Minęło kilka lat od tamtej chwili. Wróciłam do Karola. Skończyliśmy zabawę w wielkiego Dominującego Pana i Władce ze swoją suką. Zadowoliliśmy się wielopłaszczyznową relacją…

– czasami tęsknię wiesz?
– wiem.
– skąd?
– a tak jakoś mi się wydaję, że w tęsknocie za poniewieraniem twojej osoby nie jestem sam.
– Ty też?
– mhm.
– może trzeba coś z tym zrobić?

Przypomniał mi się obiegający internet żart dotyczący seksu. Otóż co zrobić aby seks małżeński nie był banalny? Wystarczy skreślić b… Normalność nie była dobra, oboje na dłuższą metę byśmy nie wytrzymali… Nie da się tak. To drzemie gdzieś w środku, a pewnego dnia się obudzi z wielkim płaczem wyciągając z zakamarków najczarniejszych wszystkie wspomnienia.
Zapatrzyłam się na Karola. Przed oczami miałam wszystkie te dobre chwilę.

– dobrze się czujesz? – Zapytał.
– tak, dobrze. Ale jakoś inaczej, dziwnie.
– jesteś blada.

Blada? No tak, w chwili gdy wyrwał mnie z zadumy wspominałam to co mi zrobił, każdy moment…

Widziałam śnieżnobiałą ścianę, którą kiedyś zdobiła sprośna graficzka od Niego. Widziałam jakby z boku, że wstałam z łóżka podeszłam do antyramy i szybkim ruchem ręki zrzuciłam ją. Słyszałam trzask pękającego szkła antyramy, widziałam jak jej drobiny rozsypywały się jak fala tsunami po podłodze…

Znów poczułam żal i bezdenną pustkę… znów czułam jakby ktoś wyrwał coś z mojej duszy, zabrał i nie chciał oddać. Poczułam wtedy, że straciłam coś cennego… coś czego nigdy więcej najprawdopodobniej już nie poczuję.

Od tamtego momentu między mną, a Karolem była tylko (czy aż) przyjaźń, nie zawierała ona niczego poza ramy przyjaźni.
Po moim pobycie w szpitalu wróciliśmy do siebie na warunkach typowego waniliowego związku. Nie chciałam tak… Przypomniałam sobie swoje słowa…

****

– wybacz mi. Nie zasługuję na Twój czas, nie jestem godna Twej uwagi. Nie postępuję właściwie.
– o czym Ty mówisz? Jesteś wolna Aneto.
– nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak cierpię. Ile bólu mi zadajesz. Ale nie, to nie jest ból fizyczny, chociaż na mojej fizyczności się odbija. Ból, który mi zadajesz odrzucając mnie i nie pozwalając mi na to byś był moim Panem, a ja Twoją niewolnicą… nie pozwalając mi na to byś był moim właścicielem, a ja Twoją własnością… nie pozwalając mi na to by sprawiać byś był zadowolony… Dlaczego tak jest? Dlaczego tak się czuję?
– mów dalej, powiedz mi czego pragniesz.
– pragnę być Twoja… Nie chcę innego.

****

Poczułam jak coś skutecznie uwiera… drażni, przeszkadza… Do oczu napłynęły mi łzy, a on patrzył. Znów patrzył.

– lubię jak płaczesz, ale wolę jak się uśmiechasz.
– jesteś okropny. Ja tego pragnę! – Wykrzyczałam mu prosto w twarz.

Pomyślałam, że jeśli nic się nie zmieni… nie mogę, nie chcę. Chcę czegoś innego, zgoła odmiennego od tego co miałam, chociaż tego też potrzebuję. Czułam się rozdarta pomiędzy dwoma zupełnie przeciwstawnymi pragnieniami.

– znajdziemy złoty środek. – Powiedział i zgarnął mnie do siebie przytulając. Uwielbiam być blisko niego, uwielbiam gdy okazuje mi czułość. Czy ja jestem chora? Czy ja tak wiele od życia oczekuję? Boże… Nie wiem już sama co mam robić. – Usiądź, ja za chwilę przyjdę.

Gdy wrócił uklęk przede mną. No chyba żartował, co On odpieprza!?
– podnieś się, nie wygłupiaj się… Nie bawi mnie to – próbowałam protestować, a On jak zwykle miał to gdzieś.
– cicho mała, jak mam się oświadczyć? Schować pierścionek w sałatce, którą robisz na obiad?

****

Zerwałam się z łóżka. Spał obok mnie. Na moje poruszenie się zareagował cichym pomrukiem. Sen. To tylko sen. Ale… był taki realistyczny. Taki prawdziwy… Chciałabym?

Po chwili dotarło do mnie odbite światło gdzieś z mojej dłoni.
– oho, kłopoty – pomyślałam oglądając nowe świecidełko mieniące się tysiącem kolorów na moim palcu.

Chyba muszę z nim pogadać. Bo na DD to ja się nie zgodzę, nie ma mowy… a może? W końcu koniec końców chciałam być Jego. Cała Jego… Być jak ta, jak jej tam kajira.

Może to jest właśnie ta prawdziwa wolność, której się tak boję. Do której nie chciałam się przyznać, że jest moim pragnieniem.

Więc?
Niech żyje mój pomysł na życie.