Poniższy tekst został napisany na prośbę : )

Poczułem ciepło jej ciała, gdy usiadła na moich kolanach.
Pozwoliłem sobie na to by poznać zapach jej ciała. Rozmarzyłem się… Jej skóra lekko połyskiwała w słońcu – tak to z pewnością wina jej balsamu do ciała.
Złoto, miód i mleko – mieszanka słodkich zapachów uderzyła i odurzyła moje zmysły.
Była tą jedyną, była tą, o której się śni. Była z tych kobiet, których się nie pieprzy, a kocha całym sercem. Była kimś w rodzaju anioła stróża. Mojego anioła stróża.

Miedziane loki połyskiwały w słońcu upięte w koku, gdzieniegdzie niepozorne kosmyki podkreślały jej mleczną barwę skóry.

Odwróciła się by głębią szarych oczu zalać mnie spojrzeniem. Patrzyła na mnie po czym zmrużyła oczy i lekko rozchyliła usta. Miałem taką ochotę ją pocałować, ale nie – nie mogę… Ona niczego nie wie. Gdyby widziała zapewne bym ją stracił, nigdy więcej bym jej nie zobaczył… Uciekłaby tak jak inni, odwróciła by się ode mnie, a ja bym umarł z tęsknoty.

Zuzanna była moją przyjaciółką od lat. Uwielbiam jej towarzystwo. Kochałem się w niej skrycie. Nie miałem odwagi, aby jej o tym powiedzieć. Być może robię głupio, ale strach przed stratą takiego anioła jest większy niż chęć wyjawienia mu prawdy, bo jeśli aniołowi się nie spodoba to odleci ode mnie na swoich białych puchatych piórach.

– tutaj wysiadamy, mam dla Ciebie niespodziankę. – Powiedziała i złapała mnie za rękę. Czułem jak jej skóra wprawia moją w wibrację. Wibracja ta odbiła się lekko na moich spodniach. Boże! Skarciłem się w myślach za tą reakcję organizmu. Nie chciałem aby wiedziała, nie chciałem by zauważyła, nie chciałem by wyczuła…

Weszliśmy po schodach. Plac na Rozdrożu, pod nami trasa łazienkowska a na niej szybko przemykające samochody. Po prawej Park Ujazdowski, po lewej Ogród Botaniczny, Agrykola i takie tam łazienki.

– Gdy opowiadałam Ci o parkach w Warszawie, postanowiłam zrobić Ci niespodziankę i zabrać Cię do takiego przy okazji tego wyjazdu. – Lekko zdyszany patrzyłem na nią w totalnym zaskoczeniu. Pamiętam tę opowieść, pamiętam jak opowiadała mi o wiewiórkach wspinających się po nogawkach spodni po orzecha, pamiętam jak opowiadała mi o zakochanych parach spacerujących alejami. Pamiętam jak opisywała dla mnie pałac na wodzie otoczony przez wytworną świtę pięknie ubarwionych pawi. Pamiętam jak zachwycała się ich ogromnymi rozłożonymi ogonami. Pamiętam jak opisywała mi urokliwe miejsce gdzieś w zapomnianej części Parku. Mało uczęszczane, ciemne i mocno zadrzewione. Opisywała je jako idealne miejsce dla zakochanych. Tylko dlaczego ja już miałem kosmate myśli?

Zuza przytuliła się tak jak to robią przyjaciółki zakołysała biodrami.
Weszliśmy na teren Parku. Sporo ludzi, gdzieś odbywał się koncert i muzyka płynęła między drzewami. Przed wejściem kupiłem dla Ziutki żelki, uwielbia je. Ja z resztą też. Ale wolałem patrzeć jak „glumie” żelowego węża. Taki widok sprawiał, że włosy mi się na plecach unosiły.

Zeszliśmy główną alejką w dół, od razu zauważyłem wiewiórki. Zuzania z torebki wyciągnęła torebkę z orzechami włoskimi. Zawsze była przygotowana na wszystko, doskonale zorganizowana ale i pewna siebie, jest subtelna i bardzo wrażliwa. Jest odważna, ma duży temperament i dobrą intuicję. Zawsze postępuje zgodnie ze swoim sumieniem, czyli sprawiedliwie i uczciwie. Jest skrupulatna, zapobiegliwa, potrafi postępować z mężczyznami. Kocha dzieci, jest wzorową matką i gospodynią.
Mimowolnie westchnąłem.
Cnotliwa Zuzanna do poskromienia. Rozmarzyłem się mają przed oczami to co i jak mógłbym z nią robić gdyby tylko wiedziała, gdyby tylko chciała…

Skręciliśmy w prawo, doszliśmy to czegoś w rodzaju świątyni przy niewielkim jeziorku. Taras świątyni ozdabiały cztery potężne lwy, z których pysków lała się woda strumieniami.
Zeszliśmy na alejkę niżej, prawie nad samą taflę wody.

Usiadłem już nieco zmęczony marszem w taki gorąc. Spojrzałem w jej kierunku. Sukienka powiewała delikatnie na letnim wietrze, co raz ukazując bladość skóry nóg nad kolanem. Zu była zapatrzona.
Nagle energicznie się odwróciła i z wielkim uśmiechem na twarzy podbiegła niczym małe szczęśliwe dziecko z balonikiem wypełnionym helem.

Kochałem patrzeć na nią gdy była w takim humorze. Kochałem ją całą.

Wskoczyła na mnie bez ostrzeżenia. Usiadła okrakiem, bez słowa zarzuciła mi ramiona na szyję i pocałowała delikatnie. Wyczuła, że moje spodnie zrobiły się trochę ciasne. Na dokładkę zaczęła poruszać biodrami w taki sposób, że jęknąłem. Złapałem ją za biodra i zatrzymałem jej ruchy.

Oparłem dłonie na jej nogach zgiętych w kolanach i wspartych na ławce. Patrzyła mi w oczy.
Bez słowa znów mnie pocałowała przyzwalając i poddając się temu co zaraz nastąpi.
Rozpiąłem spodnie. Wyciągnąłem go, schowany dla niewprawionego oka pod materiałem zielonej sukienki. Ponownie złapałem ją za biodra i nakierowałem. Jęknęła mi do ucha. Jej włosy pachniały czekoladą. Mleko, miód i czekolada, brakuje tylko kakao.
Pomyślałem, że zaproszę ją za chwilę na kakao, pewnie tutaj jest jakaś kawiarnia.

Zu nie dała mi jednak długo myśleć o nim. Coraz szybciej poruszała biodrami, aż spazmatycznie wygięła ciało w rozkoszy, wydając stłumiony krzyk satysfakcji. Czułem jak pulsuje owijając się wokół mnie jeszcze ciaśniej. Nie wytrzymałem.

– NIEEEEEEEE! – Rozejrzałem się dookoła. Czułem zapach kakao. Przez chwilę nie wiedziałem gdzie jestem. Miejsce obok mnie było wygniecione, jakbym z kimś spał. Z niedowierzaniem wyciągnąłem rękę. Ta strona łóżka była zimna. Poczułem się oszukany, oszukany namiastką szczęścia, którą sobie wyśniłem. Poczułem się samotny i pusty w środku, jakby ktoś wyrwał część mojej duszy i wyrzucił bezceremonialnie do śmietnika.

Zapach się nasilił. W drzwiach do sypialni mojego mieszkania stała nieposkromiona Zuzanna, ta cnotliwa Zuzanna mając na sobie tylko narzutkę w postaci miękkiego beżowego szala. Jej kręcone włosy były rozwiane, każdy kosmyk w inną stronę był skierowany. W dłoniach miała tacę, a na niej stały dwa kubki, z których pachniało moje ulubione kakao z bita śmietaną, którą polała odrobiną miodu i posypała tarta czekoladą.

Byłem w szoku. Zuza nie dość, że spędziła ze mną noc. To na nadgarstkach widziałem ślady, które sugerowały, że nie próżnowałem. Była uśmiechnięta, szczęśliwa.
Czyich gwiazd ja sięgnąłem. Wygląda na to, że i jej i swoich.