– zanim zaczniesz, wykonasz moje polecenie – patrzył z rozbawieniem, jak moje źrenice zmieniały wielkość.
– tak, oczywiście – odpowiedziałam bez namysłu – co mam zrobić?
– pójdziesz do toalety, a tam…
– tak?

Podał mi dwa małe czarne woreczki. Pierwsze domysły były sprośne.
Wstałam i zwróciłam się w stronę toalety. Przebiegłam palcami po materiale, aby wymacać zawartość woreczków. Deser. Perwersyjny deser, mój wspaniały Deser na wieczór jednak coś przyszykował.
Weszłam do kabiny. Byłam pewna, że w jednym z woreczków były dwie kulki połączone sznureczkiem. Słyszałam dźwięk jak się o siebie obijały. Znałam tę zabawkę mój Pan rozkoszował się katowaniem mnie przez całe osiem godzin w pracy tym ustrojstwem. Co prawda owa zabawka miała również inne zastosowanie niż pobudzenie w kwestii erotycznej… Ale nie sądzę aby po tylu latach znajomości z Nim byłyby mi potrzebne dodatkowe ćwiczenia moich mięśni.

Drugi woreczek był zagadkowy, zawartość była bardzo twarda i ciężka. Zamknęłam oczy i wsunęłam dłoń do wnętrza aksamitnego woreczka. Zimne! To jakiś metal. Wyrwana z zadumy odkryciem otworzyłam oczy będąc ciekawa co zobaczę.
Plug… Metalowy plug zakończony czerwonym, ozdobnym kamieniem. Nie to jakieś żarty!
Złapałam za torebkę i wyciągnęłam z niej komórkę. Szybko wystukałam sms’a.

– żartujesz?
– nie.
– nie wsadzę sobie tego w zadek.
– wsadzisz. Pospiesz się, deser ci się właśnie topi.

Nie! Moje lody. Wredny i parszywy!
Trzeba było się zabrać do zaaplikowania sobie zabawki na literę p.
Dziwne uczucie. Plug miałam w sobie pierwszy raz w życiu. Był drobny dosyć, ale twardy. Uczucie wypełnienia było dosyć intensywnie odczuwalne.
Kulki… Jeśli je też włożę odlecę.

– no nareszcie.
– mhm.
– wszystko dobrze? – jego parszywie wredny uśmiech w tym momencie nie tylko wyprowadzał mnie z równowagi, ale również szalenie podniecał.
– tak oczywiście.
– to teraz oddasz mi dół swojej bielizny.

Nie!? Ale jak to? Nie, nie zgadzam się! Co miałam zrobić? Patrzył się w taki sposób, że nie sposób było powiedzieć na głos słowo sprzeciwu, a ja tak chciałam być asertywna.

– czekam.
– ale jak?
– szybko i skutecznie. No już. Czekam.

Rozejrzałam się po ludziach, każdy był zajęty albo jedzeniem albo konwersacją ze znajomymi. Wsunęłam dłonie pod sukienkę… Jezu nie. To nie dzieje się naprawdę, to jakiś sen.
Zsunęłam delikatną koronkową bieliznę, zwinęłam w dłoni tak szybko jak było to możliwe. Wyciągnęłam w Jego kierunku zaciśniętą pięść, w której były moje stringi.

– połóż – powiedział i wskazał ruchem głowy miejsce na stoliku.

OSZALAŁ!?
Chyba się oblałam rumieńcem, po chwili chyba już krew mi odpłynęła z twarzy bo zrobiło mi się przeraźliwie zimno. Obserwował z uwielbieniem jak moja skóra zmienia kolory.

– wyglądasz jak kameleon, wiesz?

Prychnęłam i z wielką pretensją i żalem w oczach położyłam bieliznę obok jego talerza.
Pluszowy loży pobudzał moją i tak już wrażliwą skórę.

– niewygodnie ci? – zapytał.
– tak, trochę. Uwiera mnie to coś.
– skończ deser.

Zabrałam się za ostatnie kawałki swojego lodowego deseru.

– rozsuń nogi.
– nie
– rozsuń
– nie – gratulowałam sobie w duchu asertywności. W końcu to on chciał, żebym się zainteresowała tym tematem.
– jesteś nieposłuszna.
– asertywna.
– wobec mnie? Rozsuń nogi.

Dyskusja zakończona. Dalsze brnięcie mogłoby zaowocować mało przyjemną karą. Wiedział w jaki sposób mnie karać aby lekcja pokory była zapamiętana na długo i o dziwo wcale nie musiał robić tego fizycznie. Szuja… Znał mnie od podszewki. Wiedział co zadziała najlepiej, a co nie zrobi większego wrażenia.

– dobrze. A teraz tak siedź. Połóż dłonie na stoliku. Nie ruszaj się do mojego powrotu.
– a gdzie idziesz?

Spojrzał na mnie z najwredniejszym uśmiechem jaki kiedykolwiek widziałam.

– nie chcesz wiedzieć – przez chwilę się zastanawiałam czy oby na pewno nie chcę wiedzieć.
– chcę, muszę, pragnę i proszę.

Kocham ten wyraz zaskoczenia, który malował się w chwili gdy mówiłam jedno z tych słów, ale wszystkie na raz? To był mocny cios.

– odlać się.