Jak on to robi? Zadawałam sobie to pytanie leżąc na podłodze wpatrzona w odbite promienie słońca na ścianie. Widok był niesamowity, kolorowe plamki światła mieniące się na tęczowo. Banalne nie? Zjawisko powstaje na skutek rozszczepienia światła białego i odbicia go wewnątrz kropel deszczu ale również kryształu. To lampa stojąca w pobliżu okna dawała tak niesamowity efekt. Mogłabym się godzinami wpatrywać w to zjawisko, ale z kolorowego mostu ściągnął mnie Jego głos.

– na obiad to już jest za późno, ale możemy skoczyć do restauracji przy rynku na kolacje. Zainteresowana?
– jasne, nie ważne gdzie oby z Tobą – starałam się nie pokazywać tego jak bardzo mi się Jego pomysł spodobał. Cieszyłam się, że to właśnie mnie wybrał spośród całego tego tłumu potencjalnych samic. Cieszyłam się szczęściem jakie mi dawał. To było zupełnie coś innego. Coś co sprawiało, że nie potrafiłam oddychać już innym powietrzem. A co jeśli kiedyś się to skończy? Umrę.

Bez barwnego powietrza, którym nauczył mnie oddychać i od którego mnie uzależnił, bez choćby namiastki tego co czułam gdy był obok. Chociaż nie zawsze mógł być przy mnie fizycznie, zawsze wiedziałam, że jest. Sama ta świadomość dawała mi pewność, że On potrzebuje mnie tak samo jak ja Jego. Właśnie o tym marzyłam, tego pragnęłam. Po prostu BYĆ, a nie BYWAĆ.

Podejście dosyć naiwne miałam i dalej mam, ale dosyć tego rozczulania się nad samą sobą, czas się podnieść z tej zimnej podłogi. Spojrzałam na zegar na ścianie, faktycznie już było dosyć późno.
Trzeba wziąć szybki prysznic i się przebrać.

Po godzinie już byliśmy oboje gotowi do wyjścia.
Wpierw kilka przystanków metrem, lubię wsłuchiwać się odgłos stukotu kół… lubię czuć wiatr. Ale zdecydowanie nie lubię gdy światło przygasa w wagonie. Później kilka przystanków tramwajem i już witał nas Nowy Świat.
Szliśmy w milczeniu. Wieczór zapowiadał się iście romantycznie i bez większych niespodzianek.

Po krótkim spacerku dotarliśmy na miejsce.
W wejściu kelnerka zaprowadziła nas do zarezerwowanego stolika. A to szuja, przemyślał wszystko. Zawczasu musiał dokonać rezerwacji. Stolik malutki, schowany w rogu sali osłonięty był lożą obitą miękką skórą welurową. Wystrój restauracji ciepły i przyjemny mimo tego, że panowała w nim czerwień i czerń.

– nie podoba mi się sposób w jaki patrzy na Ciebie ta kelnerka. Wiesz?
– wiem, widzę.

Nienawidzę kiedy wie. Nienawidzę kiedy widzi! Nie da się nic przed nim ukryć. Zawsze szybciej wie, niż ja. Zawsze wie przed tym kiedy zamierzam mu powiedzieć, że coś mi się nie podoba. Okropna szuja!

Gdy kelnerka przyniosła zamówione przez nas jedzenie, westchnęłam. Uwielbiałam włoską kuchnie. Dziwnym trafem to Jego „wiedzenie” miało też dobre strony. Miał niesamowitą pamięć, świetnie dobierał „przyjemności” i umiejętnie mi je dawkował, tak żebym czasem nie zapomniała kim jestem w jego towarzystwie, ale żebym wiedziała także, że mnie szanuje. Zależało mu na mojej satysfakcji. Zawsze.

Tylko dlaczego miałam wrażenie, że nie będzie atrakcji związanych z klimatem? Rozczarowałam się, miałam nadzieje na jakiś szybki numerek, albo jakieś perfidne zadanie.

Tymczasem obiado-kolacja została przez nas pochłonięta. Oboje byliśmy wygłodniali po tej naszej popołudniowej gonitwie doznań erotycznych.

– masz ochotę na deser?
– nie, pęknę. Nie zjem niczego więcej.
– jesteś pewna? – pytanie było podchwytliwe. Dreszcz ciekawości przeszył moje plecy. Wyczuwałam, że coś uknuł. Bałam się zaryzykować, a jednocześnie pragnęłam mocniejszych wrażeń.
– no dobrze, przekonałeś mnie – rzuciłam bez większych emocji. Starałam się znów ukryć podekscytowanie. Nie udało się. Wyłapał. Uśmiechnął się ledwo zauważalnie kącikiem ust. Tak mój drogi, twoja rybka złapała przynętę.

Lody? Boże kocham lody! Mały, ale efektowny pucharek wylądował przede mną. Cynamon, wanilia, kawa… Kocham te smaki.

– zanim zaczniesz, wykonasz moje polecenie – patrzył z rozbawieniem, jak moje źrenice zmieniały wielkość.
– tak, oczywiście – odpowiedziałam bez namysłu – co mam zrobić?
– pójdziesz do toalety, a tam…