Drogi pamiętniczku. Dlaczego jestem taka głupia i naiwna? Dlaczego nie posłuchałam własnego ja i nie spierdoliłam jak jeszcze było można? No dlaczego?

Całkiem niedawno kazał napisać mi opowiadanie na podstawie kilku słów kluczowych.

– Wybiegnij oczami, umysłem, duszą w przyszłość.
I dokonaj wpis do pamiętnika po wydarzeniu, które widzisz, jak przychodzisz do swojego Właściciela. Popuść wodze fantazji, daj sercu i duszy napisać. Wizję Twojej idealnej wolności.

Powiedziałam – nie. Miałam obawy, że to co napiszę zostanie zrealizowane. Ktoś już tak zrobił… Nie chciałam więc zbytnio polecieć z tematem.

– Dostanę słowa kluczowe?
– Wolność, rozkosz dawania, uprzedmiotowienie, piss, podnóżek, słodki smak buntu.
Buntu słodki smak? No dobrze!

****

– A co mi tam. Ugotuje coś dobrego niech ma.
Otworzyłam lodówkę z dziwnym przeczuciem, że nic w niej nie znajdę, a jednak do końca pusta nie była. Ah tak, ta słodka wolność i niezależność osoby nie mieszkającej z rodzicami. Mogłam się tego domyśleć. Zrobiłabym jajecznice studencką, gdybym miała jajka między udami, a tak to tylko mogłam sprawdzić czy żarówka działa poprawnie.

Spojrzałam na zegar. Chciał, żeby go obudzić o 19. Miałam jeszcze jakąś godzinę. Zajrzałam do szafki w której trzymał sypkie rzeczy. Mąka jest. Mleko i jajka widziałam. Ciekawe jak z terminem przydatności. Oj tam oj tam. Faceci są wszystko żerni.

Zagadkowa szafka w kuchni zapewne z garnkami albo innymi pierdołami, trochę za wysoko.
Spojrzałam w stronę pokoju gdzie spał. Cicho wyłoniłam się zza framugi. Zapieprzyć mu sofkę, na której trzymał nogi? Nie… Obudzi się. Będzie się wściekał, że zabrałam mu podnóżek… Jeszcze go ze mnie zrobi. O nie. Wolę nie ryzykować…

Rozejrzałam się po przedpokoju. Może jakaś drabina? Nie? Szkoda…
Wróciłam do kuchni. Krzesło! Jaka ja jestem głupia… Czemu nie pomyślałam o nim wcześniej?
Podstawiłam sobie krzesło pod szafeczkę i wyciągnęłam z niej mikser. Zadowolona z siebie, już czułam tę rozkosz dawania mu zajebistej kolacji.

Naleśniki, o tak lubię naleśniki. A to czy On je lubi? E tam…
Przepis na ciasto banalny 150 g mąki, 2 jajka, 250 ml mleka, szczypta soli odrobina cukru dla smaku. Wszystko zmieszać i gotowe.

Mikser miał takie wibracje, że sama się czułam jakby moje dłonie były tym przedmiotem.
Fu. Nienawidzę próbować surowego ciasta.

Spojrzałam na zegar. Dochodziła już dziewiętnasta. Przez chwilę pomyślałam, że nie jestem kurde budzikiem, jakby sobie sam nie mógł ustawić budzika w telefonie…

Z gotowymi plackami polanymi śmietaną i jabłkiem z mojej torebki, które powinnam zjeść o siedemnastej ruszyłam ze słodkim zapachem obudzić piekielnego. Podstawiłam mu talerz pod nos. Wciągnął chciwie zapach naleśników i otworzył oczy.

– No super. – Powiedziałam. – A teraz weź to proszę ode mnie bo zaraz się z sikam na Twój dywan i będziesz miał zacne przedstawienie.

Obróciłam się na pięcie i poszłam za swoją potrzebą.

****

A masz Ty niedobry, Ty podły!
: )