Było mi cholernie niewygodnie w takiej pozycji. Kazał mi oprzeć dłonie o stolik, razem z dłoniami oparte były również łokcie. Nogi dalej miałam szeroko rozwarte. Pozycja była co najmniej niezręczna zwłaszcza, że sukienka była dosyć krótka. Wydawało mi się, że nie ma Go całe wieki. Gdy wrócił byłam cała sztywna od tej pozy.

– grzeczna dziewczynka – skomentował widok siedzącej mnie w pozie, w której mnie zostawił. Nie ruszyłam się nawet o centymetr. Nawet się nie odezwałam do niego jakbym była w jakimś transie. Wiedział. Czuł i widział co się stało. Przestałam myśleć, przestałam już z nim walczyć bo to nie miało najmniejszego sensu – pragnęłam tego, więc po prostu się poddałam Jego woli.
– wszystko dobrze? – zapytał kontrolnie, chociaż wiedział…
– tak – w miejscach publicznych nigdy nie zwracałam się do Niego per P, ale zanosiło się na to, że wkrótce miało się to zmienić. Podświadomie czułam, że bardzo dokładnie zaplanował czas jaki z nim spędzałam. Czułam, że na tej zabawie polegającej na siedzeniu z plugiem i kulkami wewnątrz mnie się nie skończy.
– niebawem dołączy ktoś do nas – mówiąc to próbował wyłapać mój stan emocjonalny.
– dobrze – odpowiedziałam po chwili pogrążona we własnym świecie.

****

Tyle dziewcząt innych znał, a wybrał właśnie mnie. I potem tylko na mnie patrzył. Wybrał z innych tylko mnie… Chcę jak z bajki życie mieć. Zdobędę wreszcie to, co chcę. Kiedy w oczy wieje wiatr, bo szczęście krótko trwa. Niepotrzebnie płyną łzy i smutno bajka kończy się. Gdy jest źle to dobry znak. Gdy jest źle… Bo może znów lepiej być. Wiesz, że tu jestem, w szarym tłumie znajdziesz mnie ciągle czekam na Twój znak. Wśród tłumu odnajdź mnie nim minie jeszcze jeden dzień. Dziś wygram wszystko albo nic. Ostatnią szansę dał mi los. Ja dobrze wiem, że są tysiące takich jak ja. Kiedy w oczy wieje wiatr znów zwykły zrobię błąd, na swe złudzenia stracę czas. Lecz chcę dalej iść pod prąd i wciąz szukać trudnych tras. Nie będzie źle, musi lepiej być przecież teraz tę szansę mam. Może właśnie wygram dziś los na loterii. Będę robić to, co chcesz i będę robić to, co sama chcę…

Pragnienie bycia Jego szczęściem było większe niż dbanie o własne dobro, byłam gotowa zrobić WSZYSTKO. To był ten stan, w którym dwa słowa – „pragnę tego” – otwierały drzwi do tajemniczego ogrodu pełnego nowych wyzwań i wrażeń. Wiedział to i postanowił wykorzystać potencjał drzemiący w mojej psychice. Gdyby nie fakt, że nie myślałam racjonalnie w tej chwili powiedziałabym, że jest podstępną, wredną acz kochaną, a co ważniejsze – MOJĄ Szują, ale nie powiem tego. Dlaczego? Bo byłam Jego. Bo mógł zrobić ze mną to co chciał.

– zmieniamy lokal – padło gdzieś z oddali. Ja pogrążona w innym świecie, w swoim świecie zapytałam cicho czy mogę już zmienić pozycję ciała.
– a jak chcesz wraz z nami zmienić lokal?
– no tak, o tym to nie pomyślałam.
– przecież jesteś inteligentną suką. Nie oszukuj mnie z tym twoim niemyśleniem.

Zmieszałam się.
Myślałam wtedy, że nie ma na co czekać czas szybko mija, a życie jedno jest to nie był łatwy gest, mówili, że uciekam – ale dokąd? – z biletem w dłoni, w jedną stronę rejs każdego dnia ta sama zabawa się zaczyna. Nie potrafię inaczej. Czy ja już nie potrafię inaczej kochać?

Wtedy mnie objął i pocałował, w zupełnie normalny, subtelny sposób. Kochałam to jak okazywał mi troskę i czułość, ale nie potrafiłam w taki sam sposób tego co czułam odwzajemnić. Uznawałam, że daje mu najpiękniejszy dowód szacunku i miłości na jaki mnie było stać. Dawałam, bo chciałam. Dawałam mu siebie i uległość moją wobec Niego.

Chociaż na samym początki broniłam się bo ktoś nagle czegoś mi zabraniał – ja mówiłam, że nie zgadzam się. On siłą zmuszał mnie do wstania… A ja broniłam się.
Zawołaj znów mnie!

Ciągle przed oczami miałam teksty piosenek z Metra. Nie zawiodę Cię! Daj mi do zdobycia wyższe cele, trudne zadania i drogi złe… Ja mogę zostać twym Przyjacielem… ale mnie nie porzucaj mnie…

Bałam się. Cholernie bałam się samotności. Nie miałam nikogo prócz Niego…

****

Gdy dojechaliśmy do klubu bramkarz w wejściu oświadczył, że jest impreza zamknięta i potrzebne są zaproszenia. Dało mi to do myślenia, gdy On wyjął z kieszeni trzy kartki.

– o! Czyżby główna atrakcja? – zapytał, patrząc na mnie. Bałam się go. Był duży i wyglądał groźnie – aż żałuję, że jestem w pracy – mówiąc to obleśnie oblizał wargi. Strach? Nie, to już był paniczny strach. Cieszyłam się, że gość jest w pracy ot co…

Znów czerwień. Zaczynam nie lubić tego koloru. Wnętrze klubu było bardzo surowe, cegły pomalowane były na kolor krwi. Zapach był dziwny. Wyczuwałam mieszankę słodkiego zapachu frezji z czymś pikantnym tuż obok wilgoci. Ludzi było niewiele.

– dziś, spełni się jedna z Twoich fantazji – powiedział, kładąc rękę na moim pośladku.
– jaka?
– public disgrace – te dwa słowa wywołały złość we mnie. Po chwili opanował moje ciało potężny strach. Przecież ja nie znam tych ludzi.
– nie chcę. Nie pragnę tego.
– pragniesz. Gadasz w nocy przez sen.

Kurwa.