Przenieśli mnie z izolatki do świata gdzie dochodzą promienie słoneczne. Zaczęłam wykonywać bez kwękania ich polecenia. Bo było wygodniej no i przestali bić.

Skrzydło, w którym się znalazłam było pod opieką tego samego klawisza, który mnie zaniósł do izolatki. On dowodził cała tą parszywą dwunastką sępów latających od celi do celi i wyłapujących specyficzne znamiona awangardy więziennej.

Niektóre dziewczyny tatuowały sobie różnego rodzaju znaczki, najbardziej popularnym były literki d, wśród tych najbardziej stawiających się. Te które odnajdywały się wyciszając i podporządkowując się innym tatuowano literę k.

Tutaj żarcie było dużo lepsze, a przede wszystkim serwowane częściej niż w lochach.
Lochy miały paskudną opinię. Mało, która wytrzymywała więcej niż dobę na dole. Mnie po trzech dniach przenieśli na górę. Sam fakt ilości dni spędzonych w lochu budził wśród innych osadzonych potężny szacunek. Miałam względny spokój. W końcu między celami szybko przenoszą się informację.

Zdziwiłam się bo żadna nie grypsowała w taki sposób jaki znałam z aresztu śledczego. Używały innych określeń.

– no suki, przygotować się na spacerek. – Rozległ się krzyk jednego z sępa z poganiaczem w ręku w postaci cienkiego jasnego kija przechodził wzdłuż cel i dudnił nim o kraty.
Szlag by go trafił.

Ustawili nas parami i wyprowadzili.
O Boże! Słońce! Wiatr! Namiastka wolności! Piękne uczucie po tych pieprzonych trzech dniach bez słońca i świeżego powietrza.
Spacerniak był wysypany piachem. Po bokach gdzieniegdzie były nawet ławy. Nie zauważyłam ich jak nas przywieźli.
Wzdłuż parkanu spacerowali strażnicy co drugi z dobermanem na smyczy.
Psy były agresywne w stosunku do kobiet, które były zbyt blisko kraty, dlatego dziewczyny trzymały się raczej piachu niż otaczającego go trawniczka szerokiego gdzieś na metr.

– rozejść się. – Dziewczyny się rozeszły, a ja oczywiście stałam jak ten kołek na środku spacerniaka i zastanawiałam się co ze sobą zrobić.

– dzieciaku! – Usłyszałam znajomy głos. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam, że w drugiej grupie była dziewczyna, która ze mną jechała w transporcie. Wyglądała bardzo dobrze. Podeszła do mnie i razem poszłyśmy na ławkę pogadać.

– słyszałam, że wytrzymałaś aż trzy doby w loszku. Chciałam Cię zobaczyć po tym wszystkim. Mnie tam nie wpakowali. Tylko recydywistki tam lądują.
– ale Ty jesteś recydywistką.
– ale z Twoimi papierami. – Uśmiechnęła się paskudnie.

No tak przypomniałam sobie, że ten jełop pomieszał kartki w kopertach. Tym o to sposobem zasłużyłam sobie na izolatkę i takie traktowanie… Fala złości? Nie to już w zasadzie furia… Zerwałam się, żeby jej dojebać.
Złapałam ją za fraki, trafiłam głową, osunęła się na piach, dopadłam do niej, złapałam za włosy i zaczęłam szarpać w szale nie zwróciłam uwagi, że wszystkie zbiły się w jedną grupę pod kratami. Furtki się otworzyły i na spacerniak wbiegli mundurowi.
Spuścili psy ze smyczy. Dobiegał nas warkot agresywnych dobermanów.
Widziałam przerażenie w oczach leżącej pode mną kobietą.