Tak kochany pamiętniczku, znów wróciłam, znów szukam wrażeń. Ilość grup mojej ostatniej klasyfikacji się zwiększyła o kilka typów z pod ciemnej gwiazdy. Fascynatów nie brakuje zdecydowanie. Tylko kto się na to nabiera? Ktoś chyba bardzo, ale to bardzo naiwny.

Piszmy po angielsku? Nawet mi się nie specjalnie chce podejmować rozmowy z takowymi, którzy zaczynają swoje wywody od hi, hey, yo. Nie wiem dlaczego, ale to brzmi tak mało dojrzale. Pokusiłam się raz i odpowiedziałam pełnym zdaniem po angielsku, co prawda bez ładu i składu. Ale momentalnie delikwent zrezygnował.

Znaki interpunkcyjne. Jest wspaniale jeśli potencjalny rozmówca ich używa w trakcie budowania zdań. Ale sam sobie pozostawiony znak zapytania tudzież wykrzyknik sprawia, że z obrzydzeniem przewracam oczami. Ba czasami nawet pojawia się !!!!1 – pokolenie internetów. Cóż zrobić? Zignorować :D.

Myślący. Tak myślący facet to faktycznie skarb. Zaczepka pierwsza klasa, podryw na myślenie… Nazwij to jak chcesz, ale nie zachęcisz kogoś do rozmowy samym „hmmm”. Nie moja sprawa nie dbam o to, ale niegrzeczni byłoby przerywać mu kontemplowanie roli czatu w jego życiu. Czyż nie?

Krótko słówkowi. Jacy? Ah… tacy co piszą wiek – mamy XXI szkoda, że nie wiesz. Albo skąd – czasami pytam ale co skąd? Skąd mam chleb na śniadanie? Ze sklepu. Ile – no będzie z 3 lata od czasu kiedy mam kota. Albo „skąd piszesz” – z pociągu kurde, wiecznie w podróży. Problemy z pisaniem i składaniem zdań w internetach to dramat. Często, gęsto się spotykam z komentarzem „i uważasz, że to zabawne?” – oh nie. Bynajmniej, nie jest to zabawne. Raczej smutne.

A powyzywam cie. Dlaczego? Bo nie podnieca cie lizanie szyby cukierni. Jak wielkim kretynem trzeba być, aby nazwać kogoś „tempą kurwom bez szkoły” (pisownia prawdziwa) tylko dlatego, że potencjalna dziewucha na drugim końcu światłowodu nie chce się jarać tekstem w stylu „jadę do ciebie, aby cie wypieścić”? Tylko dlatego, że nie dała się wkręcić w cyberkowanie? No wypraszam sobie! Szkołę to ja skończyłam :D. Boże!!! Widzisz i nie banujesz!

Ale może faktycznie czas poszukać wroga? Kogoś kto będzie mi dokuczał, wkurzał i sprawiał kłopoty. Może chociaż pożyczyć od kogoś, zatrudnić na 3/4 etatu?

Tak sobie myślę czasami, mój drogi pamiętniczku. Aż się zaśmiałam. Zdarza się, że myślę :D.

Do rzeczy.

Jaki ten Wróg miałby być?

Z pewnością kłopotliwy.

Umiejący myśleć inaczej niż typowy facet nazywający się… oh trudne słowo – dominującym. Taki Kłopot, powinien na przykład wiedzieć, że siłą się nic nie osiągnie. Mógłby jedynie popsuć.

Potencjalny Wróg powinien dawać mi świadomość, że jestem jego i że mogę się do niego zwrócić z każdą pierdołą.

Nie. Naiwne. To każdy wie. Ale dlaczego to takie istotne? O! Wiem. Musi chcieć! Musi wiedzieć jak sprawić abym i ja chciała.

Oj to będzie wredne – znać różnicę między poddać, a oddać się.

E… bez sensu, nie warto się rozpisywać. Przecież ostatecznie jednorożce nie istnieją. Trzeba sobie dać na wstrzymanie i tyle. Może sam się jakiś nawinie, który mnie zafascynuje do takiego stopnia, że będę chciała uwierzyć, że jednak bajkowe białe zwierze z rogiem jest i wdycha zapach mojej skóry.

Mówię ci pamiętniczku. To wszystko jest takie popieprzone. Raz chcę, potem się boję i chcę. Ale czego się boję? Chyba tego „po”. Małżeństwo… Nic nie trwa wiecznie. A gdyby on chciał mnie całą? A gdyby mój Wróg chciałby abym była cała jego? Nie. Nie ma takiej opcji.

Może czas nauczyć się oddzielać pewne rzeczy i zabawić się bez układu i bez więzi? Ale czy będę potrafiła? Nie. To nie możliwe, nie potrafiłabym. Więź sama się pojawi. A to już kłopot, więc jednak powinnam szukać Kłopota. Tylko na nieco innych warunkach.

No tak, uległa będzie dyktowała warunki. Czyż to nie jest zabawne? Jak cholera.

„Chyba Bóg cię opuścił”

A może za niemowlaka ktoś mnie upuścił na posadzkę i jakaś klepka nie jest na swoim miejscu? Eeee… Parkiet jest w komplecie. Albo niech Kłopot bierze komplet albo wcale. Koniec kropka.

P.S.

Wiedziałam, że to wróci. Wiedziałam, że zatęsknię. Może błędem było w ogóle sprawdzanie?

Eh… Czas pokaże.