– Bracie! Chyba Bóg jedyny w miłości cię opuścił! – Byłem przygotowany na taką reakcję.
– Słyszałem, że ponadto siostry klaryski są ściśle zobowiązane mieć za kierownika, opiekuna i stróża karności tego kardynała świętego Kościoła Rzymskiego, którego papież wyznaczy braciom mniejszym, abyście zawsze poddane pod stopami tego świętego Kościoła i ugruntowane w wierze katolickiej stale zachowywały ubóstwo i pokorę Pana naszego, jak to stanowczo przyrzekłyście.
Strach, wielki strach wymalował się w oczach Opatki. Przerażenie powoli jednak ustępowało podnieceniu. Tak! Właśnie na to czekałem, właśnie to chciałem zobaczyć. Ja cie przeszkolę z reguł panujących w moim zakonie kochaniutka, będziesz błagać o jeszcze. Czuję to.
– Amen – powiedziała i spuściła wzrok wbijając go w kamienną podłogę. – Teraz zaprowadzę brata na dół, do cel. Tak jak nakazuje zwyczaj, jednak nie mogę brata zostawić tam samego, jak zapewne brat wie, jednakże zrobię wyjątek.
– I za to również zostaniesz ukarana.
Opatka kiwnęła głową nie podnosząc jednak wzroku z podłogi. Oh uwielbiam ten stan u suki, kiedy nie ma odwagi spojrzeć swemu Panu w oczy.

****

Szliśmy długim korytarzem, w powietrzu dawało się wyczuć zapach wilgoci. Jak to w piwnicach, czasami widać było umykającego szczura.
Po chwili zatrzymaliśmy się przed jedną z cel. Opatka otworzyła kratę. Loch, istny loch. Rozejrzałem się po ścianach. Kilka haków, kółeczek i takich tam…
– Siostro. Potrzebuję kilku rzeczy.
– Tak, Bracie. Czego Brat potrzebuje?
Jej akcentowanie słowa brat nieco się zmieniło… Nie, to nie może być aż tak proste.
– Wolałbym większą celę – Opatka przeszła kilka kroków dalej, zajrzałem do środka. Prócz tego co w poprzedniej zauważyłem mały ołtarzyk, dwie ławy, klęcznik i świecznik ale bez świec. – Ta może być. Jednak, potrzebował będę świec.
– Jakich świec Bracie potrzebujesz?
– Kilka zwykłych i 3 gromniczne, a i jeszcze przydałby się sznur do wieszania bielizny wraz z zestawem spinaczy.
– Będziesz Bracie prał?
– Tak, siostro, będę prał – Śmiech mogłem pohamować, ale uśmiechu już nie… – prócz tego – zatrzymałem Opatkę w korytarzu – Chcę aby siostra przyniosła również to czym pokutują siostry w zakonie. Proszę też, abyście wszystkie trzy pojawiły się w tej celi. Macie 10 minut. Aha, z kuchni przynieś trochę lodu.

****

Stały. Trzy kobiety. Trzy klaryski. Stały i patrzyły. Zostały zaproszone gestem do środka. Brat gestem przywołał do siebie Wikarię i adeptkę, po czym powiedział:

– Gdyby jedna siostra da drugiej, słowem lub gestem, okazję do wzburzenia lub zgorszenia, wtedy ta, która była przyczyną wzburzenia, niech natychmiast, zanim ofiaruje Panu dar swej modlitwy, upadnie pokornie do nóg drugiej i prosi o przebaczenie. Niech ją również prosi, by wstawiła się za nią do Pana, aby jej przebaczył. Tamta zaś pamiętając o słowach Pana: Jeśli nie przebaczycie z serca, to i Ojciec wasz niebieski nie przebaczy wam niech wspaniałomyślnie daruje siostrze całą wyrządzoną sobie krzywdę. – Z dumą patrzyłem, jak upokorzona publicznie adeptka kątem ust się uśmiecha. Wiedziałem co czuła, a czuła dumę i chęć odpłacenia się Wikarii.
– Ale… – próbowała się tłumaczyć Wikaria, ale przerwałem jej samym spojrzeniem. Uwielbiam to. Uwielbiam reakcje uległych.
– Pan tak chce. Ja twój Brat, też tego chcę, a nawet żądam pokuty i okazania uwielbienia Pana naszego!
Zastanawiałem się na które z tych słów najlepiej zareagowała Małgorzata.
– Lubię to imię. Dobrze mi się kojarzy – Mistrz i Małgorzata – znów pogrążyłem się w myślach patrząc jak Wikaria klęczy u stóp młodej kandydatki. No piękny widok…

Opatka wręczyła mi niewielką drewnianą skrzyneczkę i pośpiesznie się odsunęła. Zajrzałem ostrożnie do środka i…
– Rózga z brzozy?
Opatka stała cicho.
– Używacie brzozy? – brzoza… ma cienki i ostro zakończone gałązki. To raczej jednorazowa „przyjemność”, sucha brzoza jest dosyć łamliwa. Ta była świeżutka.
– Dziś rano zbierana przez siostrę Jolantę – wyszeptała.
– A to? – wyjąłem cienką trzcinę i z lubością się w nią wpatrywałem. – Tego też używasz siostro?
Cisza. Jakby miała wyrzuty sumienia że tłucze swoje podopieczne.
Wśród innych zabawek znalazłem jeszcze pejcz, kawałek deski z rączką i dosyć spory objętościowo kawałek linki.
Mój wzrok przyciągnął niewielkich rozmiarów lniany woreczek.
– Co jest w worku?
– Groch Bracie.
Z minuty na minutę jestem coraz bardziej zachwycony i zaskoczony odkrywaniem mrocznych tajemnic domu Świętej Klary na uboczu jednej ze wsi.
Adeptkę zgodziłem się wziąć tylko do pomocy. Chciałem się skupić tylko na Opatce i Wikarii, więc kazałem jej jako pierwszą w kolejce przywiązać do klęcznika Wikarię. Proste zadanie, jednak nie do końca młoda wiedziała o co chodzi.
– Proszę podejść siostro Małgorzato. Proszę oprzeć się tutaj brzuchem. Tak. Doskonale. Proszę teraz złapać się za kostki – wskazałem miejsca wiązania młodej. Teraz już raźnio wykonywała moje polecenia, bez cienia wątpliwości.

Za opatkę zabrałem się sam. Przerażona widokiem opierała się, ale wystarczyło powiedzieć, że to pokuta dla zbawienia jej duszy, że to dla Pana niebieskiego i już chętniej współpracowała.
– Stań twarzą do ściany. Podaj lewą rękę. – Lina musiała ją gryźć, ale nie dbam o jej wygodę. To ja mam się dobrze bawić. Mimo to nie mogłem przecież zrobić jej krzywdy. Lina była szorstka, ale zostawiłem tyle luzu, aby nie uciskać tętnicy. Po chwili przywiązałem w taki sam sposób prawą rękę do wystającego ze ściany oczka.
Obejrzałem się na młodą kandydatkę na klaryskę.
Dziewcze wystraszone, że na nią patrzę szybko spuściło wzrok, a z rąk wypadła brzozowa rózga.
Miałem przeczucie… Jakoś tak… Nie wiem.
– Chcesz wymierzyć siostrze Małgorzatę karę za grzechy?
Odpowiedziała mi cisza.
– Nie musisz się wstydzić swoich pragnień siostro.
– Tak bracie. Bardzo – w jej głosie nie słyszałem strachu, raczej silne podniecenie. Nie… To nie możliwe. Ale może jednak? Ciężko określić. Może faktycznie.
Małolata mogła mieć może z 25-26 lat. Szkoda mi było jej. W zakonie, w dodatku u klarysek… zmarnuje się. Przez chwile nawet myślałem, aby ją zabrać ze sobą. Ale… Opatka mi jej nie odda, nie ma mowy.

Gdy małolata z zacięciem chłostała Wikarię, ja zająłem się Opatką.
Opatka się darła głośniej od Wikarii, postanowiłem więc uciszyć jej niesione kamieniem krzyki… a że knebla nie miałem, musiałem zadowolić się skarpetką. Drugą już zwiniętą rzuciłem adeptce. Dziwne. Wiedziała co z nią zrobić zanim ja zakneblowałem swoją ofiarę.

Wikaria miała zdecydowanie dosyć. Opatka była twardsza. Widać zacięta w bojach.
Małolata jak się okazało miała na imię Julia. Więc Julka zajęła się Opatką, a ja zabrałem się za wypiętą i gotową do rżnięcia Wikarię.
Zadarłem do góry jej suknię i…
– Jesteś mokra. Nie wstyd ci podniecać się karą za swe grzechy? – myślałem, że padnę. Ale powagę musiałem trzymać, a tak mi się śmiać z niej chciało. Uległa masochistyczna suka.
Wikaria skórę miała dobrze pociętą. Wzór też całkiem ładny. Niby nad gałązkami ciężko zapanować a tutaj proszę. Julcia się postarała.
Wikaria przestała mnie pociągać, a jako że była zdrowo wypięta postanowiłem, że zapewnię jej gorące wrażenia.
Wziąłem do ręki dwie świeczki. Jedną wsadziłem jej w pizdę, drugą w dupę. No nie powiem, jej anus raczej nie był używany, a że ja marzyłem o analnej dziewicy… nie mogłem się powstrzymać.
– Będę delikatny, obiecuję.
Słyszałem jak siostra Małgorzata szlochała, po chwili jęczała już z rozkoszy.