Wczoraj dostałam tekst, który chciałam żeby napisała. Bałam się. Gdy napisała kawałek, pochwaliła się ilością znaków. Nie zastanawiałam się.
– pokaż – i już po chwili miałam maila od rudej – Pisz dalej – powiedziałam, a sama zatopiłam się w lekturze.

Nie wiedziałam, w co mam się ubrać. Nie wiedziałam jakie kolory dobrać, żeby jej się spodobać. Nie wiedziałam nawet, jakie są jej ulubione i czy będę w takich akurat dobrze wyglądać. Przymierzałam kolejne zestawy, a stosik z rzeczami, które wyeliminowałam stał się dwa razy większy od tego z rzeczami do przymierzenia. Nie wiedziałam, co bardziej podkreślić. Talię, pupę, czy piersi. A może wyeksponować nogi? Chcę chociaż na chwilę poczuć nad nią władzę, chcę podejść i bacznie przyglądać się jej reakcji na mój widok. Chcę ją zachwycić i chcę to zobaczyć. Jako jedyny moment, kiedy będę czuła nad nią dominację. Za takie śmiałe myśli dostałabym karę jak nic.

– o nie moja droga. Nie pozostawię ci wyboru – nie wiem dlaczego, ale miałam już własną wizję. Zresztą… Ciuchy nie będą tak bardzo potrzebne, chociaż pomysł już miałam. Czytałam dalej…

Dojechanie do wskazanego miejsca zajęło mi pół godziny. Bez spóźnienia weszłam do przyjemnej kawiarenki i zaczęłam szukać wzrokiem rudej głowy. Nie zauważyłam, więc śmiało podeszłam do wolnego stolika i zajęłam miejsce.

Ze zdenerwowania zaczęłam gryźć skórki i postukiwać piętą w nogę fotela.

Hej, ruda. – usłyszałam za plecami miły, kobiecy głos. O boże. To ona. Podskoczyłam jak poparzona i nie za bardzo wiedząc jak się zachować i co odpowiedzieć wydukałam cicho:

– dzień dobry.
– wstań, jak do mnie mówisz.
– przepraszam.

Cholera, nie jest dobrze. Jest o coś zła.

– przepraszam, co?

O nie, tylko nie to. Nie w publicznym miejscu. Spojrzałam na nią błagalnym wzrokiem, ale była nieugięta. Spuściłam głowę i wyszeptałam:

– przepraszam, Pani.
– nie słyszę.

Zacisnęłam powieki, poczułam jak uderza mnie fala gorąca, a łzy zaczynają mi napływać do oczu. Wzięłam wdech. Ze spuszczoną głową i miną zbitego psa powtórzyłam, ale głośniej.

– przepraszam, Pani.
– kara Cię nie ominie. Usiądź.

Hmmm – zagapiłam się w czarne literki maila – Nie, nie ma mowy – szarpałam się z własnymi myślami. Co prawda miło wspominam „tak, Panie. Naucz się w końcu”. Ale nigdy nie obowiązywało to w miejscach publicznych. Bez przesady… To ma być zabawa.

Ponownie przeczytałam fragment bajki, który dostałam od młodej. Zaczęłam rozumieć czytając między wierszami próbowałam wyłapać wszystko to czego pragnęła. Co gorsze… Zaczęłam chcieć jej to dawać.

Posłusznie usiadłam. Całe moje nastawienie poszło w cholerę. Nagle poczułam się żałosna w tej swojej spódniczce i śmiesznej koszulce. To miało być miłe spotkanie, takie po którym Pani pozwalała mi do siebie przyjechać i dostawałam nagrodę. Chęć płaczu nie odpuszczała i czułam, że jak tylko się odezwę, to wybuchnę. Nie cierpiałam, kiedy była zła. Kiedy mówiła o karze. Chcę, żeby była ze mnie zadowolona i nie musiała mnie karać. Czułam się podle z faktem, że ją coś rozzłościło, najpewniej ja.

– od kiedy to ty wybierasz miejsce?
– ja… – chciałam się wytłumaczyć, ale mi przerwała.
– nie pozwoliłam ci odpowiedzieć. Wystroiłaś się jak szczur na otwarcie kanałów.

Parsknęłam śmiechem. Mimo powagi jaką chciałam zachować i ważności interpretacji tekstu… nie wytrzymałam. Moja ruda wariatka ma i wyobraźnie i poczucie humoru.

Chociaż pierwszy fragment tekstu mnie niepokoił ciekawość była ogromna… by przeczytać ciąg dalszy. Po publicznym upokorzeniu mogłam się spodziewać wszystkiego. Dopiero po czasie dotarło do mnie, że opis nie jest opisem „pierwszego razu”.

Po godzinie dostałam kolejną porcję.

Poczułam, jak robię się czerwona na twarzy i już chciałam coś powiedzieć, ale się opanowałam.

– to był komplement. Naprawdę bardzo ładnie wyglądasz. A następnym razem jak przyjedziesz wcześniej, to poczekaj na mnie przed kawiarnią.

Odetchnęłam z ulgą, uśmiechnęłam się lekko i pokiwałam głową na znak, że przyswoiłam informacje.

Ja też odetchnęłam z ulgą. Po pierwszym fragmencie miałam wrażenie, że pragnie hardcoru, że chciałaby faktycznie poczuć się jak „coś”, a nie „ktoś”. Nie mogłabym… Nie potrafiłabym… Za bardzo te małolatę lubię. Czytałam dalej.

Po chwili przyszła urocza kelnerka po zamówienie. Byłam ciekawa, co Pani dla mnie dzisiaj wybierze. Już się nauczyłam, że to ona za mnie decyduje w takich sytuacjach. Było mi to nawet na rękę, bo zawsze miałam dylemat, jakby od wyboru kawy zależało moje życie.

Poproszę malinową fantazję dla rudej panny, a dla mnie frappucino, ale bez bitej śmietany.

Chciałam powiedzieć, że za to ja poproszę podwójną, już nawet wzięłam wdech, ale Pani natychmiast przeniosła wzrok z karty na mnie i w sumie uznałam, że aż tak bardzo tej śmietany nie chcę.

– powiedz mi, co zjadłaś na śniadanie dzisiaj? – usłyszałam pytanie.
– hmm, musli z jogurtem naturalnym i banana. I sok z pomarańczy.
– grzeczna dziewczynka.

Dostawałam kurwicy jak słyszałam ile razy dziennie jadła. Co gorsze, czepiałam się jej już o to dużo wcześniej… I widać właśnie co osiągnęłam.

Uwielbiałam te słowa. Uwielbiałam ją w tym momencie, kiedy je wypowiadała. Zawsze jej się tak lekko oczy błyszczą, kiedy to mówi. Czyżby wiedziała, jak wielką radość mi daje tymi słowami? Po chwili wróciła kelnerka z naszym zamówieniem. Przystąpiłam do niszczenia swojego wspaniałego deseru.

Eh… zwykłe zadowolenie czy tam duma. Obserwowałam taki błysk w oku u swoich Samców alfa. Wiedziałam dokładnie jak piękne to uczucie. Troszkę się nawet rozmarzyłam w trakcie analizowania bajki od rudej.

– opowiedz mi jak Ci minął dzień.

Zaczęłam więc mówić co mi ślina na język przyniesie. Lubiłam jej opowiadać takie rzeczy, zabawiać ją w ten sposób. Opowiedziałam o swoim strasznym dylemacie przed wyjściem i o tym, jak chciałam poczuć nad nią władzę. Trochę się obawiałam reakcji, ale Pani się tylko zaśmiała i stwierdziła:

– urocze. A teraz kończ. Zbieramy się. Przygotowałam coś dla Ciebie w domu.

Z prędkością światła pochłonęłam resztę deseru. Wiedziałam, że kara będzie tak, czy siak, ale „przygotowałam coś dla Ciebie” zawsze oznaczało coś wspaniałego.

Tutaj miałam mieszane uczucia. Niby „urocze” kończy temat wywodu małolaty, ale z drugiej strony wydawało mi się, że zbyt mało okazała jej zainteresowania osoba, z którą w tej bajce się spotkała.
Chłonęłam kolejne literki na białym tle…

Na kolana – usłyszałam. Klęknęłam w miejscu, gdzie stałam. Przybrałam ustaloną pozycję. Nogi złączone, pupa na piętach, dłonie na kolanach. Głowa spuszczona. Kątem oka widziałam jej buty, które były coraz bliżej.

– najpierw cię ukarzę. Muszę mówić za co?

Pokręciłam głową. Wiedziałam, za co mi się oberwie. Poczułam dreszcz ekscytacji. To powinna być kara, ale paradoksalnie kary wymierzane przez nią jej wspaniałym palcatem strasznie mnie podniecały.

– powiedz głośno za co zostaniesz ukarana.
– zostanę ukarana, ponieważ weszłam do kawiarni przed swoją Panią i zajęłam miejsce. Poczułam się zbyt ważna, a myśl, że Pani zechce siedzieć na miejscu wyznaczonym przeze mnie była niestosowna i arogancka.
– bardzo ładnie. Wypnij tyłek.

Podparłam się rękami i posłusznie się wypięłam. Wzięłam wdech. Pani krążyła jeszcze przy mnie, zrobiła kilka kroków. W końcu stanęła za mną.

– rozsuń nogi.

Zrobiłam, co kazała. Ułamek sekundy potem poczułam palcat w swoim kroczu. Przeszedł mnie dreszcz podniecenia, potężniejszy od poprzedniego.

– jesteś mokra. Pozwoliłam?
– nie, Pani.

Przygotowałam się na uderzenie. Poczułam lekkie smyrgnięcie w okolicy krocza, poczułam zamach i palcat wylądował z trzaskiem na moim pośladku. Syknęłam. Mocno!

– chcę Cię słyszeć. – trzask!

Jęknęłam z bólu, ale przez ból przebijał się cień rozkoszy. Im więcej uderzeń, tym głośniej jęczałam, pod koniec już szlochałam. Miałam czerwony tyłek i już czułam, jak bardzo będę unikać krzeseł w tym tygodniu.

– pieprzona masochistka! – pomyślałam uśmiechając się w duchu do tego co przeczytałam, sama nie przepadałam za taką formą „urozmaicenia” pożycia intymnego.
Nie miałabym problemu… Nawet to chciałabym. Skąd we mnie tyle sadyzmu? No tak, iskra. Przypomniałam sobie to co kiedyś rzuciłam dla żartu. Od tamtego momentu wiele się zmieniło. Teraz jak na to patrzę to nigdy nie wypowiedziałabym tych słów. Głupi żart „przyjedź do mnie to cię zleje…” – mała iskra, która zaczęła się tlić w suchej ściółce lasu. Obecnie to już pożar na kilka hektarów…

– dobrze. A teraz na łóżko, na plecach – powiedziała bez zająknięcia. Ani cienia zmęczenia, a namachała się niemożebnie. Jak ona to robi? – Zaraz wrócę.

Wstałam i położyłam się tak, jak kazała, starając się jednocześnie nie leżeć na poobijanych pośladkach. Poczułam, że mam mokre krocze. Na samo wspomnienie razów wymierzanych mi przez Panią powracał rozkoszny dreszczyk, przebijając się delikatnie przez warstwę bólu. Miałam ochotę się pieścić, ale wizja kolejnych razów mi odbierała chęć. Może Pani coś dla mnie przygotowała. Chwile potem usłyszałam jej kroki. Przyszła, rzuciła coś na łóżko. Podeszła do fotela przed łóżkiem i wygodnie się rozsiadła. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem.

– weź to i powiedz, co to jest.

Chwyciłam mały przedmiot, który mieścił mi się w dłoni. Był szary, podłużny, z nasadką u góry.

– masażer?!
– tak. Możesz się zaspokoić.

Poczułam się jak dziecko na Boże Narodzenie. Zdjęłam stringi, zapominając o piekącym tyłku. Włączyłam szare cudeńko, zamruczało i zawibrowało miło w mojej dłoni. Spojrzałam na moją Panią z wdzięcznością i przyłożyłam przedmiot do mojej kobiecości. Zdziwiłam się, jaką ma siłę wibracji. Zaczęłam się nim pieścić, zmrużyłam oczy z rozkoszy.

– patrz na mnie, nie zamykaj oczu.

Oj młoda, młoda. Raczej byś nie miała na sobie tych stringów. Pośladki? Myślę, że nie tylko pośladki no i o palcacie zapomnij. Bambus to jest to co ci się by spodobało. Ale spoko, ostatecznie mogłabym dać ci wybór.

Natychmiast utkwiłam wzrok w mojej Pani. Spojrzałam w jej piwne oczy i skupiłam w tym spojrzeniu całe moje podniecenie, całe moje uwielbienie jej osoby. Bardzo starałam się nie zamykać oczu. Masażer cichutko brzęczał, a ja wspominałam każdy orgazm dany mi przez Panią, każdy element, który sprawił, że czułam rozkosz. Jej minę, kiedy dochodziła, gdy ją wylizywałam, smak jej soku, zapach. Obrazy przebiegały w mojej głowie, a ja czułam jak nadchodzi fala rozkoszy. Zaczęłam się wić i jęczeć, starając się cały czas patrzeć w błyszczące piwne oko, przysłonięte rudym kosmykiem. Kiedy orgazm już nadchodził, wygięłam się w łuk i krzyknęłam, panicznie próbując złapać oddech. Moja Pani patrzała na mnie z dumą. Uśmiechała się. Kiedy się uspokoiłam, odzyskałam świadomość i zmysły, spojrzałam na nią i nie musiałam mówić „dziękuję”. Ona wiedziała, że jestem jej wdzięczna. Zawsze wie.

Cholernie miłe. Inne, ale miłe. Czas na konfrontacje fikcji z realizmem. Dźwięk nowej wiadomości na czacie facebooka przypomniał mi o tym, że to nie jest bajka…

– jeeeeeju, ale jestem podniecona.
– widzę właśnie, to idź się wykąp. Zimna woda cię ostudzi. Ale na twoim miejscu wykorzystałabym poziom podniecenia, bo to szkoda marnować – prowokowałam. Chciałam oburzenia. Chciałam wstydu i odwrócenia się jej ode mnie. Bałam się. Tak cholernie się bałam.
– chcę orgazmu – przegięła.
– daleko jesteś, wiec nie jestem w stanie ci go dać… ale pozwolić ci mogę się samej zabawić… ostatecznie – nie no, niech ma. Co se będę żałować, ponoć o suki trzeba dbać by były szczęśliwe i w całości się oddawały.
– samej? – przegięła. Ale zaświtał mi jeden mały pomysł… zrozum to człowieku uległą, pozwalasz jej a ona jeszcze dyskutuje. Chcesz ognia młoda? Dobra!
– mam być wredna? – zapytałam, łapiąc uparciucha.
– nie.
– no widzisz. Gdybym była, to prostu kazałabym ci to zrobić. A gdybym była jeszcze bardziej wredna, kazałabym Ci się o tym pochwalić.

11 minut później dostałam wiadomość.
– już.

Właśnie do mnie dotarło, że zrobiła kolejną rzecz której chciałam. Piękne… Zaczyna mi się to podobać.