Mój drogi pamiętniczku. Jak dobrze, że chociaż Ty tutaj jesteś i mogę spokojnie Ci się wypłakać w kartki twego wnętrza. Od zawsze było tak, że zapisywanie kartek w kratkę nadawało tobie duszę, a mnie dawało względny porządek w myślach. Może i tym razem pomożesz? Nie! Jestem pewna, że pomożesz.
W sumie mój drogi pamiętniczku, to wolałabym pamiętać tylko te dobre… te wspaniałe ulotne chwile… te pozytywne emocje. Ale skoro tak musi być? Niech będzie.

Słowa rzucone na wiatr, zupełnie bez pokrycia, złapanie kogoś na kłamstwie na oszukiwaniu… przekonanie się, że ktoś nie jest wobec ciebie fer, że nie jest zwyczajnie szczery. Boli. Boli cholernie.
Wiem. Nikt nie mówił mi, że jeśli skręcę w tę ścieżkę w swoim życiu będzie ona łatwa i prosta. Ale nie spodziewałam się, że zabiorą mi buty i każą iść boso, rzucając pod nogi kłody i ciernie. Patrząc i delektując się bólem jakiego doznaję.

O co chodzi? Napiszę, żebym nie zapomniała. A nuż napisanie tego da mi ulgę? Tak, wyleję całą frustrację i żal. Całe rozczarowanie i smutek.

Jak nie wiadomo o co chodzi, to zazwyczaj chodzi o pieniądze. Nie tym razem. Teraz chodziło o czas. Od dwóch tygodni odczuwałam stopniowo osłabiany kontakt. Raz odpowiedź po godzinie, innym razem po 6. Jeszcze w innym przypadku kompletny jej brak. Zaczęłam się martwić.
– telefon mi się rozładował i zapomniałem pinu. – No brawo, lepszej bajki nie słyszałam. Jak można zapomnieć kod pin do swojego własnego telefonu? Przecież nawet jeśli zmienia się telefon to pin jest definiowany na karcie sim. Więc nie trafiona bajeczka. No ale ok, dotarło do mnie z opóźnieniem. Dlaczego? Dlatego że uwierzyłam, że to przypadek.
Kontakt z dnia na dzień słabł z jego strony.
Udało się spotkać tydzień temu. Ot tak pogadać. Ja już czułam, że coś jest nie tak… Zapytałam więc wprost. Uznając zasadę, że o takich rzeczach się rozmawia. No niby on też tak uważał, a przynajmniej na takiego się wykreował.

Jest
Był osobą, za którą bym poszła, nie ważne gdzie… Ale nie w tamtym momencie. Już nie. Przeczucie nie dawało mi spokoju.

Patrząc mi w oczy powiedział, to samo co powtarzał cały czas.
– miałem dużo pracy, teraz mam wolne. Nadrobimy.
Okej. Dobrze… Jak sobie życzysz.
Pochorowałam się, choroba zmogła mnie do takiego stopnia, że ledwo chodziłam dnia następnego. Spotkanie ustalone musiało zostać przełożone. To był wtorek. Pamiętam… Cisza, brak odpowiedzi na maila z rana do godziny 15. No żart? Jeśli ktoś dysponuje smartfonem najnowszej generacji i chwali się, że wstaje skoro świt żeby sobie pobiegać… Nie! Nie uwierzę w tę bajeczkę. Nie ma mowy.
Napisałam maila z zapytaniem o potwierdzenie przełożonego spotkania. Dostałam bardzo szybko odpowiedź, że jednak nie, bo coś tam. Ok.

Wkurzyłam się trochę, ale siedziałam cicho. Postanowiłam nie odzywać się od czwartku.
Wytrzymałam do soboty do popołudnia… mimo wszystko tęskniłam. Tęsknota mieszała się z rozczarowaniem i żalem. Jednym słowem tykająca bomba płaczu i spazmów.
Napisałam maila w którym wylałam wszystkie żale. To brzmiało mniej więcej tak:
Zastanawiam się czy w ogóle zauważyłeś, że przestałam pisać do Ciebie. Zastanawiam się dlaczego nie zainteresowałeś się co się stało. Teraz już chyba wiem. Po prostu Ci przestało zależeć. Po co się więc oszukiwać?
Miało być inaczej. Chciałam od Ciebie deklaracji w prawo czy w lewo. Twierdziłeś, że nadrobimy. A tymczasem Ty odpisujesz mi na „dzień dobry” po 15tej… Przestałeś ze mną rozmawiać. Myślę, że celowo osłabiłeś kontakt żeby mi było łatwiej. W sumie to dobrze… Dlatego właśnie sama przestałam pisać, żeby się upewnić. Byłam ciekawa Twojej reakcji. Zawiodłam się, bo spodziewałam się jakiejkolwiek reakcji. Walki? Zainteresowania? Czegokolwiek…
Czułam, że tak będzie. Nie wiedziałam tylko kiedy. Czułam podświadomie, już przeżywałam emocje których się bałam. Byłam nerwowa, drażliwa… nadal jestem.

Pustka znów powróciła.
Ja chcę iść w lewo. Nie chcę czuć pustki, chce czuć się potrzebna i doceniana. Chcę by doceniano to, że jestem i że składam komuś taki dar na jego ręce. Chcę czuć więź…
Obudziłeś, rozdrapałeś i zostawiłeś.
Chciałabym, żebyś wiedział że nie jest dobrze. Ale spokojnie. Poradzę sobie z tym, tak jak poprzednio.

Chcesz, mogę powiedzieć Ci to w twarz. Nie chcesz, ok.
Tymczasem chciałabym się ładnie pożegnać o ile nie masz nic na przeciw.

Od dłuższego czasu widywałam go w miejscu, w którym przebywałam bo lubiłam. Ale nie byłam pewna czy to on. Więc? Więc oczywiście podszyłam się pod jakąś laskę i sprawdziłam. Ta sama gadka, ten sam sposób rozmowy. Styl pisania… Byłam pewna. Podanie wieku oraz imienia przez niego to już tylko była czysta formalność.
W między czasie czekałam na odpowiedź na swojego maila. Ale na próżno. Wytrzymałam do 21… Napisałam kolejnego maila. Jakoś tak to szło: Na Twoją odpowiedź czekam do 24 i nie wmówisz mi, że nie masz dostępu do sieci/zapomniałeś pinu. Pobawiłeś się i temat Ci się znudził. Jeśli odpowiedzi nie otrzymam będzie to znaczyło, że ja idę w lewo a Ty zostajesz tam gdzie stoisz.

Dużo nie brakowało… Napisałabym mu całą prawdę. Jaką? Ano taką, że jest niedojrzały i tchórzliwy. Wystarczyłoby nie przeciągać tego i powiedzieć wprost – słuchaj, to nie jest to. Nie zgrywamy się. Mamy inne priorytety. Nie wiem… Boże… Brzydka jesteś nie podniecasz mnie. No cokolwiek. Ale powiedzieć szczerze, że się tego nie chce, a nie brnąć w toksycznym bagnie gdzie każde jedno kłamstwo wciąga jeszcze głębiej i rani drugą stronę. Ja Ci coś powiem pamiętniczku. Najgorzej jest w tedy, kiedy odkrywasz czyjeś oszustwo. Wtedy się zastanawiasz nad tym jak wielkim idiotą jesteś i za jak wielkiego idiotę uważała cię osoba, która Cie oszukiwała. Wiele razy słyszałam. Nie przesiaduje na czacie. Teraz jestem pewna, że siedział cały czas. Ale to nie moja sprawa. Tylko po co kłamać?

Dość szybko dostałam odpowiedź. Maila, w którym mnie przepraszał. Maila w którym pisał że myślał, że będzie miał więcej czasu… i jak bardzo żałuje. Plus wywód, czego potrzebuję – jakbym nie wiedziała czego, bo w końcu zostało to określone na samym początku – i raptem zaczyna się przejmować moim smutkiem z powodu tego, że mnie olewa oszukuje… Ale przynajmniej zwrócił mi wolność. Zostawiając z chaosem w myślach. Zostawiając syf po imprezie jaką sobie urządził, zostawiając mnie samą ze skutkami tej imprezy, zostawiając mnie samą z porządkowaniem moich własnych myśli i emocji. Twierdząc obłudnie, że to nie było zamierzone.

Mnie by było wstyd napisać coś takiego. Żałuję, że nie skopiowałam tej rozmowy i mu jej nie wysłałam. Tak był zajęty wredny kłamca! Fanatyk żyjący w świecie wyobraźni. Tak, tak właśnie teraz myślę.

Pamiętniczku! Wiele wody w rzece upłynie zanim znów do którejś zapragnę wejść, zanim pozwolę na to by jej wody pochłonęły moje ciało i umysł. A gdy już to nastąpi pewnie zapiszę już wszystkie twe kartki przelewając w nie część mojej duszy, która będzie wyła gdzieś w zakamarkach mego ciała… będę wiedzieć, będę pamiętać…

Nie popełnię drugi raz tego samego błędu. Mimo wszystko zdobywam doświadczenie.