Ostrzegam, tekst może obrażać uczucia religijne czy jakoś tak.

Nikt z mieszkających w mieście nigdy by nie pomyślał, że w klasztorze klarysek mieści się dom rozpusty, po prostu sodoma i gomora. Siedlisko rozpusty tak strasznej, że sam pan ciemności by się nie powstydził za swe córki skuszone owocem w raju do grzechu. Powtarzam zatem – nikt, ale to NIKT by nawet nie miałby odwagi posądzić pobożne i usłużne siostry klaryski o taki występek przeciwko słowu Bożemu. Zwłaszcza, że ich świat był hermetycznie zamknięty, do którego wpuszczały skrzętnie selekcjonowanych wybrańców.

Klauzurą był objęty w zasadzie cały kompleks klasztoru. Jedynie mały, malowany każdej wiosny na biało domek był miejscem, w którym wolno było przebywać handlarzom dostarczającym żywność. Wszelkiego rodzaju remonty na terenie zakonu przeprowadzały służebnice pańskie. Żadnej z młodych adeptek i żadnej z sióstr nie wolno było wychodzić poza ogrodzenie oddzielające sad od polany, kilkanaście metrów dalej znajdowała się brama klasztorna. Tylko Opatka i Wikaria mogły się przemieszczać po terenie domu Świętej Klary bez ograniczeń.

Natomiast za świątynnymi murami klasztoru, wewnątrz zabudowań krzątały się pokorne w swej uległości i posłuszeństwie klaryski. Chodziły one w habitach szaro-popielatych, które przepasane były sznurem, kaptury białe okrywały ich czoła i podbródki, skrzętnie ukrywając również ich włosy, kaptur ten spada na piersi i wycięty jest w karo, na nim klaryski nosiły czarny welon. Pod habitem natomiast wolno im było nosić tylko pończochy i pas do nich. O ile opis jest dosyć skomplikowany, to wdzianko bardzo szybko się zdejmowało z wybranej przez Opatkę lub Wakirię siostry, która miała służyć wybrańcowi.

****

Gdy przyjechałem pierwszy raz do tej miejscowości nie miałem pojęcia o domu rozpusty jaki mieścił się za wysokim murem z czerwonej cegły. Zostałem o tym fakcie poinformowany jako serdeczny przyjaciel tutejszego klechy i to też nie tak szybko jakbym tego sobie życzył. Klecha dopiero dobrze spity wyjawił mi sakramentalny sekret swojego częstego uczestnictwa w spowiedziach owych młodych niewiast. Pokuta za odprawienie grzechów była dosyć dziwna. No ale zależy kto co lubi. Dla przykładu jednej kazał masturbować się na jego oczach świecą gromniczną oczywiście sam w tym czasie obracał inną, która dopuściła się życia w nie czystości.
– bo jak mawiają reguły – tłumaczył. – reguła życia zakonu sióstr ubogich, założonego przez świętego Franciszka: zachowywać świętą Ewangelię Pana naszego Jezusa Chrystusa, żyjąc w posłuszeństwie, bez własności i w czystości.
– no czyli uległe suki, zniewolone przez wiarę w coś co nie istnieje.
– ciii, nikt o tym wiedzieć nie musi. Są naiwne, ale rżnie się je całkiem spoko. Przez lata wychowywane na luksusowe prostytutki. Musisz wypróbować.
Przez moją twarz przemknął tak paskudny uśmiech… Że aż sam byłem z niego dumny. Wiedziałem sporo o życiu w klasztorze. Wiedziałem, że zakonnice same potrafiły zadawać sobie ból, nie raz słyszałem opowieści od mojego znajomego klechy, który rozpamiętywał jak przyłapał jedną z nich na nacinaniu skóry ud. Opowiadał mi też o jednej, na której zauważył ślady pejcza więc nie skrępowany niczym, znając upodobania niezwykle urodziwej brunetki z lubością wsłuchiwał się w krzyki i błagania, spazmy i jęki gdy chłostał jej plecy, z których jeszcze nie zdążyły zniknąć ślady jej pokuty, a zupełnie przy okazji zgwałcił ją analnie.
Był niezły. To trzeba było mu przyznać, ale ja jestem większym sadystą od niego i niech się te niegodne służebnice Chrystusa modlą do swego bóstwa o to by Opatka nie pozwoliła mi przejść przez płot odgradzający sad od polanki.
Chociaż? I tak bym znalazł sposób aby się tam dostać i wziąć to co mi się należało.

****

Dostałem maila od Opatki, tak… niegłupia kobieta, tak dalece odbiegała od wizji klarysek, więc teraz miałem pewność co takiego dostanę w swoje wredne łapy.
Opatka zapraszała na obiad, po którym miałem prawo wybrać dwie. Aż dwie suki mogłem sobie wziąć w obroty. Warunek był tylko jeden. Jako osoba z poza zakonu musiałem mieć na sobie parszywie śmierdzący i drapiący habit.
Klecha miał tylko jeden, który na mnie pasował. Dziwne, bo sam był dominikaninem jednak pasujący strój miał dla karmelity. Ubrany w brązową tunikę przepasany skórzanym pasem oraz ze szkaplerzem i kapturem tego samego koloru, a pod szkaplerzem krzyżyk procesyjny dyndał. Do lewego boku przyczepił mi różaniec. Sam nie wiem po co, nie będę żadnej tym wiązał. Chociaż kto wie?