Obudziłam się rano z opuchniętą twarzą i pokaźnymi workami pod oczami. Na moje szczęście była sobota, więc błogie lenistwo i nie wychylanie nosa poza łóżko było zbawienne.
Nie dane mi było. Przecież kotu trzeba dać jeść. Władca już o ósmej rano domagał się miaucząc donośnie swojego śniadania mistrzów. Nie wiele myśląc rzuciłam w niego jaśkiem co dało mi jakieś trzydzieści minut względnego spokoju.

Spojrzałam na telefon.
Trzynaście nieodebranych połączeń od Lidii. Jedno od Karola?. Dwie pozostawione wiadomości głosowe. Trzy sms’y, jeden od Karola, jeden od Roberta oraz jeden z reklamą od mojej sieci.
Nie odsłuchując wiadomości, oddzwoniłam do Lu.

– hej, dzwoniłaś?
– martwiłam się…
– nic mi nie jest.
– skurwysyn przegiął.
– mhm, może troszkę.
– troszkę? Zerwałam z nim.
– co? Dlaczego?

– to nie jest rozmowa na telefon.
– proponujesz spotkanie?
– wątpię, abyś chciała do mnie przyjechać…
– tak masz rację. Ty wpadnij do mnie.
– ok. Będę za jakieś dwie godziny.
– oki. Czekam.

Rozejrzałam się po mieszkaniu. Dwie godziny na ogarnięcie tego tygodniowego syfu to trochę mało, ale dam radę.
Od czasu gdy Robert był moim hmmm… a może nadal nim jest? Przypomniawszy sobie, obecność sms’ów od dwóch bliskich – że tak ich nazwę – moich znajomych, sięgnęłam ponownie po telefon.

Dzwonił do mnie Robert.
Powiedział, że chyba przegiął.
Nie tak miał się Tobą zaopiekować podczas mojej nieobecności…
Wszystko w porządku? Nic Ci nie jest?
Zadzwoń do mnie proszę. K

Zaopiekować? Mną? Ale jak to tak? Co się kurwa dzieje! Nieco wkurwiona odpisałam.

Bywało lepiej, ale nic mi nie jest.
A.

Ciekawość mnie zżerała co napisał mi Robert. Po wysłaniu sms’a do Karola szybko przeskoczyłam do nie przeczytanej jeszcze nowej wiadomości.

Wybacz, poniosło mnie.
To się więcej nie powtórzy.
R.

Sarkazm, aż cisnął mi się na usta…

Poniosłam karę za nieposłuszeństwo, nauczyłeś mnie, że suka robi zawsze to czego chce od niej jej Pan. Zasłużyłam na nią. Oczywiście masz rację, więcej się to nie powtórzy, ponieważ nie będziesz miał okazji mnie ukarać nigdy więcej… to jest moment, w którym ja mówię nie.

Po chwili dostałam odpowiedź.

Czarna perło… nie odchodź… proszę…

A pierdol się idioto! Ze złością cisnęłam telefonem na łóżko trafiając oczywiście w jego rusztowanie. Czego efektem była szybka ewakuacja zaspanego Władcy z mojego jaśka.

Zostało mi może półtorej godziny. Wskoczyłam szybko w dres i z prędkością światła ogarnęłam to co raziło najbardziej moje oczy. Potem wskoczyłam pod prysznic. Nawet nie zauważyłam kiedy rzeczone dwie godziny minęły, a już Lidia pukała do mych drzwi w bloku, bo oczywiście domofon spieprzony i drzwi od klatki na oścież zostawione…

Chwila czułości, uściskania popłakiwania i pocieszania. Chyba ona to bardziej przeżyła niż ja. Co prawda to ona została z nim w mieszkaniu…

– chcesz kawuni? – zapytałam zadziornie. Kawunią nazywałyśmy kawę z prądem.
– nie, lepiej nie. Dżentelmeni nie pijają przed dwunastą. – uśmiechnęła się zagadkowo.
– ale przecież my nie jesteśmy…
– tak masz racje. Ale jak już to dawaj walniemy wino. – Mówiąc to wyciągnęła ze swojej torebki dwie butelki czerwonego Carlo Rossi. – Wiem. – Roześmiała się. – Mała, ale za to bardzo pojemna.

Wyjęłam z szafki kieliszki do wina i rozlałam.
– opowiadaj.

****

– Gdy wyszłaś, On wpadł w szał. Dotarło do niego co Ci zrobił. Wpierw zdemolował mi kuchnię, wyżywając się przy okazji na mnie… Potem porwał za telefon i zadzwonił do Karola. Było po pierwszej w nocy gdy skończył z nim rozmawiać. Na jego twarzy było widać ból i dezorientację. Powiedział mi wtedy, że Karol go prosił przed wyjazdem, żeby się Tobą zaopiekował.

Chwilę się zamyśliła, a ja otworzyłam drugą butelkę. Po chwili zaczęła dalej opowiadać.

– Zorientowałam się, że to gra między Karolem, a Tobą. Robert był tylko narzędziem… tak jak i ja. Tyle, że ja byłam tego nieświadoma…

Zamilkła pociągając spory łyk ze swojego kieliszka. Milczała.

– Nie jestem zła. Nawet nie jestem zszokowana już… – Powiedziałam, aby dodać jej otuchy.
– Nie chodzi o Ciebie, a o mnie. – Westchnęła. – Jesteś dla mnie zbyt cenna Aneto. Zbyt wiele mnie z Tobą łączy. Wtedy… Wtedy poczułam przypływ agresji. Wykrzyczałam mu prosto w twarz co o tym wszystkim myślę. – Spuściłam głowę na dźwięk tych słów. – Potem… Kazałam mu się wynosić z mojego życia. Byłam zapłakana. Poniosły mnie emocje. Ale zrozumiałam, że to co było między mną, a nim nie było tym czego oczekiwałam.

Spojrzałam na nią z niedowierzaniem.

– A Ty? Czego Ty oczekujesz Aneto?
– Nie jestem pewna…
– Jak to?
– Po prostu nie wiem… Nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie.
– To odpowiedz sobie na inne. Jaka jesteś? Od czego i do czego zostałaś stworzona?

Patrzyłam na nią z miną zbitego psa. Wstałam i sięgnęłam do szafeczki nad lodówką wyciągając kolejną butelkę wina.

– Greckie pół-słodkie, może być? – Pokazałam Lidii butelkę Imiglikos’a. Ta z uznaniem pokiwała głową.
– Więc? Jaka jesteś?

Zapatrzyłam się na Władcę wylegującego się na parapecie wpatrzonego w otchłań przestworzy za oknem…
Pytanie Lu rozbrzmiało w mojej głowie.

– submisywna. Jestem submisywna.
– Świetnie. Jaki masz cel?
– moim celem jest dawanie radości przeze mnie wybranej osobie, której zaufam i której jestem w stanie ofiarować w geście poddania nie tylko swe ciało ale – a przede wszystkim – i mój umysł. Celem jest danie satysfakcji na poziomie wielopłaszczyznowej relacji, nie oczekując tak na prawdę niczego w zamian prócz uznania, szczerości i poczucia bezpieczeństwa…ale także akceptacji i zrozumienia.
– Więc od czego jesteś?
– Skoro pytasz mnie od czego jestem i do czego zostałam stworzona to myślę, że powyższe słowa w moich oczach odnoszące się do mojej submisywności będą najlepszą odpowiedzią na Twoje pytanie.
– Dlaczego tak uważasz?
– Bo to daje mi szczęście.
– Więc robisz to dla siebie?
– I tak i nie. Sprawianie nawet nieerotycznej radości osobie, którą lubię i na której mi zależy, gdy ta osoba docenia to co robię i w jaki sposób… wtedy daje mi to satysfakcję.
– Czyli?
– Czyli inaczej mówiąc – szczęście i poczucie wysokiej wartości. To poprawia moją pewność siebie. To buduje mnie psychicznie i kształtuje mój charakter. Czuję się potrzebna, czuję że robię coś dobrego.
– Więc kim jesteś?
– hmmm, uległą kobietą?
– Nie. Jesteś suką.
– Ale przecież nie ma suki bez Pana.
– Paradoks. Suką się jest, a nie bywa. Zgodzisz się ze mną?
– Tak. Ale… To Pan wydobywa z uległej sukę.
– Owszem, ale spójrz prawdzie w oczy… to od suki zależy, którego Pana wybierze. Pamiętaj su, to Ty masz władzę. To od Ciebie wszystko zależy. Czujesz to?
– Chyba tak.
– Świetnie, więc teraz powiedz to. Kim jesteś?
– Jestem suką.