Maria przyglądała się jak Karolina chwiała się na nogach, zauważywszy cieknącą krew po jej udzie zawołała inne osadzone do pomocy w przetransportowaniu Karoliny.
Dziewczyny wzięły ją na ręce.
Karolina w zasadzie przelewała się im przez nie. Była wyczerpana i psychicznie i fizycznie.

Maria znalazła gdzieś w korytarzu jakiś stary i postrzępiony wózek. Zdjęła z siebie koszule w paski i położyła ją na siedzenie mając na uwadze ranę, z której sączyła się krew. Nie była całkiem pewna skąd Karola krwawi.

Maria w zasadzie biegła korytarzami, widząc jak młoda traci przytomność.
Światło w korytarzu nagle zgasło. Zapaliło się czerwone, rozległ się hałas syren alarmując wszystkich o buncie.

– oho – powiedziała na głos do na wpółprzytomnej Karoliny – nie jest dobrze moja droga. Musimy się dostać szybko na drugie piętro, do bloku C. Tam znajdziemy panią doktor.
Wystraszona, aż podskoczyłam na dźwięk jej słów.
– nic się nie bój – uspokajała mnie Maria – to też osadzona. Nie zrobi ci krzywdy.

Maria znała wiele osadzonych kobiet, a wśród nich były właśnie i kobiety z wykształceniem medycznym, ale i kobiety z wykształceniem technicznym, jak i ściśle zawodowym. Dzięki takim znajomością miała chody w kuchni i dostawała nieco większe porcje od innych.
Wiedziałam, że w takich miejscach jak to trzeba umieć handlować swoimi największymi atutami i tak jak na wolności trzeba umieć wyciągać lekcje, a najlepiej zawczasu. Nie wtrącać się w sprawy innych. Chyba, że mamy w tym interes i się to nam opłaca. Tutaj nie ma „ja” istnieje tylko „oni”. To walka dobra ze złem. Tutaj każdy z więźniów stoi po tej samej stronie barykady. Nie ma sensu być wrogo do siebie nastawieni.

– w kupie siła – grzmiał cały parter.
– w kupie raźniej – odpowiadał inny blok z parteru.
– kupy nikt nie ruszy! – wydzierała się Maria tuż nad moim uchem.

Czułam że odpływam…

****

– w zasadzie to nic jej nie zrobili.
– a obejrzałaś ją dokładnie? Ona mi dupę uratowała.
– na tyle ile pozwalają mi warunki. To tylko piercing.
– aż… zobacz ile krwi.
– faktycznie sporo. Ale szczerze mówiąc założony jest całkiem zgrabnie. Podejrzewam, że został zrobiony bez znieczulenia.
– to na pewno – Maria zgrzytnęła zębami – to sadyści.
– silna jest. Zobacz, nie połamała paznokci. Pewnie zaciskała z bólu dłonie.
– nie wiem… to co przeszła, mogło ją uodpornić na ból. Mogło podnieść jej próg odporności.
– w sumie jest ładny. Powinna sama zdecydować.
– teraz i tak jest opuchnięta i wyjęcie go…
– tak spowodowało by bardzo zbliżone uczucie jak przy jego zakładaniu.
– myślisz, że zdążymy?
– jest szansa.
– wiem, że część straży współpracuje, a część została sprowadzona na dół.

****

– co z blond suką, która była moja opiekunką? – zapytałam niepewnie unosząc lekko powieki, aby lepiej widzieć co się dzieje wokół.
– leż nie podnoś się. Marianna…
– to ona miała tak na imię?
– tak, nie przeżyła. Wbiegła do umywalni, była mokra podłoga. Poślizgnęła się i…
– nie lubiłam jej, ale trochę szkoda.
– myślę, że sama by się zabiła. Przetrzymywani są w izolatkach.
– tam gdzie ty trafiłaś na początek – odezwała się Maria.

Westchnęłam. Wspomnienie ścian, które były pomalowane w kolorze krwistej czerwieni. Farba, w niektórych miejscach odchodziła płatami od tynku… Biła od nich przemoc. Pamiętam, że nie było pryczy, na ziemi leżało tylko coś co przypominało z daleka cienki materac. Prócz tego czegoś co miało imitować łóżko była jeszcze górka piasku w jednym z rogów celi. Pamiętam mrok jaki spowijał to pomieszczenie… Pamiętam chłód bijący od ścian, który napawał mnie strachem, że on przyjdzie, że wróci… Że znów mnie uderzy. Ot tak, dla zasady, dla własnej radości.