Zastanawiając się nad słowami, które padły zeszłego wieczoru jak i tymi niewypowiedzianymi, a huczącymi w mojej głowie. Zdałam sobie sprawę z tego czego tak na prawdę szukam w życiu i co jest mi do szczęścia potrzebne.
Przeraża mnie to. Przerażają mnie wnioski do jakich doszłam. Świadomość potrzeby bycia „czymś” nie „kimś”, a właśnie „czymś” – rzeczą, będącą w posiadaniu wybranego sprawiała, że byłam szczęśliwa, że czułam się potrzebna i dająca radość.

Tylko jakim kosztem? Kosztem braku miłości?
Nie, bynajmniej nie kosztem miłości, a wręcz przeciwnie… Przecież to wszystko co jemu ofiaruję to nic innego jak dowód bardzo dużej miłości, zaufania oraz szacunku, prawdziwe oddanie czy jak kto woli – poddanie się woli swojego partnera – swojego Pana i Władcy.

Cóż świadomość bycia nieszczęśliwą to jedno, ale mieć odwagę by zrobić chociaż mały krok aby osiągnąć cel jakim jest własne spełnienie i osiągnięcie celu jakim jest szczęście jak i dawania radości Jemu – to już coś innego.

Siedziałam wpatrzona w kwitnącą miłość między Kasią i Norbertem… Szczerze zazdrościłam im tej całej otoczki. Ale wiedziałam, że nie dawałoby mi to szczęścia. Wiedziałam, że męczyłabym się przy takim mężczyźnie takim jak Norbert, który nie potrafiłby sprowadzić mnie do parteru i twardo się postawić. Od zawsze byłam charakterna. Od zawsze prowokująca i buntownicza.
Wspomniałam dzień, w którym poznałam Karola…
Wspomniałam dzień, w którym zmusił mnie po raz pierwszy abym przed nim uklękła. Powiedział mi wtedy, że łamanie oporu kobiety właśnie przed tą – tak prostą na pozór czynnością – jest wspaniałe. Powiedział mi też, że jeśli kiedykolwiek poczuję w sobie chęć aby zrobić to sama z siebie… Hmmm – zamyśliłam się – czy ja w ogóle coś takiego czułam? Szybka kalkulacja wszystkich lat, miesięcy, dni i godzin, a nawet minut… Był taki moment! Nawet to zrobiłam…

Wspomnienie tego momentu wprawiło mnie w ostrą melancholię. Powiodłam bladym, smutnym wzrokiem po rozgadanych moich gościach nad obrzydliwie dobrze pachnącą jajecznicą. Byłam bliska płaczu z powodu tego wszystkiego. Nie chcę tak żyć… Chcę być szczęśliwa.
A może ja nie zasługuję na szczęście?

– dlaczego nie jesz? – Zapytała Lidia, łapiąc chłodną dłonią za moje ramię. Aż podskoczyłam wyrwana ze swojego świata.
– wybaczcie, jakoś mi niedobrze i nie mam ochoty na jedzenie… – wyszeptałam, utkwiwszy wzrok w swoich dłoniach nerwowo szarpiących materiał mojej bluzeczki na ramiączka.
– nic nie szkodzi, to Twoje jajka. – Radośnie oznajmił Norbert.
– przepraszam, położę się. Zostańcie jak długo chcecie, Lu dotrzyma Wam towarzystwa. – Pogłaskałam z szacunkiem Lidkę po ramieniu, pocałowałam w policzek i poszłam do sypialni.

Położyłam się. Wpatrując się w graficzkę od Karola zasnęłam.

****

– Karolu…
– Aneto?
– przepraszam, że do ciebie dzwonię o takiej godzinie, ale…
– ale?
– wybacz mi. Nie zasługuję na Twój czas, nie jestem godna Twej uwagi. Nie postępuję właściwie.
– o czym Ty mówisz? Jesteś wolna Aneto.
– nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak cierpię. Ile bólu mi zadajesz. Ale nie, to nie jest ból fizyczny, chociaż na mojej fizyczności się odbija. Ból, który mi zadajesz odrzucając mnie i nie pozwalając mi na to byś był moim Panem, a ja Twoją niewolnicą… nie pozwalając mi na to byś był moim właścicielem, a ja Twoją własnością… nie pozwalając mi na to by sprawiać byś był zadowolony… Dlaczego tak jest? Dlaczego tak się czuję?
– mów dalej, powiedz mi czego pragniesz.
– pragnę być Twoja… Nie chcę innego.
– pragniesz poddać się mojej kontroli?
– tak.
– pragniesz być własnością swojego Mistrza?
– pragnę, bardzo tego pragnę… – urwałam, bo właśnie Lidia wypadła do sypialni z Katarzyną rozbierając się w mgnieniu oka…
– tak, tego pragnę – powtórzyłam do słuchawki swojego telefonu. – Zawsze robiłam wszystko, aby sprawić Ci przyjemność…
– tak, nigdy się nie ograniczałaś w sposobach aby sprawiać mi przyjemność.
– umiem i chcę żyć tylko po to, aby dawać Tobie przyjemność.
– czy zdajesz sobie sprawę z tego o czym mówisz?
– tak.
– a czy czujesz, że tego właśnie chcesz?
– tak.
– a czy zdajesz sobie sprawę z tego o co mnie prosisz?
– … – zamilkłam. Czułam, że tego pragnę, ale nie potrafiłam tego nazwać. – Nie jestem pewna. – wyjaśniłam.
– chcesz zostać moją niewolnicą?
– chcę…
– chcesz być jak kajira? – Zapytał.

****

– Aneta! – wyrwał mnie ze snu przerażony głos Lidii.
– co się stało? – wymamrotałam mało przytomna.
– spójrz… – wskazała na pościel, którą byłam ciasno owinięta. Była cała we krwi. Przerażona spojrzałam na nią była blada.
– okres miałam dwa tygodnie temu. Nie wiem co to jest. Pojedziesz ze mną?
– pojadę, tylko zadzwonię do Karola.
– po co do niego?
– bo poprosił mnie o to wczoraj po tym, jak z nim rozmawiałaś. Nie wiem o czym… ale powiedział mi, że jeśli coś się stanie z Tobą mam zadzwonić, a on w przeciągu doby wróci.

Szczęście w nieszczęściu?