Zła a w zasadzie to w furii napisała co myślała.
Miała spędzić czas ze swoim mężem leniwie oglądając jakiś ściągnięty film na pendrive.
Naiwna.
Nie było jej dane zaznać upojnych chwil z mężem wylegując się przed telewizorem.
Pokłócili się. O co? Jak zwykle o gówno. O gówno, które rozpętało tajfun. Padło wiele nie potrzebnych słów, padło wiele niepotrzebnych stwierdzeń. Tylko po co? Ani on, ani ona nie wiedzieli po co.

– kurwisz się za moimi plecami. Jestem tego pewny. – krzyczał. Nawet nie wiedział, że miał racje. Prawda boli. Boli jak pustka i brak poczucia przynależności, którą odczuwała od jakiegoś czasu.
Miała się z Nim spotkać popołudniu. Później zaproponował wieczór. Ale bajka, którą już puściła mężusiowi nie mogla być od tak przeredagowana. Domyśliłby się patrząc jej prosto w oczy, wyczułby ze kłamie.
– a Ty niby co? Po pracy nie wracasz bezpośrednio do domu. – Ripostowała znów naiwnie wierząc w to ze argument będzie celny. Ale nie był i ona dobrze o tym wiedziała. W końcu tyrał na kilku etatach. Dobrze o tym wiedziała…

*****

Wyszła z domu. Jebnąwszy drzwiami, krzyknęła że ma wszystkiego dosyć. Poskarżyła się swojemu Wrednemu. Czuła, że i tak się z nią nie spotka. Była tak bardzo naiwna. Tak bardzo chciała wierzyć. Teraz siedziała nad Wisłą zupełnie sama. Co chwila obsiadana przez komary myślała. Zastanawiała się nad sensem istnienia wielu spraw.

– o ja naiwna. Chciałam… Potrzebowałam… Myślałam, że… A tymczasem muszę wypić piwo, które naważyłam.
Wpatrywała się w światło oświetlonego Zamku na Starówce po drugiej stronie rzeki, które odbijało się w śmierdzącej wodzie.

Nagle pomyślała.
Pomyliłaś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni rzeki. To było tylko złudzenie, iluzja w Twojej wyobraźni, była piękna lecz nic nie warta, ale może mieć opłakane skutki jeśli nic z tym nie zrobisz. Gwiazdy są w górze, na niebie i jeśli chcesz to zdobyć musisz się cały czas wznosić.

Pogrążona w myślach nawet nie zauważyła gdy zapadła noc. Pijąc kolejne uwarzone piwo siedziała i płakała. Czuła się samotna. Tak bardzo samotna. Pustka w niej ziała zimnym ogniem…

Czy zasługuję na karę za swoje postępowanie? Dodatkowa kara nie miałaby najmniejszego znaczenia. Karą był już sam fakt, że teraz była sama ze swoimi myślami.
A to boli… tak bardzo boli… Ten ból przypominał jej ten który tak dobrze znała. Szczerze mówiąc wolałaby teraz głośno liczyć kolejne razy spadające na jej skórę – właśnie za karę… ale karę wymierzaną przez jej Wrednego niż teraz być samej. Wolała… Łudziła się nadzieją… Ale była tak bardzo naiwna.

*****

Późno już – pomyślała. Powoli godząc się z faktem, że wróci sama, że On się nie pojawi.
Wzięła kolejny łyk zimnego piwa nadal mając nadzieje, ze się pojawi, że pocieszy… że przytuli i że być może powie „nie martw się, jutro będzie lepiej”.
Była naiwna. Ale w końcu pogodziła się ze swoją głupotą, podniosła się i skierowała swoje kroki ku parkowi. Było ciemno. Bała się, ale szła twardo. Chciała unieść się honorem? To niech teraz cierpi! Z pewnością na to zasługiwała.