Zazwyczaj wychodzę z domu do pracy tak, aby zdążyć przed wielką falą ludzi w godzinach szczytu. Ale powiem tak. Chcesz rozśmieszyć Boga? To powiedz mu o swoich planach…

Tego dnia nie dość, że zaspałam to jeszcze kot, którego dostałam od Ciebie zrzucił wazon z ususzonymi różami.

DEJA VU!

Wszystko z wielkim hukiem rozsypało się po kafelkach w kuchni. Cóż zajęło mi trochę uprzątnięcie tego. Myślałam wtedy, że nie ma na co czekać czas szybko mija, a ja jeszcze się spóźnię do pracy.

Z grubsza ogarnięte, kot okrzyczany z wielkim fochem poszedł gdzieś w kąt mieszkania. Wyszłam. W sumie to wybiegłam z mieszkania nie bacząc na to, że tak żwawy bieg może zaowocować zacnym bardzo efektownym wypadkiem.
Hmmm – chwila zastanowienia – tak, jeszcze brakuje tego abym musiała zbierać zawartość swojej przepastnej torebuni zbierać z chodnika lub schodów do metra.

Metro! Właśnie. Najszybszy sposób aby dostać się tam gdzie chce.
Rzadko wybieram ten środek komunikacji miejskiej. Wagony metra się kołyszą, a ja uwielbiam spać w pociągach… Istniało bardzo duże prawdopodobieństwo, że przespałabym stację na, na której powinnam wysiąść.

Nie zdawałam sobie sprawy z tego jak bardzo byłam w błędzie. Ta wycieczka kolejką będzie wyjątkowa.

****

Na stację wjechał już pociąg. Szybko przebierając nogami jak szalona zbiegłam na peron, skacząc z ostatnich trzech schodów. Siłą rozpędu wleciałam w już zamykające się drzwi podziemnej kolejki zatrzymując się na przeciwległych.
Odsapnęłam, niepewnie się rozglądając. Wyjęłam z ukochanej torebki słuchawki i podłączyłam do swojego smartfona, zapuściłam soundtrack z musicalu „Metro”. Ostatnio miałam ochotę na takie smęty. Jeszcze raz rzuciłam okiem na otoczenie w poszukiwaniu wolnego miejsca siedzącego.
Eh – jak zwykle kiedy jadę później nie ma gdzie moich szanownych czterech liter posadzić – mówi się trudno i jedzie się dalej.

Między stacjami lekko przygasło światło w wagonach, ale nawet tego nie zauważyłam, wsłuchałam się w jedną ze swoich ulubionych nut.

Zamknęłam oczy.

Pociąg zatrzymał się na stacji Centrum. Atmosfera zrobiła się nieco gęstsza. Kolejny utwór na smartfonie.
Nie, na to nie mam ochoty. Ale chętnie jeszcze raz odsłucham „Bluzwis”.

Wagoniki znów zatrzymały się. Na Politechnice zawsze wsiada masa ludzi. Znów tłok się zwiększył.
Zatraciłam się w melodii, zapętlając utwór.

Ścisk panował niemiłosierny. Za mną były tylko drzwi. Tyłkiem oparłam się o bok siedzeń. nagle poczułam jak czyjaś ręka dotknęła mojego kolana. Z przerażeniem otworzyłam oczy wyrwana ze stukotu kół muzycznie wirtualnego metra. Rozejrzałam się, nie mogłam się odwrócić. Nie byłam w stanie było tyle ludzi. Ciepła dłoń przesunęła się pod materiał sukienki na kilka centymetrów nad kolano.
Dotyk był dziwnie znajomy, przyjemny, palił skórę – uzależniał. Czułam to już kiedyś. Zapragnęłam więcej. Poddałam się mu.

Palce dłoni wślizgnęły się pod delikatną koronkę moich stringów. Jęknęłam cicho łapiąc się za usta odruchowo.
Boże! Przecież jestem wśród tylu ludzi! Myśl o tak publicznym miejscu… Zaczerwieniłam się, czułam jak moje policzki płoną ze wstydu, zamknęłam oczy czując ogień poniżenia i wstydu, czułam jak wilgotnieje.

Nieustępliwe palce dotykały mnie w najintymniejszym i zarazem najpiękniejszym miejscu jakim dysponuje kobieta.
Po chwili poczułam jak dwa palce wślizgują się we mnie.
KURWA MAĆ! Muszę się ogarnąć, zapanować nad swoimi odruchami. Miałam ochotę odrzucić głowę, odrzucając włosy obnażyć szyję łaknącą pieszczoty.

Pociąg zatrzymał się na kolejnej stacji. Dłoń nie przerywała pieszczoty, dokładając kolejny palec, a kciukiem masując nabrzmiałą kobiecość.

Czułam jak nogi robią mi się z waty, czułam jak drżenie mojego ciała się nasila…
Czułam, że to już za chwilę nastąpi…
Ciężko było mi poddać się temu, bo przecież byłam przyzwyczajona do proszenia o orgazm, o samo przyzwolenie osiągnięcia satysfakcji seksualnej, a tutaj nie wiele miałam do powiedzenia.
Pokusa była większa… Z przerażeniem wyczekiwałam momentu, w którym wykrzyczę słowa wdzięczności.

Chwila! Przecież to miejsce publiczne, wagon metra a w nim pełno ludzi w godzinach największego porannego szczytu.
Nie! Nie mogę dać im poznać… Nie mogę dać JEMU tej satysfakcji…

Fala przyjemnych skurczy przyszła tak nagle, że krzyknęłam. Orgazm był tak intensywny aż ugięły się pode mną nogi.

Mężczyzna stojący przede mną odwrócił się i powiedział:
– najmocniej Panią przepraszam, nie chciałam. Ale sama Pani widzi… Straszny tłok dzisiaj.
– nic nie szkodzi. – Spłonęłam żywym ogniem.

Dłoń znikła.
Kolejna stacja, wagon powoli pustoszał.
Było na tyle luźno, że mogłam się rozejrzeć. Nikt nie wyglądał znajomo…

Pociąg wjechał na stację Służew.
Wysiadłam z wagonu i skierowałam swoje kroki w stronę wyjścia, lekko oszołomiona orgazmem w komunikacji miejskiej odkryłam, że dostałam sms’a.

Miło było znów Cię zobaczyć.
R.

O kurwa!