciemnej strony.

****

Telefon zadzwonił parę minut po 10. Nie będę ukrywała, że mnie obudził. Dzwonek mojego męża potrafi obudzić nawet moją teściową… Więc szybko odebrałam, coby owej jadowitości wspaniałej w całej swej ogromnej okazałości nie obudzić.

– Ile ty masz w pasie?

– Ty… Nie wiem, a czemu pytasz?

– Po prostu odpowiedz na moje pytanie.

– Uhm, poczekaj chwilę.

– W między czasie moja potulna i grzeczna żonka poda mi górne wymiary bez zająknięcia.

– Ty sobie żartujesz ze mnie? Jak możesz ich nie znać?

– Nie. Muszę znać dokładne.

– 96 w biodrach, 88 w pasie, na a góra to jak wiesz 70C zawsze dobrze dobierałeś mi bieliznę, więc nie wydziwiaj już. W ogóle po co Ci to?

– Zobaczysz.

I tak o to pozostawiona własnym sprośnym myślom próbowałam się domyślić co mój ukochany mężulek wymyślił. W głowie miałam miliony kosmatych myśli ukierunkowanych głównie w stronę seksownej bielizny i haleczek.

Przyjechał do domu dużo wcześniej. Wszedł do kuchni gdzie właśnie piłam kawę.

– Już 12, a ty dalej w szlafroku? Nie grzeczna jesteś.

– A co się dziwisz? Obudziłeś mnie o 10, dopiero co się ogarnęłam.

– Co zjadłaś na śniadanie?

No… Takiego pytania się nie spodziewałam. Biorąc pod uwagę ostatnią wolę swoją własną, pod silnym naciskiem jego, że niby mam zrzucić kilka kilogramów…

– Yyyy… Nieistotne.

– Chcę wiedzieć.

Nie dawał za wygraną, aż zaczynałam się zastanawiać czy to faktycznie mój własny mąż.

– Ej. Co zrobiłeś z moim kochanym mężem?

– Chciałaś zmian, to teraz nie narzekaj na nie.

Wszelkiego rodzaju dyskusja zakończona w przedbiegach, próba odwrócenia uwagi zmianą tematu legła w gruzach. W końcu musiałam powiedzieć… Wyciągał każdą informację w sposób mało przyjemny ze mnie. Czułam się jakoś dziwnie. Czułam jakby niepokój, mimo że to był mój mąż… zaczęłam się go bać.

Wsiedliśmy w samochód. Kątem oka zauważyłam na tylnym siedzeniu papierową torbę bez żadnego nadruku. Zwykła taka, szara. Nie wiedziałam co mam myśleć. Ta torba intrygowała. Ale siedziałam cicho.

Zatrzymaliśmy się przed dziwnym budynkiem. Wyglądał trochę jak opuszczona szkoła. Ochroniarz po zamienieniu kilku słów z moim mężem otworzył bramę wjazdową.

Po zaparkowaniu w głębi, jak się okazało później, kompleksu budynków weszliśmy do jednego z nich.

– Jak zapewne zauważyłaś to opuszczone budynki szkolne. – Mówił, patrząc przed siebie. Trzymał mnie za rękę, głaszcząc delikatnie kciukiem wierzch mojej dłoni jakby chcąc dodać mi otuchy. Wiedział, że się boję. Nie lubię takich miejsc. – Sale wyglądają tak jak za naszych czasów. Ławki, klasyczna tablica… Wszystko to daje klimat.

Otworzył przede mną drzwi jednej z klas. Widok nie był taki zły, widać że ktoś to odremontował. Na parapecie stały nawet kwiatki w doniczkach. W oknach były żaluzje… takie stare. W mojej podstawówce takie były.

Wszędzie unosił się zapach kredy, pasty do podłogi i kurzu.

– Tu się ktoś przychodzi uczyć? – Roześmiał się.

– Tak z pewnością.

– Poważnie?

– A czy ja kiedykolwiek byłem niepoważny?

Mówiąc to wręczył mi papierową torebkę. Zajrzałam do środka. Zbladłam.

– Na co czekasz?

– Nie założę tego. Nie wygłupiaj się.

– Założysz, bo ja marzę o tym żebyś to założyła.

No i koniec jakiejkolwiek dyskusji.

Wyjęłam zawartość papierowej torby na szkolną ławkę.

Z lubością przyglądałam się plisowanej krótkiej spódniczce. Mogła mieć może 35 cm, była czerwona w szkocką kratkę. Słodka na swój sposób, ale żeby to założyć? Nie… Biała bluzka z rzędem guziczków zapinanych z przodu. Bielizna jak dla nastolatki, bawełna z kokardkami… Podkolanówki? Dwie gumki do włosów w białym kolorze.

– Zdajesz sobie sprawę z tego jak to odbieram?

– Nie. Powiedz.

– Chcesz mnie przebrać za dziecko i zerżnąć?

– Tak, dokładnie tak.

– To śmierdzi pedofilią na kilometr!

– A masz mniej niż 15 lat?

– Nie.

– No widzisz. Więc o jakiej pedofilii mi tutaj mówisz?

No i koniec tematu. Ubrać się w to musiałam. Kazał mi. Po raz pierwszy mi coś kazał i nie powiem żeby mi było z tym źle.

– Wyglądasz uroczo.

– Taaa z pewnością. Czuję się jak mała dziewczynka. Pewnie wyglądam idiotycznie.

Poszedł do szafy z tyłu klasy, po chwili otworzył drzwi nad czymś się zastanawiając.

– Chodź, zobacz.

Eeee. Nie było tak źle. Przypominałam trochę te bohaterki animowanych japońskich bajek dla dzieci. Tylko kiecka nie była granatowa.

Mąż całując mnie w policzek podał mi kartkę A4.

– To główne punkty scenariusza jaki dla nas napisałem. Zapoznaj się z nimi. Nie musi być idealnie to, co umieściłem w nim. Fabułę zawsze można zmienić. Ale trzymaj się głównych punktów. Te są wytłuszczonym drukiem.

Ciekawe. Bardzo ciekawe. Czy mój niewinny i kochany mężulek prowadzi podwójne życie?