Opowiadanie na słowach kluczowych dla jednego takiego Wrednego. W sumie podsunął mi ciekawe rozwiązanie. Mam nadzieję, że i Jemu i Wam się ono spodoba.

Gdy Właściciel sierściucha pojawił się w drzwiach od pokoju, w którym siedziałam… Jego wyraz twarzy nie wróżył niczego dobrego.
– mam dość. – Powiedział.
– od kiedy to Ty masz szybciej dosyć niż ja? – Zaprotestowałam. Bynajmniej, nie chciałam kończyć zabawy.
– mam propozycję. – Patrzyłam na Niego z małym niedowierzaniem. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Ale wiedziałam jedno. To nie będzie nic dobrego.
– odwrócimy role.
– ale… że jak? Chcesz sobie włożyć kite w zadek? – Uśmiechnęłam się uroczo wkładając w ten uśmiech tyle podłości ile mogłam jeszcze w sobie znaleźć.
– nie. Zdominujesz mnie.
Wybuchnęłam śmiechem.
– ale Ty nie mówisz chyba poważnie?

– poważnie mówię. Przecież przejawiasz ciągotki w tym kierunku. – Zamyśliłam się. Miał trochę racji. W sumie… to co mi szkodzi? Przecież to tylko zabawa i to w dodatku to ja przejmuję kontrolę i to ja będę dyktowała warunki.
– nie jestem przekonana.
– jak na razie to Ty masz spełniać moją wolę. Więc robisz to…
– czego chcesz Ty. – Dokończyłam za niego. Już nie było dyskusji i On doskonale o tym wiedział, że już byłam gotowa żeby przejąć pałeczkę.

Chociaż patrzyłam jeszcze przez chwilę na Niego już w głowie układałam sobie plan, co jak po co i dlaczego. Wstałam ze świętego fotela i kocim krokiem ruszyłam w stronę sypialni.
– po co tam idziesz?
– jak to po co? Co się interesujesz?
Wredny uśmiechnął się ledwie zauważalnie kącikiem ust.
Wróciłam po chwili trzymając władczo w rękach blisko 80 centymetrowe narzędzie tortur. Ciekawe czy będę musiała go użyć. Wredota patrzył na mnie, jak wyginam nerwowo pręt pokryty czarną skórą. Stał oparty o ścianę i był coraz bardziej rozbawiony. Starałam się wyglądać groźnie.
– podejdź do mnie. – Zamruczałam zalotnie. Nawet się nie ruszył, patrzył dalej na mnie szeroko się uśmiechając.
– podejdź do mnie. – Powtórzyłam. Teraz leniwie ruszył swój zapchlony zad. Kundel jeden.
Stał przede mną w samych bokserkach. Boże jak on pięknie pachniał, jego bliskość zawsze sprawiała, że czułam się szczęśliwa… że czułam jak kwitnie we mnie radość.
– szczekaj. – popatrzył na mnie jak na wariatkę. – No szczekaj! – Krzyknęłam i aby dodać wiarygodności dodatkowo tupnęłam.
– nie będę szczekał. – Popatrzył mi w oczy. – Tak jak Ty nie szczekasz dla mnie.
Zagotowało się we mnie. Wściekłość była tak wysoka, że niewiele mi brakowało do furii, a w tedy byłoby ciężko.
– klęknij przede mną. – W myślach już leżałam i kwiczałam ze śmiechu. Mój głos, słowa jakie wypowiedziałam… nie to zupełnie nie pasowało. Jakie to było żałosne On to wiedział, nie czułam tego czego powinnam i Wredota też tego nie czuł… mimo, że się starałam i że chciałam się w to bawić dalej. Spojrzał mi prosto w oczy i odpowiedział.
– nie. Chyba, że mnie zmusisz. – Znam tę zadziorną minę. Robię dokładnie taką samą.
– a nie wolałbyś tak sam z siebie? Bo chcesz? Wiesz… Sprawić mi przyjemność? – Naiwna ja. Dziewczyno czy ty słyszysz co Ty mówisz? O jakiej dominacji Ty… a bez sensu. Boże kogo ja próbuję oszukać? On tego nie zrobi chyba, że go zmuszę. Nie wiele myśląc przecięłam powietrze głośnym świstem palcatu trafiając go w skórę pod kolanem. Nie mam wprawy w machaniu tym cholerstwem, ale za to wiem jak to boli. Nie spodziewał się, że go uderzę. Szok jaki wymalował się na jego twarzy, w odruchu złapał się za piekące miejsce. To wszystko spowodowało, że mimo to i tak zmienił płaszczyznę. Teraz już na kolanach patrzył się pełen rozdrażnienia na mnie.
– o Ty suko – wycedził przez zęby, sycząc z bólu – jak zamierzasz mnie bić, to przypomnij sobie wpierw w jakie miejsca dostajesz ode mnie, a do jakich się nawet nie zbliżam. Nie wiem co zamierzasz ze mną zrobić, ale rób to rozważnie, tak abyś nie wyrządziła mi krzywdy. Ufam Ci, ale się opanuj.
Tymi trzema zdaniami błyskawicznie sprowadził mnie na ziemie. Miał racje. Mogłam mu zrobić krzywdę. Tam mnie nigdy nie bił. Spojrzałam na Jego dłoń, bałam się chyba tego, że mogłabym zobaczyć na niej krew.
– mam dosyć. – Powiedziałam prawie szeptem. – Nie chcę tego robić. – Próbowałam się wtulić w jego nagi tors.
– już? Nawet nie założyłaś mi obroży. Cóż… będę Cię musiał za to ukarać.
– no wiesz co?
– tak wiem. Za rozsypany żwirek, za podrapany fotel posiedzisz sobie w kącie jak małe dziecko.
– pff.
– powiedziałem.
– tak…
– tak co?
– podły.