Gdy ja rżnąłem Wikarię Julia wpadła na pomysł aby odwiązać Opatkę.
– Bracie. – Wyszeptała, kładąc dłoń na moim ramieniu i zalotnie się uśmiechając. – Mam pomysł.
Gwałtowna pustka po fiucie wzbudziła w Małgorzacie dreszcze, trzęsła się cała, łkała. Dalej mając świecę gromniczną między płatkami swojej pokutującej kobiecości. Małolata wyszeptała pomysł wprost do mojego ucha. Opatka niespokojnie się wierciła.
– To dobry pomysł adeptko. Nawet bardzo dobry.
Opatka próbowała zerwać linę z kółek.
– Niepotrzebnie się szarpiesz siostro. – Mówiłem to odwiązując ją od ściany. W tym samym czasie Julia rozsypała groch przy ołtarzu, a ja właśnie kończyłem splatać misterną pajęczynkę na całej długości rąk Opatki. Wzór wyszedł całkiem ładny. Unieruchomione dłonie złożone jak do modlitwy i zgięte w łokciach.
Zmusiłem Opatkę do klęknięcia na grochu.

– Teraz wyciągnę ci tę skarpetkę z ust. Nakazuję jednak zachować ci ciszę. – Opatka na znak, że rozumie kiwnęła głową. – A teraz otwórz usta. – Zamknęła oczy. Przez chwilę miałem ochotę zafundować jej głębokie gardło… – Wystaw język. Tak. – Trzy spinacze wylądowały na języku Opatki. Niewygodna poza, oj zdecydowanie długo tak nie wytrzyma. Coraz bardziej nabierałem chęci na małolatę. Przypomniałem sobie o Małgorzatce. Wolnym krokiem, bo widziałem że się mi przypatruje, zbliżyłem się do niej i z dużą siłą zacząłem wsuwać i wysuwać świece z jej wnętrza. Obserwowałem jak niesiona falą orgazmu czerwienieje i jak po jej policzkach płyną łzy.

Łzy Wikarii skrzyły się w świetle świec ze świecznika stojącego na ołtarzu. To mi podsunęło pomysł.
Zmieniłem nieco ułożenie siostry Małgorzaty tak aby świece były jak najbardziej to możliwe w pionie.
– Zamierzam podpalić świece, które znajdują się w tobie. Wosk, który będzie się wytapiał będzie spływał na twoje ciało i na nim zastygał. Im bardziej wypalona świeca tym krótsza droga kropli wosku, a co za tym idzie jego temperatura będzie wyższa. Pamiętaj, że ześlizgująca się kropla wypalonego wosku po świecy będzie miała różną prędkość i różną drogę. – Oj nie spodobało jej się to. Próbowała protestować, zaczęła się szarpać w więzach. Jednak moje supełki są mocniejsze niż jej siła, a i lina była na tyle mocna, że nie zerwie jej byle zakonnica.

Odwróciłem się w stronę ołtarza. Spojrzałem na Julię. Małolata uciekła przed moim spojrzeniem.
– Chodź. – Powiedziałem.
Małolata posłusznie poszła za mną. Złapałem ją w pasie i posadziłem na blacie kamiennego ołtarza.
– Siedź i się nie ruszaj. – Sam poszedłem z drugiej strony, aby przestawić dalej świecznik, który w tym momencie mi przeszkadzał. Wróciwszy przed uda małolaty, złapałem za jej kolana i pociągnąłem do siebie, tak gwałtownie, że ta straciwszy równowagę wsparła się na łokciach.
– Co mi zamierzasz zrobić Panie? – To pytanie mnie zaskoczyło. Dlaczego użyła tego słowa? Patrzyłem na nią z mieszanymi uczuciami.
– Zamierzam cię zerznąć jak sukę. – Odpowiedziałem bez wahania. Małolata w ogóle nie zareagowała na te słowa. W ogóle! Coś jest nie tak. Tylko jeszcze nie wiem co…
Nie hamowałem się. Małolata kwiczała jak wieprzek goniony przez dzieciaki na wiejskim podwórku. Gdy pozycja mi się znudziła ściągnąłem ją z blatu, chwyciłem jedna ręką, za jej przedramię i wykręcając je na plecy zmusiłem do pochylenia ciała i oparcia się o zimny kamień ołtarza. Drugą ręką zadarłem jej głowę ciągnąc za włosy pod welonem.
– Patrz. Nie zamykaj oczu. Pokutuj dla Pana swego! – Krzyknąłem do Opatki, która odwróciła aż głowę by nie przyglądać się występkowi i profanacji miejsca świętego. Gdzieś z boku dobiegały pomruki Wikarii, która czuła jak gorący wosk zastyga ściągając jej skórę w tak delikatnym miejscu.
– Zostań tak. – Powiedziałem do Juli, słysząc że Małgorzata ma już zdecydowanie dość. Zgasiłem świece, które przez ten czas zdążyły się wypalić prawie do połowy. Świeca gromniczna spalała się nieco wolniej to oczywiste. Rzuciłem okiem na skórę. Nic jej nie będzie. Teraz ten wosk aż się prosi, żeby go zrzucić z jej ciała jakimś piekielnym narzędziem zbrodni. Daruje sobie jednak. Niech sobie trochę jeszcze powisi na tym klęczniku. Obejrzałem się na Julię, małolata nawet nie ruszyła palcem u ręki, a pozycja w której ją zostawiłem do wygodnych nie należała. Jej przedramię dalej spoczywało na lędźwiach, a głowa była w górze. Oczy miała zamknięte.
Sprawdziłem co u Opatki, z zachwytem pozbawiając ją spinaczy z języka w sposób mało delikatny.
– Boże! Widzisz i nie grzmisz. Twoją służebnicę najwyraźniej podnieca pokuta, której doznaje aby zbawić swoją duszę. Panie niebieski! Do piekła ją trzeba wysłać! – Mimo moich usilnych starań Opatka nawet nei drgnęła. Całą brodę miała w swojej ślinie.
Wpadłem na pomysł.
– Spójrz na mnie – powiedziałem. – Otwórz. – Aby to zrobić musiała obrócić głowę w lewo. Jej ręce by mi przeszkadzały w tym co zamierzałem zrobić.
– Otwórz oczy i spójrz na mnie siostro.
Nawet się nie zastanawiałem, zadarłem ten pieprzony habit i wbiłem się w jej usta swoim kutasem. Z pewnością poczuła smak Juli.
Ah Julia! Spojrzałem w jej stronę. Nie spodziewałem się, że zastanę ją w tej samej pozycji, w której ją zostawiłem, a jednak. Dalej tkwiła z ręką na plecach. Jedyna różnica była taka, że patrzyła w kamienną ścianę.
– Julia! Spójrz na mnie.
Ten wzrok… Ten stan umysłu. Ona… Ona się tutaj zmarnuje.
Z mlaskiem wyciągnąłem go z ust Opatki, która się aż oblizała. Boże! Co za dom rozpusty, co za dewiacja! Co to za sodomia! Na pewne rzeczy byłem przygotowany, ale to już było przesadą.
– Bracie. – Odezwała się Opatka. – Błagam, ukarz mnie za wszystkie moje grzechy, tak abym już więcej ich nie popełniła.
No to ładnie.
Julia wpatrzona we mnie jak w święty obrazek… Czekała na moją decyzje, czekała na moje polecenie. Spotykałem wiele suk, ale takiego oddania to jeszcze nie widziałem u żadnej z nich po pierwszym spotkaniu.
Nie za bardzo wiedziałem co powinienem zrobić teraz. Wdepnąłem w niezłe gówno.
– Bracie. – Odezwała się Opatka. – Zrobię co zechcesz. Błagam, karaj mnie.
– Dobrze. Ale oddasz mi adeptkę. Oddasz mi ją na własność. – Postanowiłem postawić wszystko na jednej kartę.
W tym samym momencie Julia podniosła się z ołtarza i podbiegła do mnie, padając co moich stóp.
Spojrzała na mnie i szybko pochyliła głowę.

****

Julia trafiła do zakonu klarysek dwa miesiące wcześniej. Została odstawiona przez starsze małżeństwo, jako kuzynka, która straciła rodziców. Prawda była jednak inna.

– Czym sobie na to zasłużyłaś? – Zapytałem gładząc po włosach swoją nową własność, która opierała głowę na moich kolanach.
– Upartością Panie. Tylko upartością. – Odpowiedziała małolata.
– Kłamiesz.
– Wybacz. Znudziłam się swojemu Państwu, więc postanowili się mnie pozbyć. Sprzedali mnie do tego burdelu Panie.
– Nie przeklinaj. Wszystko co należy do mnie jest piękne. Nie brudź duszy rynsztokowym słownictwem.
– Wybacz Panie.
– Teraz jesteś Moja.
– Dziękuję. Dziękuję, że zwróciłeś mi wolność.