Drogi pamiętniczku. Postanowiłam powołać Cię do życia po tym, jak sprowadziłam się wraz z mężem do bloku z wielkiej płyty na jednym warszawskich osiedli. W trakcie przeprowadzki czytałam swoją pierwszą sprośną bajeczkę dla kobiet.
Nie raz słyszałam jak z mieszkania pod nami wydobywają się dzikie i nieokiełznane krzyki… Pewne odgłosy przypominały mi to o czym śniłam, o czym marzyłam i o czym fantazjowałam. Nigdy natomiast nie miałam odwagi zaakceptować tego. Nigdy nie miałam odwagi zejść piętro niżej do Anety, z której mieszkania wydobywały się kuszące odgłosy innego rodzaju przyjemności.
Wtedy miałam przyjemność zobaczyć swoją sąsiadkę po raz pierwszy – Aneta, miła rudowłosa dziewczyna o pięknych zielonych oczach. Oh, ile ja znam przysłów odnośnie rudych kobiet…

No ale do rzeczy. Wpadłam na nią zupełnie przypadkowo, jechałam kiedyś z nią windą i z jej facetem. On chyba Karol miał na imię, ale nie jestem pewna, więcej go już nie spotkałam, a szkoda – pasowali do siebie.
Jechali wtedy gdzieś, rozmawiali o jakimś ognisku w lesie. Przyglądałam się im ukradkiem, wyczuwając magnetyzm między nimi. Pamiętam w jaki sposób Aneta na niego patrzyła. Miałam wrażenie, że to nie jest normalna romantyczna para. Powietrze w windzie, aż wibrowało…

Zazdrościłam jej.
Aż pewnego dnia… Wyszukałam informacje z fabuły książki, poczytałam… I zaczęłam intensywnie myśleć.
Nie byłam pewna co się ze mną dzieje, ale czy to w końcu aż tak ważne? Szybka analiza faktów i doszłam do wniosku, że w uległości bym się odnalazła.

Zastanawiam się jakiś czas skąd się to ustrojstwo we mnie wzięło? Skąd w ogóle taka myśl. Przeanalizowałam wspomnienia. Dużo myślałam. Przecież… w sumie to ja taka byłam.

Wiesz co? Zastanówmy się mój drogi pamiętniczku, czy w sumie to co jest we mnie jest przekleństwem? A może powinnam to traktować jak coś wyjątkowego? Swojego rodzaju drogocenny dar?
No bo przecież to co sprawia radość – nie może być wszak przekleństwem! Mam rację?
Nie wiem już sama co o tym wszystkim myśleć.
Po prostu nie jestem pewna czy to ro robię jest dobre czy złe, ale wiem jedno…
Taka jestem i już.

Tylko dlaczego to tak utrudnia mi życie? Skąd to się w ogóle wzięło?
Znów stawiam pytanie, na które nie znam odpowiedzi. Nie lubię takich momentów.
Czasami mam wrażenie, że pewne sytuacje z życia za młodu mają na „to” wpływ, bo przecież to otoczenie kształtuje nasz charakter. Mówi się przecież „Czym skorupka za młodu nasiąknie…” – widzę w tym drugie dno.

Owszem. Nie miałam kolorowego dzieciństwa. Moi rodzice nie poświęcali mi wiele czasu, więc usilnie zabiegałam o najmniejszą chociaż ich uwagę.
To samo było w szkole. Brak akceptacji ze strony rówieśników. Dlaczego? Bo miałam inne zainteresowania, robiłam coś inaczej lub ładniej. Więc nie pasowałam do ogólnego schematu dzieciaka urodzonego w PRLu.
To wszystko musiało wycisnąć piętno na moim umyśle i na moim charakterze.

No właśnie. Charakter, a jaki jest mój?
Popieprzony z całym szacunkiem do moich rodziców. Zawsze uchodziłam za dziwaczkę, za kogoś z odmiennym stanem umysłu, zawsze byłam samotnikiem.
Czy w związku z tym jestem wyjątkowa? Oh z całą pewnością, jestem popieprzonym wyzwaniem, który jest prowokujący i wredny, a do tego empatyczny. Jest wiele określeń, większość będzie pasowała.

Gdy wypowiadając słowa ja Katarzyna, Małgorzata biorę sobie Ciebie Norbercie za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci…
Byłam idiotką, że w ogóle po pięciu latach wyszłam za tego chłopa… Byłam młoda, piękna o tym, że głupia już wspomniałam. Ale co najważniejsze byłam niczego nieświadoma. Nieświadoma tego jaka jestem, co lubię i jak lubię.
No może trochę… Tylko, że nie akceptowałam tego. Chowałam swe senne marzenia między półki w ciemnych zakamarkach biblioteki wspomnień…

Byłam wtedy w zasadzie nastolatką gdy pojawił mi się pierwszy w życiu sen erotyczny, który regularnie powracał, który sporadycznie wybudzał mnie satysfakcją w postaci namiastki orgazmu.
Z czasem pojawiało się coraz więcej szczegółów, w sumie to delikatne było jak teraz na to patrze, ale wtedy mnie przerażała forma i stopień w jakiej kobieta we śnie oddawała swoje ciało mężczyźnie, na którego była zdana całkowicie.
Starałam się nie myśleć o tym. Na jakiś czas więc znikał z mojego sennego życia. Do czasu gdy… przeczytałam książkę.

W sumie to pierwsza bajeczka o zabarwieniu erotycznym jaką przeczytałam, ale mniejsza o to. Treść owej bajeczki nawiązywała do snu. Zainteresowałam się tematyką, jaka była poruszona w bajeczce, trochę poszukałam, trochę poczytałam. Kuszące. Byłam ciekawa. Ciekawa tego jak to się ma do mnie. Dlaczego taka jestem, dlaczego to robię, a co gorszę dlaczego to sprawia mi przyjemność? Zastanawiam się czy w ogóle warto o tym myśleć, czy warto zastanawiać się i szukać dziury w całym?
Mam tyle postawionych pytań, do których nie znalazłam jeszcze odpowiedzi. Tyle odpowiedzi bez postawionych pytań…
Nie jestem pewna co się ze mną dzieje, ale czy to ważne?
Wiem…
Powinnam nie myśleć, a dać się ponieść i zatracić w tym. Ale… strach mnie ogranicza, mimo, że w moich najśmielszych fantazjach seksualnych jestem wyuzdana i perwersyjna…
Ah, zapomniałam. Jeszcze mam męża to też troszeczkę ogranicza.