– Tak, Panie Robercie. Lidia mnie zaprosiła. – Odpowiedziałam wchodząc na klatkę schodową, niezdarnie znacząc ścieżkę mokrymi stopami.
– Mów mi po imieniu.
– dobrze. Więc Robercie, powiesz mi coś więcej o samej imprezie?
– Lidia Ci nic nie mówiła?
– Nie.
– Zobaczysz sama.

Po chwili dojechaliśmy windą na ósme piętro potężnego wieżowca. Robert cały czas się na mnie gapił, to na stopy, to na przemoczone ubranie, to na wystające sutki z pod materiału zielonej sukienki. Było mi zimno, a woda w dalszym ciągu kapała z moich włosów.

Lidka otworzyła drzwi w jednym ręku już trzymając dla mnie ręcznik.
– faktycznie wyglądasz jak siedem nieszczęść – obejrzała mnie od góry do dołu, również zawieszając wzrok na moim biuście, zawstydziłam się.

Lidka mi się podobała i ona doskonale o tym wiedziała, a to stawiało mnie w dosyć niewygodnej „pozycji”. Natomiast z drugiej strony wiedziałam, że ma ciągoty w stosunku do kobiet, ale i zdawałam sobie sprawę, że woli jednak związki z mężczyznami. Dla niej kobiety były tylko i wyłącznie przygodami jednorazowymi. Jednak ja wolałam mieć stale dostęp do jej osoby, niż być jednorazówką, o której się zapomina o poranku biorąc prysznic i pijąc kawę z mlekiem i cynamonem.

– Aneta.
– hmm? – Pochylona wycierałam ręcznikiem włosy.
– śmierdzisz deszczem i wiatrem. Jak jakiś kundel. – Zaczerwieniłam się widząc obleśny uśmiech Roberta. – Wiedziałam, że tak będzie. Przemoczona do suchej nitki. Naszykowałam Ci w łazience pakiet pierwszej pomocy. Idź skorzystać z niego. – Lidka się uśmiechnęła i wskazała mi drogę do łazienki.

****

– halo?
– cześć, Lu nie dojedziemy na czas, ktoś nam oponę przebił na parkingu. Komunikacją będziemy jechać długo, zwłaszcza w deszczu.
– rozumiem, że nie przyjedziecie?
– niestety musimy odwołać nasz przyjazd.
– szkoda, zrobiłam Natalii ulubiona pastę.
– następnym razem Lu, obiecuję.
– no dobra, trzymajcie się.
– trzymamy się, trzymamy.

****

Boże, ciepło strumienia rozpalało moje wnętrze, rozmarzyłam się wspominając seks pod prysznicem.
Rozległo się pukanie do drzwi, po chwili do łazienki weszła Lidka.
– przepraszam słońce.
– nic nie szkodzi, coś się stało?
– będziemy tylko my we troję.
– trudno się mówi.
Usłyszałam, jak na podłogę upada ubranie. Wystraszyłam się.
– przyniosłam Ci inną sukienkę, w tej będziesz lepiej wyglądać. Schudłaś strasznie.
– dziękuję Ci Lidio.
– wiesz, że nie lubię jak tak do mnie mówisz – skarciła mnie surowym tonem.
– przepraszam, Lu.
– tak, właśnie. Tak mówią do mnie przyjaciele.
Wyszłaś z łazienki, ale drzwi od łazienki zostawiłaś uchylone. Skąd to wiem? Czułam przeciąg i słyszałam rozmowę z Robertem.

****

– su strasznie schudła, zauważyłeś?
– tak, zauważyłem. Karol mi powiedział co zaszło. To może mieć na nią wpływ.
– biedna. Wiem co czuje. Też się zakochałam i zostałam porzucona.
– Ty się wiecznie zakochujesz Lidka – Robert pękał wprost ze śmiechu.
– musimy o nią zadbać.
– co masz na myśli?
– coś wymyślę.

****

Sukienka, którą pożyczyła mi Lu, przypominała mi tę ze snu. Mała czarna i skośna. Była zajebista. bardzo dobrze się w niej czułam.

– gdzie Robert? – Zapytałam wychodząc z łazienki.
– wróci za jakąś godzinę, może czterdzieści minut. Mamy chwilę dla siebie.
– pomóc Ci coś przy gotowaniu?
– nie.

Lu wpatrywała się we mnie jak zahipnotyzowana. Wolnym krokiem jak drapieżna kotka zbliżała się do mnie. Ja zaczęłam się cofać.

– Lu?
– mmm
– co robisz?
– nic czego byś nie pragnęła.

Przebiegł mnie dreszcz od czubka głowy, aż po kość ogonową. Czułam jak płynę, czuję jak bielizna od Lu robi się wilgotna. Boże jak ja jej pragnę!

– nie, proszę. Przestań.
– czego się boisz?
– zmian, nie chcę zmian.
– głuptasie… – spojrzałam w podłogę.
– nie chcę.
– dlaczego? Przecież widzę i czuję, że jest inaczej.

Podeszłaś do mnie, cofając się trafiłam na ścianę. ty oprawszy ręce po obu stronach mojej twarzy wyszeptałaś.
– nie traktuję tego jako jednorazówkę su.
Zamknęłam oczy, w geście przyzwolenia rozchyliłam mimowolnie usta. Po chwili poczułam miękkość i smak kobiecych ust. Delikatność i aksamitność pieszczoty językiem – o tak! Tak całują tylko kobiety, boże uwielbiam to – zlizywałaś moje jęki i westchnienia.
– obejmij mnie – szepnęłaś wprost do mojego ucha. Zrobiłam to czego chciałaś. – Nie bój się mnie, nie pogryzę Cię. Chyba, że mi powiesz, że tego chcesz. – Zachichotałam mimowolnie.
Otworzyłam oczy. Wzięłam głęboki oddech napawając się Twoim zapachem, zapachem kobiety…

– pragnę Cię, chcę poznać Twój smak su
– ja pragnę poznać Twój, ale się boję, że przestaniemy mieć ze sobą kontakt.
– su… nie traktuję Ciebie jak jednorazówkę. Zrozum to.

Sama nie wiem jak z przedpokoju trafiłyśmy do sypialni. Sama nie wiem jak do tego doszło, że nasze sukienki niedbale leżały na podłodze…
Sama nie wiem jak do tego doszło, że pozwoliłam się pieścić Lidii. Żadna z nas nie usłyszała jak klucz w zamku przekręcił się, aby otworzyć zasuwę.
Żadna z nas nie wiedziała jak długo Robert stał w drzwiach i przyglądał się moim nagim plecom kiedy to ja z kolei zatapiałam się w smaku Lidii, aż do momentu kiedy się odezwał.
– Aneta… Lidia… dużo nie brakowało, a spaliłybyście kuchnie, a sądząc po tym co widziałem i pewnie pół bloku.
Spłoszona Lidka poderwała się raptownie, zrzucając mnie przy tym z łóżka.
Przy nodze Roberta siedział Brutus.
Kurwa – pomyślałam – ciekawe jak długo się tak gapili.
Skrępowanie ustąpiło ciekawości, gdy zobaczyłam co Robert trzymał w ręku. Palcat, smycz – ale to chyba Brutusa, chociaż nigdy nie widziałam, aby ten chodził na smyczy – obroża? O co chodzi? Małe pudełko pod pachą.

Lidia oparła się na łokciach.
– masz karty? – zapytała Roberta.
– mam, nie tylko karty ale kilka innych zabawek, które nam posłużą.
– ale wydaję mi się, że Aneta nie zna tej zabawy.
– jakiej zabawy? – zapytałam zawstydzona, bo Brutus patrzył się w moją stronę.
– takiej jednej gry karcianej. Ogarnijcie się i przyjdźcie do pokoju. Daję wam 20 minut. Ugotuję drugą porcję makaronu. Brutus. Chodź. – Robert wyszedł, a wraz z nim i jego pies.

– su.
– hm?
– ale ty się słodko rumienisz…
– Karol też tak mówił.
– bo Karol wiedział co dobre, tylko był idiotą.
– … – spojrzałam na Lu – nie mów tak.
– dobrze. Ale powiedz mi jedno. Dlaczego Brutus się Tobą zainteresował.
– oh, Lidka… Nie chciałabym o tym mówić.
– mnie możesz powiedzieć wszystko.
– Brutus mnie pokrył.
– mnie kiedyś miał pokryć, ale się nie zgodziłam, zabrakło mi odwagi. Powiedz było warto?
– tak. Było warto.
– myślałaś kiedyś…
– myślałam. Tak, powtórzyłabym to.

– LASKI!!! – dobiegł nas głos Roberta, który właśnie nakładał nam jedzenie w kuchni.