– masz przesrane. – Usłyszałam nad sobą.
Pierwszy odruch – paść na kolana i w akcie błagania o wybaczenie całować Go po stopach! Ale… Buty! Dobrze więc buty.
Pałam wystraszona na kolana przed nim. Zbliżyłam twarz do jego stóp…
– precz suko! – odsunął mnie nogą od siebie. – Jestem niezadowolony z Ciebie! Zawiodłem się na Tobie! Nie jesteś godna aby lizać moje buty! Więc nie myśl, że tym mnie ułaskawisz. – Chwycił mnie za włosy. Ja już byłam w psychicznym transie poddając się, zgadzając się na to co mnie czeka.
– nie, szmato. Chłosta to nie będzie dobre rozwiązanie. Nie zapamiętasz lekcji. Lekcja posłuszeństwa numer jeden. Suka robi to czego zażąda Pan! Powtórz.
Mocny chwyt, podciągnięcie głowy na wysokość zadania.
– … – cisza, odgłos siarczystego policzka, aż skóra topi się pod ogniem uderzenia, aż stapia się ze skórą ręki, która bije…
– powtórz!

– suka robi to czego zażąda Pan. – wyszeptałam ze łzami w oczach.
– teraz zajmiemy się łazienką. Marsz do kibla! Czekaj tam na mnie.

Poszłam więc w stronę łazienki przez chwile mając pokusę wybiegnięcia w stroju pokojówki z rozczochranymi włosami na klatkę schodową i błagając o ratunek krzyczeć.

Oh Anetko, naważyłaś sobie piwa nieposłuszeństwem – teraz jak grzeczna dziewczynka wypijesz to piwo!

Klęcząc na zimnych i twardych kafelkach łazienki, bądź co bądź dosyć ciasnej czekałam na wymierzenie kary. Miałam przeczucie, że będzie to coś mocnego, ale nie do końca wiedziałam co.
Co mógłby mi zrobić? Dałby szczoteczkę do zębów i kazał by szorować fugi? Nie to nic strasznego…

Robert wszedł do pomieszczenia, dwie osoby to stanowczo za dużo jak na ten metraż.
– upodlę Cię do granic możliwości, zapamiętasz tę lekcję. Nie będę Cię karał cieleśnie, bo to do Ciebie nie trafi.
– dobrze Panie Robercie.
– dobrze? Ty w ogóle nie jesteś pokorna. Nie dociera do Ciebie czym jest posłuszeństwo. Nie zrobiło to na Tobie wrażenia?
– jestem, dociera do mnie. Wybacz mi Panie moją niefrasobliwość.
Robert bez ceregieli rozpiął pasek. Pomyślałam, że będzie chciał zerżnąć mnie w usta, albo będzie kazał mi obciągnąć bez użycia rąk, ale On usiadł na kiblu!
Przyciągnął moją głowę między swoje kolana.
– teraz zadowolisz Pana oralnie. – Znalazłam wygodną pozycję ale… – Ręce z tyłu szmato – ujęłam jego kutasa w usta. Przycisną moją głowę tak, że brakowało mi tchu.
– ręce z tyłu! – Krzyknął, dał złapać mi oddech.
– nauczę Cię posłuszeństwa i pokory! – Znów złapał mnie za głowę i przytrzymał. Usłyszałam stęknięcie, poczułam zapach kału. Zrobiło mi się niedobrze, słabo wręcz, wstyd… O kurwa mać.
– śmierdzi prawda? Nie wstyd Ci suko? Wąchaj gówno swojego Pana!
Zapach, poziom poniżenia był tak duży, że zaczęła mi się wracać ryba, którą zjadłam. Po chwili odruch wymiotny na sucho, zaraz po nim kolejny. Cały czas Robert trzymał mnie za głowę, jeszcze bardziej przyciskając ją do swojego kroku.
Zwymiotowałam.
– teraz to zliżesz! Do czysta! Podłoga, kibel, moje buty!

W amoku, jakby w transie zrobiłam bez słowa to czego żądał.
– co suka robi?
– suka robi to czego zażąda Pan.
– czego się nauczyłaś?
– suka robi to czego zażąda Pan.
– nie o to pytam idiotko, pytam czego nauczyła Cię ta lekcja.
– pokory i posłuszeństwa Panie.
– możesz wstać z kolan i posprzątać to w cywilizowany sposób, chociaż i tak uważam to za zbytek łaski wobec tak nierozważnego Twojego zachowania. Skończysz to wyjdź. Zejdź mi z oczu. Nie chcę Cię widzieć!
– jak sobie życzysz Panie.

Po sprzątnięciu, ubrałam się w swoje rzeczy i bez słowa wyszłam.
W szoku wróciłam do domu, padając wyczerpana psychicznie na łóżko.
Wpatrzona w czerwień ścian, tępe spojrzenie, piasek w oczach i łzy.
Z najczarniejszej dziury wyszedł Władca mojego mieszkania i jak to koty mają w zwyczaju zaczął się łasić.
Tej nocy uświadomiłam sobie, że Robert nie jest tą osobą której chciałabym ofiarować całą siebie.
Ale postanowiłam tę myśl przespać, albo jak się to mówi „rozchodzić”.
– dobranoc Władco! – wyszeptałam.
– miau. – odpowiedział mi kot.