Robert właśnie kończył posypywać swoją porcję parmezanem, gdy wyłoniłam się niepewnie z pokoju łowiąc wzrokiem leżącą sukienkę w przedpokoju.

– wiem, że tam stoisz. Czuję Twoje perfumy Aneto.
– mhm… nie odwracaj się – powiedziałam czując się zażenowana.
– nie przesadzaj. Widziałem Cię już dwa razy, raz Cię nawet rżnąłem, nie pamiętasz już? Nie narzekałaś.
– ja nie pamiętam co jadłam dzisiaj na śniadanie… – odpowiedziałam zdawkowo, a dopiero potem doszedł do mnie sens wypowiedzianych słów.

Chwyciłam w popłochu za sukienkę i uciekłam do pokoju.

– zimne będzie!
– już idziemy Robercie, nie krzycz. – Krzyknęła Lidka wychodząc z pokoju w kompletnym negliżu.

Co jest? Co się dzieje? Stanęłam za rogiem w samej bieliźnie, a w ręku niepewnie trzymałam sukienkę. Obserwowałam co robi Lu.

Lidka podeszła do Roberta, uklęknęła przed nim i ucałowała jego dłoń, po czym wstała, wzięła talerze z kuchennego blatu i przeszła do saloniku.
Sukienka Lidii wypadła mi z rąk. Usta rozchyliły się mimowolnie byłam świadkiem czegoś pięknego… Nigdy nie widziałam tego mimo, że często sama tak robiłam. Karol tego ode mnie wymagał.

Ale chwila. Jeżeli Robert trzyma na smyczy Lu, to dlaczego ona się mnie pytała o animal? Powinna go już znać…

– su. – Zadrżałam na dźwięk tego skrótu. – Chodź bo Ci wystygnie. – Powiedziała Lidka.
– daj jej spokój, musi przetrawić pewnie to co widziała. – Dodał Robert.
Poczułam się bardzo nieswojo. Z jednej strony zazdrościłam Lidii relacji, bo pragnęłam poczuć słodki smak przynależności, a z drugiej byłam zszokowana tym co widziałam. Nie samą sceną, a raczej aktorami, którzy zagrali dwie główne role.
Raz kozie śmierć – pomyślałam i ruszyłam do salonu zostawiając śliczną małą czarną na podłodze.

Robert nawet na mnie nie spojrzał, za to Lidka pochłaniała mnie wzrokiem.
– dobrze Ci w tym komplecie, ale wolałam Cię nagą w moim łóżku. – na moje usta wpełzł sprośny uśmiech wspomnienia namiętności i delikatności jej skóry. Szybko się zorientowałam jaką minę musiałam im zaprezentować, ponieważ teraz już i Robert na mnie zwrócił uwagę wwiercając się we mnie swoimi piwnymi oczami.

Zmieszałam się.
Nie wiedziałam co teraz nastąpi, ale nic nikt nie powiedział. Dziobnęłam makaron widelcem.
– mmm dobre! – wymruczałam.
– oho kotce smakuje – powiedziała ze słyszalną pieszczotą Lidka.
Robert obrócił się twarzą do mnie. Westchnął i zaczął mówić.
– Aneta, wiemy oboje z Lu, że brakuje Ci wrażeń.
Zapatrzyłam się w talerz i przyspieszyłam wiosłowanie widelcem.
– To nic dziwnego, w końcu minęło już tyle czasu, a Ty dalej jesteś bez…
– pańska – dodałam cicho, ledwo będąc w stanie przełknąć makaron z kawałkiem marchewki.
– pomyśleliśmy – odezwała się Lu – że będziesz chciała w sposób bezpieczny dostarczyć sobie odpowiedniej dawki wrażeń, za którymi przecież tęsknisz.
– to miłe z waszej strony – wyszeptałam – ale…
– to nic zobowiązującego – dodał szybko Robert.
– hmmm – zamyśliłam się – w sumie to nie jest zły pomysł. Przecież mogę robić to na co mam ochotę. Mogę się pieprzyć z kim chce i jak chce.
Lidka rozpromieniała.
– Ty się tak nie ciesz Lu – skarcił Lidkę.
– przepraszam proszę Pana. To się nie powtórzy już.
– zresztą porozmawiamy później, czeka Cię kara za to co zrobiłaś jak poszedłem po Brutusa, przecież wiedziałaś, że nie mogę go zostawić samego na całą noc.
– tak Panie – Lidka zachowywała się jakby była w transie. Przypatrywałam się temu i strasznie mnie to podniecało. Kręciło mnie to, że jest tak posłuszna i oddana względem Roberta.
– chyba, że ktoś inny wymierzy Ci karę – Lu podniosła raptownie głowę, spojrzała na swojego Pana po czym szybko przeniosła błyszczące spojrzenie na mnie. Ależ była podniecona, nigdy nie widziałam jej w takim stanie. Jej twarz radykalnie się zmieniła, jej oczy pociemniały i błyszczały niczym dwie gwiazdy obserwowane na niebie poza miastem.

Robert się nawet nie obrócił. Patrzył cały czas na Lidkę, która już zmieniła wysokość z sofy na podłogę opierając dłonie na kolanach Roberta.
– chciałabyś tego Lu?
– chciałabym Panie.
– a Ty Aneta?
– ale co?
– chciałabyś wymierzyć karę Lidii?
Zbladłam. Nie wiedziałam czym dla Lidki byłaby kara. Nie znałam jej aż tak dobrze, nie wiedziałam czy czasem chłosta nie sprawiłaby jej przyjemności. Ale przypomniałam sobie, jak pytała mnie o animal. Jego się bała.
– Brutus – wyszeptałam.
Lidka zbladła. Robert się roześmiał.
– Brutus – powtórzył i złapał Lidkę za włosy i pociągnął ją, aż ta krzyknęła – chcesz poczuć psiego kutasa? Wiem, że nie chcesz. Boisz się. Zgadzasz się na taką karę? – Po policzkach Lu popłynęły łzy znacząc czarną smugą skórę. Świeżo poprawiony makijaż diabli wzięli. Wiedziałam, że nie sprzeciwi się. Wiedziałam, że nie da rady. Zrobiło mi się jej żal.
– Nie, to będzie za mocne dla niej – powiedziałam.
– Wiem, ale ona uwielbia być poniżana…
– to tym bardziej nie będzie to dla niej odpowiednio kształcąca kara.
– jakbym słyszał Karola – spojrzałam się wymownie na Roberta.
– gdzie masz te zabawki, które przyniosłeś ze sobą?
– na stole kawowym w kuchni.
Poszłam we wskazane miejsce. Na blacie prócz tego co widziałam w rękach Roberta całkiem nie tak dawno, kiedy ten nakrył mnie i Lu na intymnych pieszczotach – znalazłam pakuneczek. Coś zawiniętego w wilgotny materiał. Rozbudziła się moja ciekawość. Domyślałam się co to jest, skoro szmata była wilgotna to w środku musiała być trzcina ratanowa.
Drżącymi rękami odwinęłam materiał. Moim oczom ukazały się trzy zupełnie gładkie różnej długości jasno kremowe patyczki. Zamknęłam oczy i wyciągnęłam rękę aby poczuć na swojej skórze gładkość ratanu.

– co robisz? – aż podskoczyłam na dźwięk głosu Roberta, który stanął zaraz za mną. Czułam ciepło bijące z jego ciała. Oparł się dłońmi o stół w taki sposób, że ja stałam pomiędzy nim, a kuchennym blatem.
– oglądam – szybko odpowiedziałam.
– trzciny nie widziałaś?
– nie… nigdy. Karol…
– no cóż, wiem co lubił, a czego nie lubił Karol. – Czułam, że Robert się uśmiechał z sentymentem – Przyjaźnimy się przecież. – Ciekawe jak wiele wiedział, jak wiele szczegółów mojej relacji z Karolem ten mu wypaplał. Poczułam w sobie złość, wręcz nienawiść.
– dobrze, wybrałam zabawkę. Możemy wracać. – Sięgnęłam po palcat i po trzcinę.
– nie, jeszcze nie. – Obróciłam się twarzą do Roberta, pośladki oparłam o kant stołu. Widziałam jak się pochyla, czułam coraz większą bliskość jego ciała. O ja pierdole… Sięgnął po coś z blatu.
– nie zrobię nic w brew Twojej woli – wyszeptał, a ja czułam, że nie ważne co to by było… Pragnęłam poczuć smak tej jedynej w rodzaju satysfakcji. Spojrzałam na niego.
– wiem. Ufam Ci. Nie pierwszy raz z resztą. – Uśmiechnął się i pokazał mi co trzymał w ręku.
Cienki skórzany pasek z kółkiem, najzwyklejsza obroża dla psa. Rozszerzyły mi się oczy z podziwu. Piękny wiśniowy kolor skóry gdzieniegdzie połyskiwał cyrkoniami i metalowym kółkiem.
Zamknęłam oczy w akcie przyzwolenia, oczekując aż Robert odgarnie mi włosy i zapnie na mojej szyi obrożę. Jednak to nie nastąpiło. Ze zdziwieniem spojrzałam w jego twarz.
– cóż – powiedział – nie zapnę Ci jej.
– dlaczego? – oburzyłam się i podniosłam głos z wielkim żalem pytając.
– pytasz dlaczego?
– tak – westchnął.
– dlatego, że dla mnie to symbol. Symbol przynależności. A Ty nie jesteś moja, nigdy nią nie byłaś. Chociaż w moich oczach z całym szacunkiem zasługujesz na to.
– przepraszam, nie wiedziałam, że to ma tak wielkie znaczenie.
– nie mogłaś wiedzieć, Karol nie mówi takich rzeczy swoim submisywnym kobietom.
– rozumiem to, muszę to zaakceptować. – Uśmiechnął się sprośnie.
– chyba, że chcesz. Byłby to dla mnie ogromny zaszczyt…
– dlaczego?
– bo znasz swoją wartość Aneto. Jesteś jak ta czarna perła, wyjątkowa i piękna gdy znajdziesz ją w kupie śmierdzącego mułu na dnie oceanu.
Oh Kurwa! Bo się zakochasz! Jaki poetycki ten Robuś. Nie no, nie wytrzymam!
No i nie wytrzymałam – parsknęłam śmiechem.
– doceniam chęci Robercie. Ale dobrze mi tak jak jest teraz. – wzięłam z jego ręki wiśniową obróżkę i zapięłam ją na swojej szyi.
– świetnie pasuje – dotknął dłonią obroży, wsunął palec pod skórzany pasek i pociągnął do siebie. – Żebyś lepiej się czuła i czerpała więcej przyjemności z ulegania wobec mnie… – urwał, po czym pociągnął w dół zmuszając mnie do uklęknięcia u jego stóp.
– nie stawiaj oporu – powiedział – ja jestem inny niż Karol. – Tak. Był inny, przede wszystkim wkładał więcej siły i w chłostę i w rżnięcie.
– otwórz usta – spojrzałam w górę i zrobiłam to o co poprosił. Taka prosta czynność… A miałam wątpliwości czy właściwie robię.
Robert sięgnął po nóż ze stojaka i przeciął delikatny materiał bielizny Lidii.
– Lu i tak nie używa już tej części garderoby. Stanik jednak zdejmij sama. – Kiwnęłam tylko głową, dalej mając otwarte usta. Rozpięłam haftki i zsunęłam ramiączka z ramion, podałam mu biustonosz, który Lidka pożyczyła mi gdy przyszłam do niej kilka godzin temu cała przemoczona.
– mmm, piękny widok. – Zarumieniłam się. – teraz wrócisz ze mną. – Przypiąłeś do obroży smycz. Pod usta posunąłeś środkową część palcatu.
– lepsza jest ta dłuższa trzcinka, bardziej poręczna będzie dla Ciebie. – Faktycznie… to ja miałam ukarać Lu. Ale czy będę do tego w ogóle zdolna aby ją uderzyć? Czy potrafiłabym uderzyć kogokolwiek?

Zostałam wprowadzona do pokoju na smyczy i z palcatem w ustach.
– powinienem pokazać Ci jak się tego używa. Rozstaw nogi.
Czułam jak trzcina obijała się między moimi udami. Raz o lewe raz o prawe, znów lewe i znów prawe. Siła stopniowo rosła.
Przestał na chwilę chyba żeby wziąć zamach. Szybki świst i ostry palący skórę ból. Miałam wrażenie, że skóra została rozcięta – piekło cholernie, a sama siła uderzenia i zaskoczenie powaliła mnie aż na brzuch. Krzyknęłam mimowolnie z bólu i zaskoczenia chowając twarz w ręce. Skóra paliła, czułam że pasek po uderzeniu puchnie.
Już wiedziałam, że ten wieczór zostawi na mojej skórze ślady na dłuższy czas.

Robert, pogłaskał mnie po pośladkach.
– ale śliczna – nie wiem co miał na myśli, mój tyłek czy pręgę jaka pulsowała na moim ciele…
Podszedł od przodu i wyjął z moich zaciśniętych zębów swój palcat.
– przepraszam – wyjąkałam widząc ślady zębów na skórze jego dyscyplinki.
– nic nie szkodzi, rzadko go używam. Przyniosłem go specjalnie dla Ciebie, gdybyś miała ochotę. – Uśmiechną się chytrze.
– nie, dzięki. Ten jeden raz mi wystarczy na kilka miesięcy chyba.
– wiem, nie jesteś przyzwyczajona. – Położył rękę na mojej głowie, a ja zdałam sobie sprawę, że Karol w zasadzie nigdy mnie mocno nie bił. – Trzymaj – wręczył mi ratanową trzcinkę, spojrzałam w stronę Lidki, patrzyła w podłogę z dłońmi ułożonymi na udach. Boże jaki to piękny widok, nie zdawałam sobie kompletnie z tego sprawy. Zdjęcia czy filmy nie oddają tego. – Wyczuj ją wpierw – powiedziałeś ledwo słyszalnym szeptem – pamiętaj, nie chcesz jej skrzywdzić, stopniuj siłę uderzeń. Jeśli chcesz wywołać większy ból traf w to samo miejsce. – Dodałeś nieco głośniej.

Wstałam, złapałam drugą ręką za czubek trzciny. Jezu! Jakie to cholerstwo elastyczne! Machnęłam, sprawdzając jak bardzo się wygina. Boże – pomyślałam – im większa siła, tym na większym odcinku trzcina dotknie skóry. Pomyślałam o pręgach – jakby wyglądały na śnieżno białej skórze Lidii, przekrzywiłam głowę przyglądając się jej plecom.

– na co czekasz? – Przywarł do moich pleców, łapiąc rękoma za biodra. – Widzę, że nie wiesz jak się do tego zabrać, a może się boisz? – Miał rację. Nie wiedziałam jak się do tego zabrać, wizja wiśniowych śladów była kusząca, ale z drugiej strony nie chciałam stracić przyjaciółki. – Pokażę Ci więc. – Wyrwał mi trzcinę z dłoni puścił moją skórę.

– wstań – Lidka zrobiła to o co prosił Robert – przyjmij pozycję do chłosty. – Lidia odwróciła się do nas plecami i podeszła do ściany salonu. Stanęła jakieś pół metra od ściany i oparła się dłoniami o nią. – Na co czekasz? Prowokujesz mnie, abym to ja wykonał chłostę na Tobie? – Lu zachichotała cichutko – co Cię tak bawi masochistko moja?
– wybacz, to się nie powtórzy.
Błyskawiczny świst i chlapnięcie ratanu w kontakcie ze skórą pośladka.
O KURWA! Nawet nie pisnęła.
– nawet nie pisnęła – powtórzyłam na głos szeroko otwierając oczy ze zdumienia.
– bo wie, że za każde poruszenie się lub krzyk dostanie 10 razów więcej.
– no nie wątpię w to.
Podał mi trzcinę.
Popatrzyłam na Lidię, popatrzyłam na ratan leżący w mojej dłoni.
– Lidka… – Powiedziałam – chcesz tego? – znów odpowiedziała mi cisza. Rosła we mnie agresja. – Kurwa, odpowiadaj jeśli zadaję Ci pytanie. Nie życzę sobie abyś mnie ignorowała. Zadam Ci ostatni raz pytanie. Chcesz tego? – Czułam na sobie wzrok Roberta. Przy mojej nodze pojawił się Brutus, nie wiem skąd. Ale czułam ciepło jego futra.
– tak, pragnę tego proszę Pani. Teraz już bardzo tego pragnę. Błagam Panią o wybaczenie.
Zbladłam, Brutus zniknął. A we mnie dalej wrzało. Podniosłam rękę biorąc zamach i już miałam… – Nie – pamiętasz co mówiłem? Nie dam Ci zrobić jej krzywdy.
Oszołomiona spojrzałam na niego. – Tak, przepraszam. To się więcej nie powtórzy Panie. – Wyrecytowałam odruchowo.
– nooo, to było zaskakujące i imponujące zarazem. – Powiedziałeś patrząc to na mnie to na Lu, która nie ruszała się z miejsca. – Jestem zaintrygowany, działaj. Ja sobie popatrzę. – Na odchodne Robert klepną mnie w tyłek i odszedł na sofę siadając wygodnie.

Podniosłam trzcinę z podłogi. Podeszłam bliżej.
– chcę Cię słyszeć. – Powiedziałam, łapiąc ją za włosy i okręcając sobie je wokół dłoni – licz głośno i dziękuj za każdym razem. – Dodałam.
– dobrze Pani Aneto.
Nie starczyło mi czasu, żeby się zastanowić nad sensem wypowiedzianych przeze mnie słów.
Wprowadziłam koniec patyka w drganie. Zgodnie z własnym wspomnieniem zaczęłam od delikatnych szybkich uderzeń, aby po chwili przestać, widziałam jak jej pośladki przygotowują się na uderzenie zaciskając mocno mięśnie. Postanowiłam ją oszukać. Świst, bez uderzenia. Dźwięk wypuszczonego powietrza z ulgą. Świst, trzask.
– pierwszy, dziękuję Pani Aneto. – Zachęcona reakcją ponownie uderzyłam.
– drugi, dziękuję Pani Aneto.
– trzeci, dziękuję Pani Aneto.

Po jakimś czasie doszłam do 24 uderzenia.
– ten będzie ostatni su.
– dobrze Panie Robercie.
Świst, trzask, jęk.
– dwadzieścia pięć, dziękuję Pani Aneto. – Lidka opadła na kolana, a ja patrzyłam jak zahipnotyzowana na jej pupę pokrytą czerwonymi pręgami.
Boże! Co ja jej zrobiłam… Wtedy ona wstała i podeszła do mnie.
– dziękuję Aneta, to było to co chciałam poczuć. – Przytuliła się do mnie i ucałowała po chwili. Gdy puściła wymamrotałam zmieszana.
– proszę, nie ma za co. – Czułam się dobrze, ale chyba tylko dlatego, że miałam świadomość jej pragnienia. Chciałam jej dać radość…