W zasadzie to już świtało, kiedy z holu przegonili nas niczym bydło na rzeź. Bieg z przeszkodami ciemnymi korytarzami, co jakiś czas słychać było świst bata i krzyk, którejś z tyłu zbyt wolno biegnącej.
Ja miałam całkiem niezłą kondycję, ale starałam się trzymać w środku. Niech mniej inteligentne wpadają w pułapki. Zdążyłam tylko pomyśleć.
A jedna z pierwszych kobiet wpadła w łapy obleśnego grubego klawisza. Piszcząc i miotając się została wciągnięta do ciemnej celi i po chwili zamilkła. Włosy na plecach stanęły mi dęba, gdy usłyszałam jej urwany wrzask.

Zostało nas raptem połowa.
Wszystkie stanęłyśmy w ciasnym pierścieniu.

– rozbierać się! – Padło szorstkie polecenie od kobiety ubranej w skórzane spodnie i błyszczące czarne kozaki za kolano na wysokim obcasie. – No już!! – Ponaglała.

Jej widok, barwa głosu i pewność siebie… oczywiście nieodłączna gumowa rozsuwana pałka przypięta do paska… To wszystko powodowało, że każda z nas czuła respekt i szybko wykonała jej polecenie.

Pięć innych kobiet ze szlauchami stało na zewnątrz naszego ciasnego kółka. Śmiały się i wytykały nas palcem. Czułam wściekłość, ale i poczucie bezsilności paraliżowało i hamowało mnie chłodno przed jakąkolwiek reakcją.

W jednej chwili popłynęła lodowata woda ze wszystkich węży. Chłód oblał nasze nagie ciała, obdarte z godności, dziewczyny piszczały, część płakała… a ja razem z nimi.

Drzwi skrzypnęły. Do środka weszło wielu psów, część z nich miała dobermany rzucające się na smyczach i ujadające. Grupka nagich kobiet zagęściła się jeszcze bardziej.
– do szeregu! – Krzyknęła suka w skórce. – Do szeregu kurwa mać!
– jakieś takie nie ruchawe i brzydkie w sumie. Wyłapaliście te co ustaliliśmy wcześniej? – Przechodząc obok zaglądał każdej w usta, wkładał w nie dwa pace, aż do momentu gdy ta się krztusiła. Dotykał piersi, gładził po tyłku i sięgał dłonią między uda.
– tak szefie, co do jednej. Wszystkie oznaczone gwiazdkami oraz ta z kółeczkiem, co ją zgwałcili na trasie.
– a ta tutaj? – Zainteresował się mną tłusty dyrektor zakładu karnego.
– tą upatrzył sobie Pan Piotr, ale wpierw zasugerował abyśmy mu ją przygotowali. – Oho, pomyślałam. Nieklawo.
– to na co czekacie?

Ta ubrana w skórę po skończonej prezentacji i oględzinach złapała mnie za moje włosy i wyciągnęła z grupki ciasno znów zbijających się ciał z przerażenia.
Zmusiła mnie siłą do uklęknięcia, jedna z jej pomagaczek podbiegła i trzymała mnie za ramiona. Ta wzięła maszynkę do strzyżenia i przejechała gładko po mojej głowie. Widziałam jak puklami moje brązowe loki wiją się na mokrej posadzce. Płakałam widząc co ze mną robi. Po chwili inna przyniosła małe lusterko i pokazała mi mój aktualny wygląd. Głośnio wybuchłam płaczem. Coś we mnie pękło. Narodziła się we mnie buntownicza żądza krwi.

Wyrwałam kobiecie lustro i zbiłam je, chwytając za drobiny lustra zaatakowałam najbliżej stojącą kurwę psią.
Niestety chybiłam. Świst i mocny ból pod lewą łopatką. Tak właśnie… dostałam pastuchem laluni w skórkach. Za plecami usłyszałam wyraz podziwu i przerażenia.
Coś zimnego dotknęło mojej skóry, poczułam mrowienie, które spowodowało totalny paraliż, z ust poleciała mi ślina na podłogę. Z wielkim mlaskiem upadłam we własne włosy i wodę targana prądem z paralizatora.

Nie mogłam się ruszyć, a ta suka trzymała na mnie jedną nogę w triumfie coś krzycząc do kogoś kto właśnie wszedł do umywalni. Znów skrzypnęły ciężkie metalowe drzwi. Kroki, męskie kroki. Dalej nie mogę się ruszyć. Zimno kajdanek na skórze.
Ktoś mnie podnosi z podłogi, ktoś mnie zarzuca sobie na plecy i wychodzi z umywalni.
Już mi wszystko jedno, już nic nie jest ważne…
Chcę umrzeć.
Ale to był dopiero początek.