Ostrzegam, tekst może obrażać uczucia religijne czy jakoś tak.

Życie za klasztornymi murami toczyło się według ustalonego porządku dnia. Każda z sióstr i każda adeptka miała z góry narzucony harmonogram prac. Co więcej niewolno im było rozmawiać ze sobą, chyba że w towarzystwie Opatki lub Wikarii, każdą pracę wykonywały w ciszy. Bo jak mówi jedna z reguł, którą zapamiętałem: niech milczą zawsze w kościele, w sypialni i w refektarzu w czasie posiłku. Żadna siostra nigdy nie może z nikim rozmawiać przy kracie przed wschodem słońca i po zachodzie.
Niby w zakonie klarysek panowała zasada wyższości Opatki oraz Wikarii nad resztą i to właśnie one dyktowały warunki. To one im mówiły jak mają żyć, co robić i jak się zachowywać.

Zanim wybrałem się na obiad mój znajomy klecha ostrzegał mnie przed owymi dwoma kobietami. Twierdził bowiem, że one są takie… jakieś dziwne.
– oho wyzwanie – pomyślałem. Już knułem. Już w myślach układałem sobie plan.

Do klasztoru daleko nie miałem, jednak idąc chodnikiem wyłożonym świeżą kostką brukową zastanawiałem się. Skąd taka wiocha zabita dechami… istna dziura, gdzie nawet te najsilniejsze wróble zawracają w połowie drogi… Skąd mają kasę? Wioska remontowana była ciągle. Latarnie nowoczesne w stylizacji na stare, nowiutka kostka brukowa. Nawet do dróg nie można było się przyczepić. Czysto na ulicach, żadnego marginesu. Spokojnie. Chyba każdy, kto tutaj przyjeżdżał był pod wrażeniem.

W powietrzu już było czuć jesień. Mimo, że drzewa nie gubiły jeszcze liści to chłodno było rankami i wieczorami. Na szczęście to obiad, więc tylko przezornie zabrałem ze sobą płaszcz. W końcu nie wiem do której owy obiad mi się przeciągnie. Śmiałem się w głos obierając taktykę. Szefowe zakonu nie wiedziały nic na mój temat. Nic prócz tego, że jestem zaprzyjaźniony z klechą.
Zbyszko dał mi kilka wskazówek. Mam uczestniczyć w spowiedzi po obiedzie.

****

Przekraczając bramę klasztorną miałem świadomość, że jestem obserwowany przez Opatkę. Wszystkie siostry, które mijałem nie śmiały podnieść wzroku i spojrzeć na nowego księdza. Ciekawe. Uwielbiam takie zachowanie u suk, zapowiada się więc wspaniała zabawa. Jedynie Opatka patrzyła na mnie rozmawiając ze mną na temat spowiedzi.

– przynajmniej dwanaście razy w roku powinny siostry się spowiadać za pozwoleniem opatki. 13 I niech nie mówią wtedy rzeczy, nie należących do spowiedzi i zbawienia duszy – wyrecytowałem bez najmniejszego zająknięcia. Opatka nie wiedziała nic. Musiałem grać.
– owszem bracie – odpowiedziała Opatka bezczelnie patrząc mi w oczy i gestem zaprosiła abym poszedł za nią. – Bracie – zaczęła. – Jak wiesz nie żyjemy bogato, ale dziś robimy wyjątek goszcząc brata.

Jakoś nie chciało mi się w to wierzyć, ale co zrobić. Szedłem za Opatką wysokim korytarzem pięknego klasztoru. Szliśmy schodami w dół, które zapewne prowadziły do refektarzu, w którym to siostry spożywały wszystkie posiłki razem. One generalnie wszystko robiły razem.
Obserwowałem Opatkę i Wikarię widziałem jaki postrach budzą wśród sióstr i kandydatek.

Usiadłem na wskazanym miejscu przez Wikarię. Jedna z adeptek podawała posiłek wraz z siostrami. Obtarła się o moje ramie, zupełnie przypadkowo. Zauważyła to Wikaria, jeszcze nie widziałem aby u kobiety tak szybko zmienił się kolor skóry. Byłem pełen podziwu. Już wiedziałem, które suki spędzą ze mną popołudnie.

– bracie, niech brat jako gość odmówi modlitwę – że kurwa co?! Wstałem chrząknąłem. Wszystkie w jednym momencie też wstały nie kwestionując mojego wyboru modlenia się do czegoś co nie istnieje na stojący.

– Ponieważ z natchnienia Bożego zostałyście córkami i służebnicami najwyższego i największego Pana oraz Władcy, Króla, Ojca niebieskiego i zaślubiłyście się Duchowi Świętemu, wybierając życie ubogie i według doskonałości Ewangelii świętej, pragnę i przyrzekam osobiście… Panie pobłogosław te dary… Módlmy się w ciszy – o jezusie i wszyscy święci, dużo nie brakowało…

Usiadłem po chwili, żadna klaryska nie usiadła przed Opatką i Wikarią. Gdy te usiadły powstał niewielki harmider. Klarysek wiele nie było. Może coś koło dwudziestu, jednakże one mnie nie interesowały tak jak Opatka i jej przyboczna sucza Wikaria.

****

Obiad szybko minął, odbębniłem spowiedź szybko i bezboleśnie. Opatka oraz Wikaria również przystąpiły do spowiedzi. Grzechów jakiś sprośnych nie miały, prócz tej adeptki, która wyznała, że kocha się w jednej z sióstr i jej pożąda… że się masturbuje każdego dnia myśląc o niej. Kazałem jej wyznać grzechy przed oblubienicą i ku mojemu zaskoczeniu podeszła ona do Wikarii. Ta po chwili uderzyła ją w twarz. Ta klękła i w płaczu błagała ją o przebaczenie. No piękny obrazek…
Opatka podeszła do mnie i mówi tak:
– chciałabym abyś bracie porozmawiał z adeptką na osobności.
– też bym chciał, lecz mój wybór padł na dwie inne siostry.
– błagam bracie, ją szatańskie nasienie włada.
– jako trzecią? – Opatka chwilę się wahała, ale w końcu powiedziała.
– dobrze bracie, jak sobie życzysz. Wszak wykonujesz Boski plan.

Wiele nie brakowało, a roześmiałbym się jej w twarz.

– to które siostry mam przyprowadzić do celi?
– siostrę Małgorzatę i adeptkę.
– moją Wikarię?
– tak, dokładnie.
– nie… – jęknęła.
– ależ tak. Taka jest wola Pana naszego – Opatka wzniosła spojrzenie ku sklepieniu komnaty i się przeżegnała.
– a trzecia?
– ty nią jesteś.

Blady strach pięknie odmalował się na jej i tak bladej cerze. Kochałem takie zaskoczenia, oj kochałem. W myślach zacierałem ręce. Wiedziałem, że uległość w przypadku tych dwóch będzie słodkim upokorzeniem w ich oczach. Wiedziałem, że łatwo nie będzie. Nie zrobią tego z własnej woli. Ah jak ja kocham wyzwania.