Opowiadanie z dedykacją dla Amelii

Już jest tak późno… A ona znów zmaga się z bezsennością, wpatruje się lekko wilgotnym wzrokiem w ciemności nocy za oknem. Przejeżdżający samochód przy jej domu oświetla jej zalaną łzami z tęsknoty i strachu zbolałą twarz. Bierze głęboki wdech.
W jej duszy panuje cisza i spokój mimo tej piekielnej pustki, z której zieje zimne uczucie tęsknoty, strachu i niepewności.

Wstaje. Podchodzi do komputera. Przez ramie jeszcze zerka na swoją latorośl, jej mały – tak szybko rosnący – pępek świata. Uśmiechnęła się. Zmrużyła oczy. Westchnęła… Włączyła komputer, zalogowała się na pocztę. Nie było żadnych nowych wiadomości. Spojrzała w okno.

****

Bezchmurne niebo, letni wiatr i palące słońce. Tak wyglądała w zasadzie każda niedziela tego lata.
Wiele rodzin wspólnie spaceruje w takie dni.
W parku więc, aż roiło się od dzieciaków, baloników, rowerków i wielu innych dziecięcych przedmiotów.
W centralnej części parku mieścił się plac zabaw. Na wielkiej polance ustawione huśtawki, drabinki i inne atrakcje. Była też fontanna, a przy fontannie stały dwie długie ławeczki.

Na jednej z tych ławek siedziała wysoka kobieta. Wpatrywała się ona w swój pępek świata, co jakiś czas robiąc zdjęcia swojemu synowi. Kobieta wyglądała na szczęśliwą, przejętą normalnym życiem.

– tato chodźmy na lody. Proszę.
– za dużo masz ostatnio zachcianek – powiedziała kobieta.

****

Zerwała się z łózka. Bała się otworzyć oczy. Mała w pamięci każdy gest, każdy ruch, każde wspomnienie i każde słowo. Nie chciała stracić tego wspomnienia. Wspomnienia dawały jej promyk nadziei, taką odrobinę ciepła słońca, namiastkę szczęścia.

Złapała się za głowę. Otworzyła oczy. Jej syn spał. Odetchnęła z wielką ulgą. Po raz pierwszy czuła, że żyję.

– kochanie, nie możesz spać?

Rozpłakała się. Po rozpalonych policzkach płynęły łzy szczęścia. W końcu spełniona. Nie zawracając sobie głowy fanaberiami żyła wraz z nim zupełnie normalnie, nie różniąc się od innych rodzin.