Ostatnio miała problemy ze snem. Zastanawiała się czy to brak „odpowiedniego” zmęczenia organizmu czy coś innego. Ostatecznie mogłaby zwalić całą winę braku snu na uciążliwe chrapanie Norberta… Ale kłamałby gdyby gdyby powiedziała, że jej to jakoś wybitnie przeszkadza.
Do późnych godzin przesiadywała na czacie, lubiła gadać z ludźmi… tak zupełnie normalnie, bez jakiś sprośnych podtekstów. Norbert o tym wiedział, nie sprzeciwiał się, bo przecież koniec końców nie robiła niczego złego. Nie flirtowała, nie „cyberkowała”, nie szukała wrażeń.

Wrażenia i odpowiednie wymęczenie organizmu dawkował jej taki jeden Wredny.

****

Siedziałam przez chwile wpatrując się w okno logowania do czatu.
– a co mi tam? – Pomyślała. – I tak nie mam nic innego, bardziej kreatywnego do roboty.
Dochodziła północ. Pora idealna, najwięcej użytkowników online.
Na wspomnienie ostatniej rozmowy ze znajomą z tego miejsca automatycznie się uśmiechnęłam.
– no tak, wyrocznia siedzi na czacie. Musiałaby mieć naprawdę coś ważnego do roboty, żeby jej nie było. Albo musiałoby jej nie być w ogóle w domu. – Dużo nie brakowało, a zaśmiałabym się na głos, a to z kolei mogłoby obudzić Norberta.

****

– Cześć. Rozmawiałam wczoraj z kimś, kto twierdził, że Cię zna.
– tak? I co Ci powiedział?
– że jestem wyrocznią w kwestii uległości dla Ciebie.
– o! A to ciekawe :D. Jakiego miał nicka?
– Pan.
– ah, no bardzo oryginalny. Wybacz, ale nie mam pojęcia kto to jest :D.

Tak droga A. właśnie w tym momencie zostałaś dla mnie legendarną wyrocznią w kwestii uległości, która zmienia tylko liczbę przy nicku. Nigdy nie zapomnę Wredoty i tego jego „poskarż się jej”. Nawet się poskarżyłam, a co! Podłe – wiem, ale jakże prawdziwe.

****

Te wszystkie rozmowy o emocjonalnej stronie bdsm, o warunkach, o relacjach, o granicach. I te wszystkie pytania, te wszystkie wredne mordy… Ci wszyscy wyżej srający niż dupy mający. Ci wszyscy zaczynający rozmowę od „przedstaw się ładnie Panu”. Oni wszyscy dostarczali mi rozrywki. Byli nieszkodliwi, czasami nawet zabawni w tych swoich fantazjach o spotkaniu wirtualnej suki, która spełniać będzie każdą ich wirtualnie wydaną, trybem rozkazującym, zachciankę. Oni, ci wszyscy pseudo dominujący fanatycy uległości, którzy nie widzą różnicy między ostrym seksem, a uległością.
Te uskarżanie się, że nie ma uległych kobiet, że są tylko fanatyczki Greya.
Ach, kiedyś rozmawiałam z Anetą na temat wyższości realizmu nad wirtualem. Zaczynam to rozumieć. Mieć ciastko i jeść ciastko o tak. Aneta ciągle mi powtarzała – Nie zrozumiesz, póki nie sprawdzisz, a nie sprawdzisz to i nie poczujesz.
Czasami jednak trafiał się ktoś kto swoją wrednością przewyższał W. Czasami ktoś sprawiał wrażenie, że dalsza rozmowa z nim byłaby na tyle niebezpieczna, że zaczynałaby za bardzo intrygować. Czasami ktoś uzależniał i wzbudzał sympatie. Wtedy zapalała się czerwona lampka mechanizmu obronnego. Wtedy trzeba było uciekać.

Znów się zamyśliłam wspominając każde z kolejnych dni kiedy się z nim widziałam.
Miałam dziwne przeczucie, że ta znajomość niedługo się skończy. Tylko dlaczego? Zdecydowanie potrzebowałam wrażeń…

Czat mnie szybko znudził. Grzecznie się pożegnałam, a po chwili w końcu położyłam się spać. Głośne chrapanie Norberta dawało się we znaki. Obróciłam się na brzuch. Po chwili zasnęłam.

****

Zadzwonił telefon.
– co robisz?
– spałam.
– chcę abyś teraz wykonała to co Ci powiem.
– mhm.
– chcę abyś dla mnie doszła.
– w środku nocy?
– tak.
– obok niego?
– oczywiście. Zacznij już.
– mhm.
– jakbym czuł Twój zapach. Szybciej. Zrób to.

****

Silny skurcz podbrzusza wyrwał ją ze snu. Zerwała się, łapiąc się za krok. Czuła pulsowanie. Dostała orgazmu we śnie. Zdecydowanie jej ciało i jej dusza potrzebowała wrażeń.