Niósł mnie jak upolowane mięso na kolacje. Szedł ciemnym korytarzem, a ja przecież panicznie boję się ciemności. Strach odebrał mi mowę. Już dawno bym się darła, gdyby nie świadomość tego, że mogłabym nie dożyć wieczora.

Skręcił w lewo. Otworzył kratę i wszedł na oddział. Otworzył kolejną kratę oraz drzwi. Za drzwiami były schody. Zszedł. Czułam wilgoć w powietrzu i smród stęchlizny. Poruszyłam się.

– Ciii. Jeszcze chwilę. Jeszcze kawałeczek i już będziesz na miejscu.

Szedł kolejnym ciemnym korytarzem, ale już w innym kierunku. Zatrzymał się nagle i wyjął z kieszeni pęk kluczy. Chwilę szukał odpowiedniego klucza z pośród wielu różnych kształtów i wielkości po czym otworzył metalowe drzwi.

Ciemno. Zrzucił mnie z ramienia bez większego problemu. Podszedł do drzwi i zapalił światło. Ściany były w kolorze czerwonego wina. Biła od nich przemoc. Nie było pryczy, na ziemi leżało coś co przypominało z daleka cienki materac. Prócz tego czegoś co miało imitować łóżko była jeszcze górka piasku w jednym z rogów celi, w której nawet po zapaleniu światła panował w zasadzie mrok.

– tutaj spędzisz trzy kolejne dni. Tam – wskazał na coś przypominającego piaskownicę dla dzieci – będziesz się załatwiała. Tylko uważaj, rzadko to jest sprzątane.
Przeraziłam się. To jakiś żart? KURWA LUŚKA RATUJ! Pociągnęłam nosem i wydawało mi się, że faktycznie czuje urynę.
– co jakiś czas ktoś będzie zaglądał i sprawdzał jak sobie radzisz. Może nawet zapewni Ci jakąś rozrywkę.
Wyjął z kieszeni kamizelki… pilota? Nacisnął guzik. Z podłogi wysunął się palik. Taki przypominający palik, do którego przywiązuje się psa czy bydło na wsi.
Musiałam wyglądać uroczo. Pewnie byłam sina cała ze strachu. Klawisz się tylko zaśmiał, sięgnął za framugę po coś co zadzwoniło.
Łańcuch? No chyba nie… to na poważnie? Jezusie ratuj! Obiecuję, że więcej niczego złego nie zrobię! Tylko mnie ratuj!
No teraz to się czuję jak krowa na pastwisku tylko gdzie ta trawa? Chociaż nie, mam dosyć trawy… Czuję się raczej jak krowa czekająca na rzeź. Tylko dlaczego to mi się kojarzy z krową? Może inne określenie byłoby lepsze.
W sumie to przypomina również niewolnictwo. Jeszcze mi każą bawełnę zbierać i zaczną chłostać od tak dla zasady.

Klucznik po przykuciu mnie do palika zbierał się do wyjścia. Chciało mi się tak pić z tych wszystkich wrażeń… że wyszeptałam:
– wody… proszę daj mi wody.
Zatrzymał się w półkroku, odwrócił i polał mi twarz wodą z baniaczka przypiętego jak się okazało do paska. Miała dziwny posmak alkoholu.
– pij, przyda Ci się. Na swój sposób fajna jesteś.
Zostawił mnie taką, nagą i dalej spragnioną wody w ciemnościach… W obcym miejscu. Światło dochodziło tylko spod szczeliny między drzwiami, a podłogą.

Leżałam wpatrując się w mrok.
Usłyszałam cichutki pisk. Zerwałam się z posłania przerażona. Chrobotanie.
Szczury? Myszy?
Zaczęłam się drzeć nie mogąc wejść nigdzie wyżej.

Drzwi z hukiem się otworzyły.
Zapalono światło.
Do celi weszło trzech postawnych mężczyzn i jedna kobieta. Blondynka, również ubrana była w skórzane wysokie buty. Natomiast nie miała niczego przy sobie z dziwnych przedmiotów, które zaobserwowałam o innych psów.

– czego się drzesz mała ździro? – Zapytała piskliwym głosem. Jej głos był tak przezabawny, że mimowolnie się roześmiałam. To był oczywiście błąd. Chwilę potem zobaczyłam wszystkie gwiazdy zza krat… wszystkie te które pamiętałam z wolności.
– bawisz się? To teraz my się pobawimy Twoim kosztem gówniaro. – Wzięła z rąk jednego z byków teczkę z moimi aktami. – No proszę, recydywa. Nie wyglądasz na tak rozbrykaną jak tutaj napisali. – Zmierzyła mnie surowym wzrokiem, na jej twarzy widać było zaskoczenie. – Ale to widocznie taka Twoja uroda. My sprawimy, że będziesz piękniejsza. – Skinęła na drugiego byka, obróciła się na pięcie i wyszła z celi w towarzystwie dwóch pozostałych.

Byku patrzył na mnie przed dziurki w kominiarce. Musi mu być gorąco w tym, pomyślałam i się uśmiechnęłam. Po chwili przypomniałam sobie, że niczego nie mam na sobie. Byku się gapił lubieżnie na moją gołą skórę.
Poczułam się nieswojo gdy oblizał wargi.
Zadrżałam widząc jak wyciąga do mnie swoje brudne łapska. Śmierdział smarem i potem.

Pociągnął za łańcuch, metal z kajdanek bezlitośnie wpijał się w nadgarstki.
– stań tutaj.
Wyjął z kieszeni pilota. Nacisnął jakiś guzik i w ścianie wysunęło się metalowe kółeczko. Pociągnął mnie. Łańcuch przewlekł przez stalowe oczko i przełożył między moimi udami. Zimno metalu kąsało moją wrażliwą skórę.
– zasady są bardzo proste. Im głośniej będziesz się darła tym większy ból poczujesz i będzie to dłużej trwało. Rozumiesz?
Nie wiedziałam o co mu chodzi. Machinalnie przytaknęłam głową.
Przywarł swoim śmierdzącym cielskiem do moich pleców. Pociągnął za łańcuch, który wbił się między moje pośladki i wargi sromowe, aż syknęłam z zaskoczeniem i przerażeniem.
– nogi. Nogi szeroko. – Nie zareagowałam, więc strzelił mnie w łysinę z otwartej dłoni. – Słuchaj co do Ciebie mówię kurwiszczu. – Ciężkim buciorem rozstawił mi nogi. Prawie przy tym powalając na ziemie.
– i tak zostań. Póki nie pozwolę Ci się ruszyć.

Pierwsze uderzenie batem nie było w cale aż tak mocne jak się spodziewałam. Natomiast następne już wyrwało z moich ust wrzask. Kilka kolejnych doprowadziły do łez. Zaczęłam błagać żeby przestał.
Byku nic sobie z tego nie robił.
Czas stał w miejscu.
Ból był nie do zniesienia.
Gdy skończył, odpiął łańcuch i zostawił mnie tak jak leżałam skulona. Słowem się nie odezwał. Zwiniętym batem przejechał po moim boku.
Kipiała we mnie żądza mordu, ale byłam tak wycieńczona, że nie byłam w stanie się ruszyć.
Gdy wyszedł, prześlizgując się po podłodze dopadłam posłania i położyłam się na brzuchu. O spaniu na plecach nie było mowy…