Zgodnie z ustaleniami pomiędzy mną a Robertem, pojechałam do mieszkania Lidii, po drodze zachodząc do sklepu po składniki.
Długo się zastanawiałam co mogłabym zrobić na tę kolację, której oczekiwał ode mnie Robert z Lu.
Potrawa musiała być łatwa w przygotowaniu i trudna do spieprzenia. Chociaż z moim talentem co do gotowania wszystko mogło się zdarzyć.
Mój wybór padł na prostego w przygotowaniu łososia zapiekanego w folii. Jedynie co to trzeba uważać, żeby nie przypalić ryby. Kupiłam więc płat łososia, cebulę, czosnek i kilka ziół. Reszta była już u Lidii, ale nie chcąc zdradzić co to będzie nie pytałam o konkretne rzeczy.
Nie wydałam nawet tak dużo jak z początku myślałam. Zadowolona z udanego zakupu skręciłam w prawo za blok by przejść przez osiedlowy skwerek i szybciej dostać się do klatki Lu.

****

Stałam chwilę przed drzwiami do mieszkania. Czułam lekki niepokój… jakby coś ostrzegało mnie przed wejściem do mieszkania. Bałam się. Nawet nie wiem czego.
Pierwszy raz mieliśmy się widzieć we troję od czasu ostatniej wspólnej zabawy.

Zamknęłam na chwilę oczy, odetchnęłam i zapukałam.
Drzwi otworzyła mi Lidka.

– cześć kochana! – Ucałowała mnie w oba policzki i zabrała siatki.
– cześć, gdzie jest Robert? – Zapytałam zmieszana brakiem jego osoby.
– poszedł oporządzić psa. – Odetchnęłam z ulgą dowiedziawszy się, że nie będzie Brutusa z nami. – Masz, – podała mi papierową torebkę – zanim zaczniesz pichcić włóż to na siebie.
– co to jest?
– zobaczysz.

Zabrałam torebkę i poszłam do sypialni przy okazji zostawiając tam swoje rzeczy na zmianę.
Zajrzałam do środka.
– no chyba żartujesz! – rozbrzmiał słodki chichot z kuchni. – Poważnie? Mam to włożyć?
– tak. Taka jest wola naszego Pana.

Wzruszyłam ramionami i wyjęłam z torebki kłusy strój pokojówki. Miękka czarna i dosyć krótka sukienka z bufiastymi rękawami wykończona marabou w kolorze słodkiej bieli. Dodatkowo pod sukienkę należało założyć tiulową „haleczkę”. Kiecka ledwie zasłaniała pośladki.
Do kompletu był dołączony fartuszek wykończony koronką, również koronkowa podwiązka ozdobiona słodką kokardką oraz przepaska na głowę.

– w trzeciej szufladzie po prawej znajdziesz jeszcze zakolanówki i bieliznę do kompletu.
– mhm – mruknęłam, odruchowo robiąc dziwną minę sięgając ręką do szuflady. – O KURWA!!! – krzyknęłam.
– słodkie prawda!?

Miałam w ręku jedwabne pończochy 3/4 pas oraz bieliznę stylizowaną na „stare dobre dzieje”. No nie powiem – daje radę. W dotyku super. Przebrałam się szybko w naszykowane wdzianko nie zdając sobie sprawy w co się właśnie pakowałam.

– słodko wyglądasz. – Uśmiechnęłam się od ucha do ucha, widząc jak sprośny uśmiech na twarzy zbliżającej się Lidii. – Jeszcze tylko poprawiłabym odrobinkę to… – sięgnęła dłonią pod tiulową haleczkę.

– dziewczyny! – Krzykną Robert stojąc i gniewnie się we mnie wpatrując.
Obie, aż podskoczyłyśmy.
– pozwoliłem? – spojrzałyśmy po sobie w popłochu wiedząc i całym ciałem czując co nas czeka.
Byłam przerażona, bałam się rattanu w jego rękach. Do oczu napłynęły mi łzy ze strachu.

– Lu, a Ty na co czekasz?
– tak Panie, już idę. Poprawiałam tylko…
– nie interesuje mnie to co poprawiałaś. Interesuje mnie dlaczego nie jesteś przygotowana do swojej roli?
Roli? Jakiej Roli?

****

Lidia zniknęła w ciemnych zakamarkach swojego mieszkania, a ja się zabrałam przebrana w sprośne ciuszki za przygotowywanie łososia. Sięgnęłam do dolnej szafki, aby wyciągnąć oliwę, z szuflady wzięłam folię.

Ze stojaka wybrałam nóż do filetowania ryb i pozbyłam się skóry cienko ją odkrawając. Gdzie ja… a tutaj jest. Przelałam sobie trochę oliwy do miseczki. Ciekawe gdzie cebula? O! Obrana i pokrojona w talarki, obrany czosnek posiekany – kochana Lu.

Zanurzyłam palce w oliwie, przeciągnęłam po jednej stronie ryby, położyłam kilka krążków cebuli, dałam trochę czosnku, pieprz, sól, oregano i bazylia. Miałam przez chwilę pokusę aby położyć listki z krzaczka, ale doszłam do wniosku, że to nie jest dobry pomysł – spali się jak nic i nici z kolacji.
Z drugą stroną fileta zrobiłam oczywiście dokładnie to samo, zawinęłam w folię i odłożyłam na talerzyk, który stał z boku. Wzięłam się za kolejną porcję ryby.

Poczułam znajome łaskotanie pod kolanem. Zatrzęsły mi się ręce. Ryba wyślizgnęła mi się i z mlaśnięciem upadła na folię z oliwa i przyprawami. Chciałam się odwrócić…

– Panno Aneto! Proszę nie przerywać swojej pracy. – Odezwał się stanowczym głosem Robert nie przerywając pieszczenia mojej spragnionej dotyku skóry.

Trudno mi się było skoncentrować na polewaniu oliwą łososia gdy po mojej skórze wędrowało zakończenie palcatu trzymanego przez Roberta.
Gdy wdarł się między moje uda, gdy wprawił miękką skórkę w drgania, gdy trzepot doprowadzał mnie na skraj wytrzymałości jęknęłam przeciągle, a ryba znów z mlaśnięciem wypadła mi z rąk.
Złapał mnie za kark i mocno ścisnął, całe napięcie momentalnie odpłynęło.
– Panno Aneto! Prosiłem aby nie przerywała Panna swojej pracy.

Trzęsącymi się rękoma podniosłam ostatni kawałek łososia i zawinęłam go w folię. Natomiast Robert nie ponowił pieszczoty. Gdy tylko odłożyłam rybę na talerzyk odwróciłam się w stronę szafki, w której wiedziałam, że znajdę ryż.
Wyjęłam pudełko Britty. Podeszłam do blatu i kucnęłam, aby wydobyć garnek oraz patelnię grillową.
– nie tak Panno Aneto. Proszę się schylić.
Nie protestowałam, wiedziałam że to będzie bez sensu.
Wyprostowałam się i na prostych nogach schyliłam.
Usłyszałam świst i już wiedziałam, że zaraz zapiecze.
– proszę tak zostać póki Pannie nie pozwolę kontynuować pracy.
Zaciskając palce na drzwiczkach od szafeczki widziałam jak sinieją. Mimo wszystko starałam się nie wydawać z siebie żadnego dźwięku. Nie wiem ile razy dostałam przestałam liczyć przy 47, bo z każdym nowym uderzeniem siła była coraz większa. Robert przestał w momencie gdy zaczęły drżeć mi nogi, a z oczu pociekły łzy.
– proszę teraz ładnie podziękować Panno Aneto.
Przeszła mi ochota na jedzenie, mimo że nie jadłam zbyt wiele.
– czekam.
Zaskakujące, nie czułam, że chcę podziękować… ale musiałam, więc klęknęłam przed swym Panem i ucałowałam wystawioną dłoń trzymającą palcat, którym na odchodne przeciągnął jeszcze po mojej twarzy. Byłam zapłakana, czułam się… sama nie wiem jak się czułam, ale na pewno czułam, że to co zrobił było złe.
Skóra na udach i pośladkach paliła. Zapłakana podniosłam się z kolan i wróciłam do swoich zajęć.

Coś zamiauczało za moimi plecami. Kot? Lidia nie ma kota.
Odwróciłam się i zobaczyłam kobietę kota.
Czarny lateksowy strój z wycięciami tu i ówdzie, puchate uszy i plug analny wetknięty w Lidkowy zadek z uroczym futerkiem. Wyglądała rozkosznie.
Nalałam jej do spodeczka mleka i postawiłam na podłodze. Ta po chwili zaczęła się ocierać o moje łydki.

Ryba już dochodziła – czuć było po zapachu.
Robert zażądał aby kicia dostała tylko rybkę, podrobioną i w miseczce. Sam zjadł w salonie, a mnie przy okazji obsłużenia go kazał paść na kolana i potraktował jak stolik obiadowy, samej nie dając nawet spróbować tego co sama zrobiłam.

Gdy skończył wstał i powiedział.
– Panno Aneto, proszę dokończyć sprzątanie na pokojach. – Po chwili dodając. – Łazienkę też proszę dobrze wyszorować. Przyjdę sprawdzić.
Zabrałam talerz do kuchni, ukradkiem zjadłam samego łososia – był idealny, odpowiednio doprawiony idealnie zostawiając posmak pomarańczy z którym go podawałam.

– Panno Aneto!
O kurwa – pomyślałam, chyba mam przesrane…