Drogi pamiętniczku. Wybacz mi, że tak dawno się Tobie nie zwierzałam.

Ale czuję, że muszę upuścić wszelkiego rodzaju emocje, które się we mnie nagromadziły – upuścić odrobinę krwi.
Właśnie wróciłam ze spotkania… trzeciego spotkania. Czemu o tym wspominam? A to dlatego, że w zasadzie to sympatyczny młody facet. Znajomość miała być zwyczajną znajomością. Dlaczego? A to dlatego, że po tych wszystkich testowych spotkaniach, po tych wszystkich grząskich wirtualnych gruntach nie chciałam… Nie czułam… Broniłam się przed tym jak każdy normalny przed gorącem ognia, które pali i wypala.
Poza tym nie wierzyłam, że znalazłabym kogoś kto by mnie zrozumiał i poczuł. Nie wierzę w to. Nie wierzę w Boga, więc go o to nie prosiłam… Szybciej uwierzyłabym w istnienie bajkowego jednorożca i w to, że jako symbol cnoty i czystości przyszedł by do mnie w sennym majaczeniu złożyć pysk na moim łonie. Ale nie zrobi tego z dwóch powodów. Jakich? Po pierwsze, ponoć przychodzą tylko do czystych niczym nieskalanych dziewic (więc za późno), a po drugie NIE ISTNIEJĄ!

Większość potencjalnych kandydatów starałam się jak najszybciej zniechęcić, odstraszyć od siebie, tak aby spieprzali tam gdzie pieprz rośnie. Nie chcąc czuć straty, odrzucenia, odtrucia, odstawienia… i tak dalej i tym podobnych wrażeń/emocji – niepotrzebne skreślić.

Niestety, albo i „stety” sama zaczęłam rozmowę z nim. Dlaczego? Bo sprzeczności w jego nicku mnie przyciągnęły – chciałam biedaka zmieszać z błotem i pójść sobie w diabły. To przykre. Ale facet po drugiej stronie szkiełka połączonego z moim szkiełkiem światłowodami był i wygadany i trzymał poziom… i ogólnie był jak to młodzi mawiają – ogarnięty. Jednym słowem dało się z nim normalnie rozmawiać, a to już niestety rzadkość w takich miejscach…

Więc kolejny Dominujący facet pojawił się na trudnej drodze mojego życia. To co się wydarzyło oznacza jedynie kłopoty i to zdecydowanie duże kłopoty. To oznacza ból, cierpienie, kłócenie się z samą sobą… a co będzie później?
Później po dniach ekscytacji, fascynacji, zatracenia i satysfakcji przychodzą dni zdemotywowania, obojętności i bólu ale tego, który tak szybko nie przemija, tego umiejscowionego w głowie. Tego, z którym ciężko sobie poradzić jeśli jesteś zostawiony samemu sobie.

O ja naiwna – wierzyłam, że taka jak ja może się po prostu kolegować z takim jak On.
Powiem Ci. Nie ma czegoś takiego jak przyjaźń, zwykła przyjaźń między kimś kto jest uległy, a kimś kto dominuje.
Oni wyczuwają, czują… i biorą.

****

I tak będziesz moja. Gdy przekroczysz próg mojego domu przestaniesz myśleć, będziesz tylko czuć. Zaczniesz myśleć dopiero gdy z niego wyjdziesz. Czy nie tego chcesz? Odpowiedz!
Usłyszawszy parszywie wyszeptane mi do ucha to słowa. Słowa, które kiedyś pragnęłam usłyszeć, coś co chciałam bardzo poczuć.
Podle biorący to czego chciał, a chciał mnie. tylko dlaczego?
Używając w zasadzie prawdy wypowiedzianej w nikczemny sposób, w dodatku w takim momencie, że rozbrzmiewały w mojej głowie niczym słowo rzucone w ciszy powtarzane przez echo.
Słowa tak przerażające swoją prawdziwością, że mimowolnie w mgnieniu oka budują w Tobie solidne poczucie własności i chęć przynależności, za które to uczucie płaci się wyzbyciem się własnej godności…
O tak, On wiedział co robił i jaki to będzie miało skutek za kilka minut, godzin, dni czy tygodni. Poczeka, jest cierpliwy. Małymi krokami zdobywa swój cel.
Mimo, że zna mnie krótko czytał we mnie jak z otwartej książki… Podły, parszywy, paskudny, obleśny, okropny, straszny sadysta, koszmarny i ohydny!

– nazwij to jednym słowem.

****

Boję się. Strasznie się boję. Tylko czego? Chyba samej siebie…
Mam wątpliwości, strach w oczach i przerażenie we krwi, a mimo wszystko chcę czuć tę specyficzną wolność, o której marzę. Jestem rozdarta, no po prostu to jakiś dramat. Potrzeba mi czasu abym sama ze sobą przestała walczyć, abym sama ze sobą doszła do porozumienia. Abym mogła to czuć tak jak kiedyś, zatracać się bezkresnej otchłani, oddychać tym… utonąć dać się pozbawić powietrza… oddychać Nim.
Jedna gryzie drugą, bo są dwie. Ta druga nie śpi i warczy na pierwsza, która drażni się z nią kijem machając przed pyskiem.
Boję się. Ale nie – bynajmniej, nie Jego się boję. Boję się poddać temu i dać uzależnić. Ale czy strach jest na tyle duży aby zdominować pragnienie i wymusić obronę przed tym?