Obudził mnie silny ból podbrzusza. Otworzyłam oczy.
Biało… Śnieżna biel szpitalnego sufitu, zieleń ścian.

– gdzie ja jestem? Co się stało? – W popłochu próbowałam zerwać się z łóżka, ale ból był tak silny, że z rezygnacją opadłam z powrotem na niewygodną pryczę łóżka.
– Jesteś w szpitalu. Ale nie bój się, lekarze się Tobą zajmą.
– co mi jest?
– tego jeszcze nie wiedzą.
– jak długo byłam nieprzytomna?
– dobę, nieco ponad dobę. – Do oczu napłynęły mi łzy.
– co się stało?
– nie umiem odpowiedzieć na to pytanie Aneta.

Skrzypnęły drzwi i do sali wszedł Karol.
Pobladłam. Przypomniawszy sobie szereg słów i deklaracji jakie wypowiedziałam nie będąc do końca trzeźwa.

– jak się czujesz? – Zapytał, lekko się uśmiechając.
– chyba dobrze. – Odpowiedziałam. – Ale boli mnie… o tutaj. – Wskazałam ręką prawą stronę swojego podbrzusza.
– powiadomię pielęgniarki, że się już obudziłaś.

Karol wyszedł z sali zostawiając mnie wraz z Lidką, która była tak przerażona, że jej twarz przypominała długo otwarty wiejski serek. Była raz zielona, a raz niebieska. Z przerażeniem obserwowałam jak zmienia kolory mój kochany koci kameleon. Uśmiechnęłam się do niej blado i złapałam ją za rękę.

– Lu.
– mmm
– nie przesadzaj, to żadna tragedia. Dobrze, że byłaś przy mnie. Dziękuję Ci.
– nie mogę sobie wyobrazić co by było gdybym wyszła… gdybym nie zauważyła…
– ale zauważyłaś.

****

Wpatrywałam się w statek unoszący się w oddali na falach morza. Piasek był jeszcze gorący mimo iż godzina była dosyć późna. Karol poszedł po ostatnie drinki dla nas.

– przyniosłem Ci coś dobrego.
– ładnie wygląda. – Obejrzałam dokładnie pod resztkami słonecznych promieni kolor drinku. Czerwony kolor na dnie pucharku płynnie przechodził do żółtego na samej gorze, kostki lodu pięknie odbijały kolory wewnątrz pucharku, a on sam był ozdobiony plasterkiem pomarańczy i zawiniętą kilka razy czarną słomką. – Mmmm, przepyszny!
– Drink nazywa się sex on the beatch, moja droga.
Zaczerwieniłam się, znałam Karola dopiero kilka miesięcy.
Parę dni temu zaproponował mi, żebyśmy wyjechali na weekend nad nasze polskie morze. Zupełnie bez zobowiązań. Przyjaźniliśmy się. Nawet nie był moim chłopakiem… Ale uwielbiałam spędzać z nim czas. Co ciekawsze ufałam mu bardziej niż swojemu Kamilowi.

Szczerze mówiąc Kamil w ogóle nie wiedziało istnieniu Karola… nie miał pojęcia, że pojechałam z innym mężczyzną nad to morze… Myślał, że pojechałam z Kamilą. No ale to w końcu tylko jedna noc.
Kamila to serdeczna przyjaciółka Karola, moja z resztą też – poznałam ją gdy miałam 17 lat. To były czasy studenckiego życia w Koraliku.

Zmrużyłam oczy.
– o czym myślisz?
– o Kamili.
– żałujesz, że jej tutaj nie ma?
– tak.
– dlaczego?
– oh! – Oburzyłam się. – To moja sprawa i nic Ci do tego!
– wyluzuj. – Zbliżył dłoń do moich ust. – Masz tutaj odrobinę cukru z dekoracji Twojego seksu na plaży. – Mówiąc to, kciukiem prześlizgnął się bo delikatnej skórze mojej dolnej wargi. Patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana.

– otwórz usta. – Powiedział, a ja mimo świadomości, że to co robię jest złe posłuchałam się go. – Grzeczna. A teraz zamknij. – Spłonęłam rumieńcem, zawstydzona tym co zrobiłam jak i tym, że mi się to szalenie spodobało. Na całe szczęście było ciemno… pomyślałam, że gdyby… i poczułam na swoim ramieniu jego zdecydowaną dłoń przyciągającą mnie do niego… i poczułam delikatne zaproszenie do intymnego tańca zmysłów… Gorąc jego oddechu pieścił moje usta. Toż to zwykły pocałunek. Nie robię jeszcze nic złego. To w końcu on mnie całuje… Oderwał swoje usta od moich, poluźnił uścisk i wyszeptał – poddaj się mi, ulegnij pokusie, wiem o czym marzysz.
Zbladłam z przerażenia. Kamila wiedziała o wszystkich moich fantazjach. Ale nie sądziłam, że posunie się do takiego podstępu, chociaż mając na uwadze organizację spełnienia mojej fantazji o gwałcie…

Usłuchałam.
Zamknęłam oczy i rozchyliłam usta.
Jego palce wplątały się w moje wilgotne od morskiej bryzy włosy. Zacisnął dłoń, chwycił mocno i pociągnął. Głowa automatycznie podążyła w ślad za nim. Wiodąc mnie i zwodząc. Nie protestowałam, podobało mi się to.
Widząc brak oporu i sprzeciwu, pocałował mnie ponownie. Namiętniej, dużo bardziej agresywniej… Zadrżały mi kolana. Nagle mnie puścił. Spojrzał na mnie i zaproponował, abyśmy zeszli na piasek.

Czyżby został poproszony o to przez Kamilę? Marzyłam o seksie na brzegu morza, gdy nasze ciała splecione w uścisku aktu miłości byłby obmywane przez morskie fale.
Byłam tak podniecona, że nie byłam w stanie iść. Cała drżałam. Karol więc wziął mnie na ręce i zaniósł nad brzeg i posadził na lekko wilgotnym piasku.

– rozbierz się. – Oblałam się rumieńcem.
– przecież tutaj są ludzie…
– to co z tego?
– będą patrzeć na mnie.
– no i co z tego?
– wstyd mi.
– właśnie tego chcę aby było Ci wstyd.

Spojrzałam na niego. Nie… nawet nie ma co próbować się sprzeciwiać. Nie przegadam go.
Zdjęłam sukienkę pozostając w samym stroju kąpielowym.
– to też.
Spojrzałam wystraszona w jego stronę.
– buntujesz się? Nie chcesz zrobić tego o co Cię poproszę? Nie chcesz żebym poczuł, że robisz coś tylko dla mnie?
Prawda jest taka, że nie robię tego dla niego, a dla siebie. Chcę spełnić swoją fantazję.
– przecież spełnisz swoją fantazję…
Okropny! Podły… Paskudny!
Okropna! Podła… Paskudna!
– jak możecie mi to robić? Oboje uknuliście to!
Roześmiał się.
– owszem, tak miało być. Prawie tak. Ale Ty się tak uroczo rumienisz, uwielbiam Twój wstyd… Więc chcę spełnić Twoją fantazję, ale nieco w innym stylu. Mało waniliowym stylu Aneto.

Nie wiem. Nie wiem czym jest ów mało waniliowy styl. Ale jeśli przypominał to co zaprezentował na przystani, to ja chętnie. Ufam mu, czuje się przy nim bezpieczna. W zasadzie mógłby zrobić ze mną chyba wszystko… Czuję, że ja mogłabym zrobić dla niego niemal wszystko…

****

– jutro ją wypiszemy. To nic poważnego na całe szczęście. Chyba ma sporo stresu ostatnio. – Pani doktor spojrzała na Karola.
– dostanie zwolnienie? – Zapytała Kamila opierając się o ścianę w mało kobiecy sposób.
– tak oczywiście. Zwolnienie, a nawet i receptę. Po obchodzie jeśli ordynator nie zakwestionuje decyzji o wypisie, będzie mogła się zbierać do domu. – Ponownie spojrzała na Karola. – Proszę się nią dobrze opiekować.
– tak, oczywiście. Jest dla mnie niczym róża dla Małego Księcia.
Lekarka popatrzyła smutno na śpiącą Anetę i szybko dodała.
– jest taka blada, jakby zamknięta w wieży czekała wiele lat na swojego Małego Księcia. Idźcie już, niech śpi spokojnie. Powiem pielęgniarką, żeby do niej zaglądały co godzinkę.

Półprzytomna, ale świadoma, że zaraz zostanę sama wyszeptałam:
– nie zostawiaj mnie… nie rób mi tego kolejny raz. Błagam Cię.
– dobrze.
la kajira.
– nie, nie mów tak. Nie. Ja tego nie chcę tego – nie chcę o tym teraz decydować. Pogadamy o tym jak nabierzesz sił. Ale zostanę z Tobą jeśli mi pozwolą.