Jest źle. Nie pamiętam kiedy było aż tak bardzo źle. Zaczynam nienawidzić sama siebie. Ale od początku drogi pamiętniczku.

Zaczęło się niewinnie.
Wstałam już jakaś nabuzowana. Hormony chyba, w zasadzie to nie wiem, ale wszystko mnie denerwowało. Wszystko leciało mi z rąk. Nic nie wychodziło tak jak powinno.
Poszłam do sklepu po zakupy na obiad, podstawowe rzeczy. Kawałek mięsa, trochę warzyw… Przeszłam obok sklepu z ciuchami i na witrynie prezentowała się piękna zielona sukienka na manekinie. Weszłam do środka, żeby przyjrzeć jej się z bliska. Kiecka była stosunkowo niedroga i idealnie leżała. Chciałam poprawić sobie humor, więc ją kupiłam, myśląc w duchu – a co mi tam, to tylko kawałek szmatki, N i tak nie zauważy nawet, że mam coś nowego.

Z uśmiechem na twarzy wróciłam do domu.
Pod samymi drzwiami siatka z zakupami pękła i wysypało się wszystko na wycieraczkę. Połowę jajek trafił szlag… Trudno – pomyślałam zbierając szczątki jajek. Wycieraczkę będzie trzeba uprać… no ale nie wsadzę jej przecież do pralki, chociaż? W mojej głowie pojawił się pomysł na upranie również dywaników z łazienki oraz chodniczka z sypialni.

Zapakowałam wszystko do pralki i dumna z siebie zajęłam się obiadem.

Wszystko już w zasadzie gotowe. Dziwna cisza przykuła moją uwagę. Poszłam do łazienki i zobaczyłam ogromną ilość wody na posadzce. Chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do Anety.
– Aneta! Sprawdź proszę, czy Cię nie zalałam. Zakręciłam już wodę, ale…
– Czekaj wstanę. – Słyszałam jak wygrzebuje się z łóżka. – Nie, u mnie wszystko w porządku.
– Złośliwość rzeczy martwych, mam okropny dzień…
– Może chcesz telefon do znajomego hydraulika?
– Przyda się…

Podała mi numer, a ja zbierając wodę z podłogi od razu zadzwoniłam do gościa z kontaktu od sąsiadki. Umówiłam się na rano następnego dnia. Zakręciłam wodę i odłączyłam pralkę od prądu.

Gdy Norbert wrócił do domu powiedziałam mu o sukience, pralce i jajkach. Nie szczędząc sobie przy tym wulgarności i narzekania na świat i wszystko dookoła.
W ogóle go to nie obchodziło. Miał to gdzieś jak się czułam. Po moim wywodzie zapytał tylko co jest na obiad.
Nie wytrzymałam. Wydarłam się, że obiad się sam nie zrobi. Wstałam i wyszłam tak jak stałam z mieszkania porywając tylko w biegu torebkę i klucze.
Miałam dość.

Złapałam za telefon i zadzwoniłam do swojego Wredody. Nie odebrał. Dlaczego kiedy ja tak bardzo go potrzebuję Jego nie ma? Dlaczego? Czy ja aż tak wielkie mam wymagania? Czy to jest nienormalne, że suka pragnie spędzać czas ze swoim właścicielem? Za rzadko się z nim widuję, za rzadko z nim rozmawiam.

Zapłakana zbiegłam po schodach i zapukałam do drzwi Anety.
Otworzyła bez słowa zapraszając mnie gestem do środka.
Byłam pewna, że wiedziała… musiała słyszeć mój wrzask. Byłam też pewna, że znajdę u niej zrozumienie i że mnie wysłucha, że podpowie…

Usiadłam na krześle przy stoliku przy którym jakby to było wczoraj piłam wódkę z nią i z Lidią…
Ona tymczasem dzwoniła gdzieś. Podeszła bez słowa do szafki nad lodówką z której wyciągnęła butelkę wina.
– Greckie, półsłodkie – może być?
Spojrzałam na nią szukając jej wzroku, uśmiechnęłam się z wdzięcznością. Nic nie mówiąc postawiła kieliszki – trzy kieliszki.
– Do kogo zadzwoniłaś?
– Do Lidii, będzie tutaj za dwadzieścia minut. Opowiesz mi przez ten czas za co mi ciągle dziękujesz.

Zbladłam? Czy mi się tylko wydaje? Szybko spuściłam głowę chowając twarz pod włosami.
Aneta uśmiechnęła się. Już wiedziała za co jej dziękowałam…

***

Lidia była w Grecji na wakacjach z nowo poznanym facetem. Nie próżnowała widać, piękna bursztynowa opalenizna radykalnie zmieniła jej urodę. Rozjaśniła włosy. Teraz były bardziej słomkowe pięknie kontrastując z oliwkowym odcieniem jej opalenizny.

– Miałam straszny dzień. Wszystko się popieprzyło. Sama kłopoty… Pokłóciłam się z mężem. Nie mogę dogadać się z Wredotą.
– Kim jest Wredorta? – zapytała Aneta.
– Oj Aneta, niedoinformowana jesteś ostatnio. Widzisz Katarzyna puszcza się za plecami swojego mężusia.
– Oh, a więc to tak? – spłonęłam ostrym rumieńcem.
– Oj tam zaraz puszcza…
– A jak nazwiesz swój układ z Dominującym facetem? – Zapytała Lu. – Odskocznią od Twojego waniliowego małżeństwa, które jest nudne aż do wyrzygania, odskocznią od Twojej smutnej i szarej rzeczywistości? Poszukiwaniem mocniejszych doznań? Szukaniem poczucia przynależności do kogoś? Szukaniem czegoś czego nie jest w stanie dać Ci Twój własny upolowany przed laty mąż?
Aneta była wyraźnie zszokowana tym co usłyszała, nie spodziewała się, że sprawy zaszły aż tak daleko.
– Kim jest Wredota? – zapytała ponownie z parszywym uśmiechem na ustach.
– Pomyłką. – Wyszeptałam. – Chyba pomyłką.
– Dlaczego tak uważasz? Dlaczego sądzisz, że to pomyłka?
– Bo… inaczej sobie to wyobrażałam. Znam zupełnie inną wizję tego.
– Czego?
– Układu.
– No właśnie. – Odezwała się w końcu Lidia. – To układ, nie możesz oczekiwać, że On będzie na każde Twoje zawołanie. Nie możesz mieć do niego o to pretensji. Sprawy wyglądają zupełnie inaczej jeśli to związek…
– O nie! – Oburzyłam się. – Nie wytrzymałabym z nim jednej pełnej doby!
– Dlaczego?
– Bo jest wredny, podły, okropny, nikczemny, paskudny… Nie ważne jakiego określenia użyjesz, wszystko będzie pasowało.
Dziewczyny się roześmiały.
– Jest przeciwieństwem Norberta?
– mhm – mruknęłam.
– Daje Ci coś czego Norbert nie jest w stanie?
– mhm – mruknęłam.
– Ale wkurza Cię?
– Bardzo.
– To dlaczego nie odwrócisz się od niego plecami i nie powiesz – cześć było miło, ale się skończyło?
– Bo… – Zamyśliłam się i dotarło do mnie, że nie chcę tego powiedzieć, dotarło do mnie, że nie potrafiłabym…
– Tak też właśnie myślałam. Ah Kaśka, masz problem. Ale nie zdajesz sobie jeszcze z niego sprawy dzieciaku.
– Jak to?
Aneta spojrzała na Lidię, Lidia na Anetę. Po chwili Aneta powiedziała:
– W Twoim obecnym życiu jest dwóch mężczyzn.
– Z czego jeden jest dominujący. – Dodała Lidka.
– Zdecydowanie o jednego jest za dużo. Pytanie tylko, o którego.
– Zobaczysz, zmieni się niebawem Twoje nastawienie do układu i do samego małżeństwa.
– Oj przesadzacie.
Rozmowę przerwał dzwonek mojego telefonu. Wstałam od stołu i przeprosiłam gestem dziewczyny.

– Co się stało? Nigdy do mnie nie dzwonisz sama.
– Pokłóciłam się z mężem. Miałam fatalny dzień.
– Gdzie jesteś?
– U sąsiadki.
– Co robisz?
– Piję.
– Za dużo pijesz.
– To przez męża.
– Więc po co z nim jesteś? Skoro on nie daje Ci tego czego potrzebujesz. Odejdź od niego.
Z szoku wypuściłam telefon z ręki.