Mój drogi pamiętniczku… Trochę wody w rzece upłynęło, wiele piasku się przesypało… Ale jestem, co dziwne zastanawiam się nad tym, czy to tylko złudzenie. Wiesz to całe pragnienie, czy to nie jest kwestia przyzwyczajenia do tego co było kiedyś, co było niedawno… Czy to nie jest jedynie pragnienie „braku zmian”. Nie wiem, nie potrafię na to pytanie sobie odpowiedzieć.

Znów nie sypiam dobrze, położyłam się obolała, wstałam jeszcze bardziej obolała. Jakaś taka tkliwa, ale co dziwne bez agresji – znowu bez agresji, kolejny dzień gdzie dosłownie rzygam szczęściem. Burza, ciężkie powietrze… bliskość piorunów rozświetlających blade pomieszczenie, w którym spędzam ostatnio tak wiele czasu.
Czerń i biel? Białe ściany, czarne meble – skala szarości… na nią patrze ponad 12 godzin dziennie. Chyba, że pranie robię… to czasami trafi się coś kolorowego.
Wkurza mnie obecna sytuacja, mam ochotę na zmiany.

Klasycznie zasnęłam na kilka godzin, aby w środku nocy – wtedy gdy śpisz twardo i wszystko masz gdzieś – obudzić się. Drzemki łapałam mając płytki sen. Świadomy sen, masa pytań, masa myśli. W końcu przestałam łudzić się nadzieją, że zasnę. Gapiłam się w biały sufit i myślałam…

Nie. W życiu bym nie powiedziała, że moje myśli będą lub są albo TYLKO czarne albo TYLKO białe. Kolory zawsze były ze mną, od małego… zieleń dawała spokój. Kochałam akwarium, kochałam wpatrywać się w szalejące pstrokate gupiki, ale najbardziej kochałam w tym wszystkim zielony spokój, który przyciągał mój wzrok. Dlaczego? Nie wiem. Lubiłam ciepły żółty kolor, wydawało mi się zawsze, że ten „kaczuszkowy” jest miękki i ma dużo w sobie siły, albo zdrowia. Popatrz drogi pamiętniczku na banany… mają delikatny smak, w którym ukryta jest masa magnezu i potasu czy jeszcze czegoś tam innego.

Skończyło się na tym, że mój pokój miał pomalowane ściany na słoneczny żółty, który z biegiem czasu zrobił się piaskowy. Skończyło się na tym, że niektóre miejsca mojej ściany były pomalowane temperami (ojciec był wściekły… tempery mają bardzo silny barwnik, ciężko to później przykryć farbą emulsyjną) najczęstszym motywem był bluszcz, takie trujące pnącze… trzy odcienie zieleni, khaki, trawiasty i młodej trawy. Lubiłam kolorystyczne plamy.
Kontrast… Jeśli na ścianie wisiało coś mojego czułam się w takim miejscu dobrze. Jeśli nie, nie spędzałam tam wiele czasu.

Życie było jakieś kolorowe takie, a tymczasem znów ktoś przyszedł i pozawalał wszystkie symbole szczęścia z mojej kolorowej półki w pokoju myśli i życzeń. Przez chwilę miałam wrażenie, że moje życie jest pełne intensywnych barw, a teraz? Znów jest szare i ponure.
Muszę się zastanowić drogi pamiętniczku czy ja wole żyć w B&W gdzie coś jest albo czarne, albo białe. Czy chcę oddychać wszystkimi kolorami tęczy.

Problem w tym, że lubię czarny kolor chociaż symbolizuje on cierpienie i krzywdę…