Po szybkim prysznicu, rześcy wróciliśmy do sypialni. Ale tylko na chwilę, a żeby pozabierać część rzeczy i przenieść się do kuchni. O śniadaniu przyniesionym do łóżka mogłam sobie pomarzyć oczywiście.

Położył fartuch na barku kawowym i wymownie się spojrzał.
– nie wiem po co się ubierałaś. Chyba zdecydowałaś się odebrać mi przyjemność z patrzenia na twoje ciało.
Nie musiał nic więcej mówić. Ściągnęłam z grymasem niezadowolenia sukienkę zostając w samej bieliźnie. Czekałam na dalsze dyspozycje.
Bez słowa, wskazał gestem głowy na fartuch, a sam usiadł wygodnie przy blacie.
– wpierw kawa.
– o tak kawa!
– dla mnie kawa.
– a ja?
– jakie „ja”?

Wszystko stało się jasne. Kawa dla szanownego Lorda już się parzyła. Mleko, pół łyżki cukru i gotowa. Podane jak należy w wysokim kubku z czarnej porcelany. W między czasie szybka ocena zawartości lodówki.
Są jajka, kawałek jakiejś szynki, pomidory i masło. Świetnie. Idealnie. Raz dwa trzy jajecznice zjesz dzisiaj Ty.
Widząc produkty wyjmowanie na blat przy kuchence nic nie mówił. A pieczywo jest? Odwróciłam się raptownie w stronę chlebaka, który stał pod oknem. Spojrzałam na Niego, potem znów na chlebak i znów na Niego i na chlebak. Cisza. No dobrze. Skoro tak chce będzie i cisza. Podeszłam dumnym krokiem do chlebaka, a w środku 3 kajzerki wątpliwej świeżości. Dobrze, że nie zaczęłam już robić jajecznicy, wpierw muszę zafundować zabieg odmładzający moim trzem bułeczkom. Przekroiłam je na połówki. Włączyłam piekarnik na najmniejszym ogniu. Zajrzałam do lodówki, wiem to dziwne, że ktoś trzyma czosnek w lodówce… Jeden ząbek wystarczy. Obrany i wyciśnięty, dwie łyżeczki masła. Mieszamy… mmm jak pachnie. W między czasie bułeczki już się wkładały do piekarnika. Ogień na kuchence już ogrzewał patelnię roztapiając masło na teflonie. Spojrzałam na swojego Ulubieńca – cztery, myślę, że zje cztery. Ja dwa. Razem sześć. Szynka już była pocięta w paski, wyglądała trochę jak makaron spaghetti ale co tam, już na patelni, już się rumienią. Poleciały jajka, sól, pieprz. Po chwili oregano. Bułki wyłączone, zapach zajebisty. Niech się grzeją. Talerze trzy. Jajecznica średnio ścięta. Pomidor! Kurwa! Nie zdążę już się odwracam. Patrzę. A tam już pokrojony w plasterki i jeszcze ten serdeczny uśmiech. Oh! Piękna ta sobota.

Jajecznica, pomidory i odmłodzone bułki z masłem czosnkowym. MMMMmmmm.

Zjedliśmy szybko. Talerze opłukałam i wstawiłam do zmywarki. Zabrałam się za robienie drugiej kawy gdy poczułam znajome mrowienie skóry. Ciepło dłoni przesuwających się po skórze. Zdecydowanie złapał mnie za kark, zmusił moje ciało do zgięcia. Zimne! Co to? Nóż? No i po seksownym komplecie od Triumph’a…
Bez słowa szarpną moją głową jednocześnie drugą ręką przyciskając do mebla. Zamknęłam oczy. Drażni się ze mną. Sięgnął między uda. Zaśmiał się pod nosem. Wytarł mój sok w skórę na pośladku, po czym bez ceregieli mnie uderzył. To chlapnięcie chyba było słychać w całym bloku. Bolało? Nie… no co Ty. Piekło jak skurwysyn! Oczywiście nie mógł poprzestać na jednym. Po nim były kolejne i na koniec komentarz.
– to za to, że nie potrafisz odpowiednio zaplanować swojej pracy.
Wypowiadając to zdanie znów sięgnął między uda.
– oho, ktoś tutaj ma mokro.
Mówiąc to wbił we mnie od razu trzy palce. Odpłynęłam. Czułam jak wyciera się o moją skórę, usłyszałam znajomy dźwięk rozsuwanego błyskawicznego zamka. Poczułam to ukochane wypełnienie, a w oczach mi pociemniało.