O tej porze robiło się już bardzo szybko ciemno i przeraźliwie zimno. Tak gęsto rosnące drzewa w tym, mimo wszystko miejskim, lesie szybko spowijała ciemność.
Cichy szum koron liściastych drzew i ledwie słyszalny szloch gdzieś wśród zarośniętych bluszczem krzewów wprowadzał dosyć nieprzyjemny klimat.

Mężczyzna poszedł za głosem sumienia, był ciekawy któż może tak szlochać w krzakach, więc poszedł za dźwiękiem, który go niepokoił – a może ten ktoś potrzebuje pomocy?
Wyłaniając się za zarośli mężczyzna dostrzegł małe, puchate i brązowe coś o wystraszonych, wielkich złotych oczach. To małe puchate coś patrzyło na mężczyznę z niedowierzaniem, że jako to tak? To na mnie mężczyzna spogląda? To na mnie patrzy uśmiechając się w duchu?

– Jak Ci nie wstyd!? – krzyknęła mała puchata kuleczka. – Jak możesz tak patrzeć na małego brązowego króliczka, który został złapany w potrzask? Jak możesz uśmiechać się w tej chwili do mnie? – Sierść króliczka ze złości robiła się aż płowa w niektórych miejscach. – Jak możesz czerpać przyjemność z mojego cierpienia?
– Króliczku. – Powiedział mężczyzna. – Sam szukasz siedlisk ludzkich. Sam lgniesz do myśliwych. Znalazłeś króliczku to czego szukałeś. – Śmiał się z króliczka mężczyzna.
– Bo biedny futrzak ma wściekliznę. – Fuknęło futerko.
– A więc króliczku chodź ze mną, wyleczymy tę Twoją wściekliznę.
– Zapomnij! – Szarpnął się we wnykach przy okazji pogłębiając zranioną łapkę, z której sączyć się zaczęła krew. Króliczek aż jęknął z bólu i cicho zapłakał. Mężczyzna obserwował cały czas zachowanie króliczka i analizował je. Po chwili podjął decyzję, że o to ta brązowa kulka futra będzie odtąd jego.
– A więc króliczku. Pójdziesz ze mną po dobroci czy mam cię zmusić?
– Nie zapominaj, że ten króliczek gryzie i jest niebezpieczny! – Nastroszył sierść króliczek.
– A więc króliczku lubisz być zmuszany. Dam Ci wybór.
– Nie da się zmusić króliczków do czegoś czego nie chcą!
– Jak mówiłem. Dam Ci wybór. Zmusić króliczka można na dwa sposoby, sposobem marchewki albo sposobem kija.
– Poproszę sposób marchewki, w sumie to jestem głodny.

Myśliwy podszedł do króliczka i chciał go pogłaskać, ale ten uciekał przed dłonią myśliwego.
Mężczyzna wyjął marchewkę z kieszeni i położył obok małej puchatej kulki. Króliczek od razu zainteresował się karotką i przestał zwracać uwagę na to co robi myśliwy.
Mężczyzna uwolnił króliczka z pułapki, wziął na ręce i pogłaskał.
Odeszli razem, mężczyzna jeszcze rozejrzał się niepewnie po otaczających to miejsce zaroślach. Sam nie był pewny czego szukał w krzakach wokół wnyków. Spojrzał na swojego króliczka, ale jego nowe futerko spało smacznie zabawnie poruszając łapkami w sennych emocjach. Spało wycieńczone wszystkimi doznanymi wrażeniami związanymi z pułapką i spotkaniem myśliwego, który bądź co bądź właśnie szukał swojego króliczka.

– Eh. – Westchnął myśliwy. – Ktoś cię chyba bardzo skrzywdził mały króliczku. Naiwny jesteś i całkiem głupiutki. Ale od tej chwili jesteś i będziesz mój. Tylko mój. Może dzięki mnie uwierzysz, że świat nie jest taki zły, może uwierzysz, że nie każdy myśliwy to wredna szuja. Miałeś króliczku szczęście, że usłyszałem twój płacz. Już nikt cię nie skrzywdzi, nie pozwolę na to. – Mężczyzna głaskał króliczka po ubłoconym futerku.