Słońce brutalnie wdzierało się przez niezasłonięte rolety do pokoju, w którym urządziłam sypialnię. Czarny kolor mojej atłasowej pościeli zdecydowanie przyciągał ciepło promieni.
Kawa? Czy ja czuję kawę? Cynamon! Mmmmm… Leniwie uchyliłam powiekę sprawdzając naocznie czy to przypadkiem nie jest sen.
Na stoliku nocnym stała świeżutka kawa ze spienionym mlekiem i posypana cynamonem. Co jak co, ale Karol umie robić zajebiście dobrą kawę.
Rozejrzałam się niepewnie. Zamyśliłam się na chwilę.
Szelest w kącie pokoju mnie wystraszył i wyrwał z marzeń wczesnego poranka.

Ocknęłam się wspomnieniem zachłyśnięta tęsknotą za Karolem, za jego zapachem, który czułam bo… opiekował się mną po wypisaniu ze szpitala. Zaglądały też i dziewczyny, nawet sąsiadka z góry przyniosła mi szarlotkę wczoraj. Dziwnie się przy tym uśmiechając. Zupełnie nie wiem o co jej chodziło.

– widzę, że lepiej się czujesz.
– tak.
– Robert pyta czy mógłby Cię odwiedzić.

Zamyśliłam się przypominając sobie ostatni raz gdy się z nim widziałam… Szok i strach jaki we mnie wzbudził kazały mi szybko zamknąć oczy. Zadrżałam.
– ok, powiem mu, że jeszcze się nie czujesz na siłach. Za dwie godziny, będę musiał jechać. Marta na mnie czeka.
Marta? Kim jest do jasnej cholery Marta! Przerażona zerknęłam na dłoń Karola. Obrączka? Spojrzałam na niego mrużąc oczy i zapytałam.
– kim jest Marta? – Czarny scenariusz. Ożenił się i nic mi nie powiedział! W tym samym momencie zadzwonił telefon. Karol wstał z fotela na przeciwko łóżka odkładając gazetę i wyszedł z pokoju aby podjąć rozmowę.

Usiadłam. Sięgnęłam po kawę. Z uznaniem obejrzałam kubek. Wszystkie te, które miałam potłukły się. Nie wiem kto mi ofiarował kubek w ulubione koty, ale znów go miałam w ręku. To bardzo miłe – pomyślałam.
Moje liniejące futro przyszło się przywitać. Od czasu gdy wróciłam, kotem zajmowała się Kasia. Przychodziła trzy czasami cztery razy w ciągu dnia i sprzątała kuwetę. Czasami posiedziała i pogadała ze mną.
Ciągle mi za coś dziękując, ale jak pytałam za co mi dziękuje to milkła. Chyba muszę porozmawiać z Lidią na ten temat. Ciekawe czy utrzymują ze sobą kontakt.
Rozmyślania przerwał mi Karol wchodząc do sypialni.

– okazuje się Aneto, że Marta już na mnie czeka. Więc muszę wyjść teraz. Za dwie godziny przyjedzie do Ciebie Kamila. Nie, nie podnoś się. Dorobiłem jej komplet kluczy. Uznałem, że nie będziesz miała nic przeciwko.
– nie, oczywiście. – Spojrzałam na niego z nadzieją w oczach, że się domyśli, że poczuje… Że zobaczy moją tęsknotę za nim, za nami…
– idę. – Podszedł i pocałował mnie w czoło. Wiedział, że to lubię, ale nie wiedział, że dla mnie to gest, który wiele znaczył. Przez zwykłe pieszczotliwe pocałowanie w czoło, tak jak ojciec całuje córkę. Opiekun… Namiastka tego czego mi brakowało, tego za czym tak desperacko gnałam.
– żegnaj. – Uśmiechnął się.
– wrócę. Czekaj na mnie.

****

Zgrzyt klucza w zamku mnie obudził. Nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam.
W fotelu na przeciwko łóżka spała słodko zwinięta Kamila. Jej włosy sterczały na wszystkie strony, gdy spojrzała na mnie rozespanym wzrokiem nie dowierzając temu co zobaczyła.
Byłam uśmiechnięta, wypoczęta i właśnie rwałam się, żeby zobaczyć kto przyszedł.

W sypialni pojawił się Karol. Zza jego pleców wyłaniała się niska piegowata kobieta. Ruda kobieta o zielonym spojrzeniu zimno wpatrywała się we mnie.
Chyba zbladłam. Zmusiłam się do uśmiechu. Kobieta patrząc na mnie przytuliła się do Karola.
Zazdrość? Ukłucie zimna gdzieś pod żebrami, ból i gorycz porażki… Byłam bliska płaczu. Rudowłosa patrzyła z triumfem na mnie. Nie, o nie moja droga nie dam Ci tej satysfakcji nie zobaczysz moich łez!

– Aneta to jest Marta. Marto poznaj Anetę. – Powiedział – Marta, chciała Cię poznać bardzo. Więc ją przyprowadziłem.
– Cześć, wiele o Tobie słyszałam. – Zmusiłam się do uśmiechu nie dając po sobie znać, żem wściekła do granic wytrzymałości. Nie… Nie mogę w to uwierzyć. Przyprowadził tutaj swoją ździrę.
Kamila bacznie mi się przyglądała.
– fajnie, a co takiego? – Zapytałam zadziornie.
– wiele. Uwierz mi wiele. – Popatrzyłam na Karola, który oparł się o ścianę i przyglądał się całemu przedstawieniu. Po chwili się odezwał.
– Marta, to moja starsza siostra. Jest żywo zainteresowana Twoją osobą.
Zdębiałam. Dominująca, dlatego od pierwszego spojrzenia już jej nie lubiłam. Dlatego tak się mi przyglądała.

Słodko korzenna ciecz rozlała się po panelach, porcelana z hukiem uderzyła w podłogę rozsypując się przy tym w drobny mak. Mój nowy nabytek w kotki trafił szlag.

– ja…
– spoko, kupię Ci drugi. – Powiedziała Marta i pogładziła moją twarz. Byłam w szoku. Zbierałam myśli patrząc na kawałki kubka w kotki.

– później wrócimy do naszej rozmowy Aneto, dobrze?
– dobrze, jak sobie życzysz. – Odpowiedziałam machinalnie, zupełnie nie zwracając uwagi na to co się działo dookoła mnie. Marta klasnęła w ręce.
Ale o jakiej rozmowie Karol mówił? Ostatnie co pamiętam…

****
W amoku, jakby w transie zrobiłam bez słowa to czego żądał.
– co suka robi?
– suka robi to czego zażąda Pan.
– czego się nauczyłaś?
– suka robi to czego zażąda Pan.
– nie o to pytam idiotko, pytam czego nauczyła Cię ta lekcja.
– pokory i posłuszeństwa Panie.
– możesz wstać z kolan i posprzątać to w cywilizowany sposób, chociaż i tak uważam to za zbytek łaski wobec tak nierozważnego Twojego zachowania. Skończysz to wyjdź. Zejdź mi z oczu. Nie chcę Cię widzieć!
– jak sobie życzysz Panie.
****

Spojrzałam wystraszona na Martę, potem na Kamilę i na końcu na Karola.
Byłam zmęczona…

****
– Karolu…
– Aneto?
– przepraszam, że do ciebie dzwonię o takiej godzinie, ale…
– ale?
– wybacz mi. Nie zasługuję na Twój czas, nie jestem godna Twej uwagi. Nie postępuję właściwie.
– o czym Ty mówisz? Jesteś wolna Aneto.
– nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak cierpię. Ile bólu mi zadajesz. Ale nie, to nie jest ból fizyczny, chociaż na mojej fizyczności się odbija. Ból, który mi zadajesz odrzucając mnie i nie pozwalając mi na to byś był moim Panem, a ja Twoją niewolnicą… nie pozwalając mi na to byś był moim właścicielem, a ja Twoją własnością… nie pozwalając mi na to by sprawiać byś był zadowolony… Dlaczego tak jest? Dlaczego tak się czuję?
– mów dalej, powiedz mi czego pragniesz.
– pragnę być Twoja… Nie chcę innego.
– pragniesz poddać się mojej kontroli?
– tak.
– pragniesz być własnością swojego Mistrza?
– pragnę, bardzo tego pragnę… – urwałam, bo właśnie Lidia wypadła do sypialni z Katarzyną rozbierając się w mgnieniu oka…
– tak, tego pragnę – powtórzyłam do słuchawki swojego telefonu. – Zawsze robiłam wszystko, aby sprawić Ci przyjemność…
– tak, nigdy się nie ograniczałaś w sposobach aby sprawiać mi przyjemność.
– umiem i chcę żyć tylko po to, aby dawać Tobie przyjemność.
– czy zdajesz sobie sprawę z tego o czym mówisz?
– tak.
– a czy czujesz, że tego właśnie chcesz?
– tak.
– a czy zdajesz sobie sprawę z tego o co mnie prosisz?
– … – zamilkłam. Czułam, że tego pragnę, ale nie potrafiłam tego nazwać. – Nie jestem pewna. – wyjaśniłam.
– chcesz zostać moją niewolnicą?
– chcę…
– chcesz być jak kajira? – Zapytał.
****

Zerwałam się z łóżka słysząc w oddali śmiech dobiegający z kuchni. Złapałam za szlafrok iw stałam z łóżka.
Poszłam w stronę kuchni.

– Karolu?
– tak?
– ja tego nie chcę.
– wiem.
– co z tym zrobimy?
– zapomnimy. Po prostu zapomnimy.
– dobrze… Wróciłeś na stałe?
– tak. – Zapadła niezręczna cisza. Marta wstała od stołu i sięgnęła po kluczyki od samochodu.
– ja już lecę. Miło było Cię poznać Aneto. Może jeszcze kiedyś się spotkamy. – Wyszła.
– wróciłem na stałe… Bo potrzebujesz przewodnika.
Patrzyłam na niego jak dzieciak przed cukiernią nie dowierzając w to co mówił.
Osunęłam się na kolana. Sama z siebie, bo chciałam. A On na to zasługiwał jak nikt inny.
– zaczniemy od nowa Aneto.
– dziękuję. Dziękuję za tę szansę. Dziękuję za to, że znów dasz mi poczuć tę prawdziwą wolność…