Moja rozpacz nie znała granic.
Lidka oraz Kamila namawiały mnie abym mimo tęsknoty próbowała zapomnieć. Lidka chciała abym topiła wraz z nią smutki w morzu wódki, bo i ona została sama.
Kamila sugerowała mi abym poszukała kogoś na jednorazowe zabawy.

Mimo kuszących propozycji minął rok, zanim poczułam, że to jest czas kiedy mogę zapomnieć. Kiedy mogę spróbować zaufać komuś innemu.

Znów pojawiłam się na czacie. Znów próbowałam kogoś znaleźć.
Rozmowy cierpkie, ale wśród nich dwie perełki. Obaj pisali w miarę konkretnie, obaj budzili wirtualne poczucie bezpieczeństwa.

Wymienialiśmy maile ponad tydzień. Z każdym z nich rozmawiałam przez telefon. Aż w końcu postanowiłam się spotkać z jednym z nich.

Kamil, starszy ode mnie o 7 lat. Przystojny, wysportowany brunet o piwnych oczach.
Umówiliśmy się w jednej z moich ulubionych kawiarni na Nowym Świecie. Wiele plusów ma to miejsce, po pierwsze robią jedną z lepszych latte jaką piłam, po drugie – ogródek kawowy, a po trzecie miałam stosunkowo blisko jadąc z pracy.

Umówiliśmy się na 17, pora idealna – wystarczyło wsiąść do metra i podjechać kilka stacji, później przesiąść się do tramwaju i kawałek przejść spacerkiem.
Dotarłam na miejsce pierwsza, w zielonej sukience na ramiączka i tak było mi za gorąco. Ciemno brązowa narzutka leżała niedbale rzucona na stoliku zaraz obok książki. Brązowe ażurowe czółenka dotkliwie poobcierały moje pięty. Zdecydowanie przesadziłam z dopasowaniem rozmiaru tych butów – no ale przecież to skóra, dopasują się.
Oj – z wysokością obcasa również przesadziłam… Teraz to odczuwam po tych ośmiu godzinach latania między boksami w pracy. Uroki korporacji… Ale co ja na to poradzę? Lubię takie buty, podkreślają to co najlepsze przecież. Zdecydowanie poprawiają moją sylwetkę.
Chcesz być piękna? To teraz cierp! Tylko jak długo jeszcze, mam je od tygodnia. Powinny się chyba już dopasować do mojej stopy – zastanawiałam się wpatrzona w przechodzących facetów.

– Cześć jestem Kamil. Ty jesteś Aneta? – Stał nade mną barczysty, paskudny facet. Nawet odrobinę nie podobny do zdjęcia, które dostałam mailem. No jakaś porażka – zszokowana patrzyłam na niego. Kurwa ktoś mi żart jakiś zrobił? No bardzo śmieszne. HA HA HA.
– yyy… Przepraszam, że tak do Ciebie mówiłem. Chyba się nie gniewasz? – Tego już było za wiele… Wstałam, uroczo zatrzepotałam rzęsami, po chwili wyuczoną włoszczyzną dodałam: – Sono Aneta. Non parlo polacco. Mi dispiace, devo andare. Arrivederci.* – zerwałam się z krzesełka jak poparzona. Widziałam tylko jak znajoma basistka zaśmiewa się zza lady.

Zrezygnowana, odebrałam telefon, który uporczywie dzwonił w mojej torebce, zostawiając pomyłkę mojego życia – Kamila – za płotkiem ogródka, ale będąc na tyle blisko, że znów musiałam udawać włoszczyznę.
Ciao Lydia, devo aspettare un po ‚per andare – ma io ti ascolto.**
– Non sapevo che parli italiano. – Lidka podchwyciła temat.
– Piuttosto male, ma andare d’accordo.
– Ma ha un grande, perché faccio festa in un clima di Italia. Interessato?
– hmmm. Volentieri!
– Grande. Resta con me per 8
– Bene, in modo da 8.
– Ciao amore mio!
– Ciao!

Byłam już daleko od kawiarni. Spojrzałam na zegarek – nie zdążę się pojechać przebrać. Zjem coś na mieście i pojadę od razu do Lidli.

Zżerała mnie ciekawość. Kto prócz mnie i Lidki będzie na tej imprezie. Może poznam kogoś ciekawego?
Skończyłam sałatkę i skierowałam swoje kroki ku stacji metra.
Jak na złość zaczęło padać. O tak… Teraz to moje buty świetnie się dopasują do mojej nogi… i jeszcze plamy na karmelowej skórze będą, nie wspomnę o mojej rudej torebce!
Zdjęłam czółenka i boso zbiegłam po schodach. Byłam przemoczona – wyglądałam bardzo żałośnie. Siedem nieszczęść? Tak z pewnością. Wilgoć powodowała puszenie się moich włosów, ciurkiem woda spływała po moim ciele, chyba wszystko miałam mokre. No prócz majtek…
Dlaczego? Bo nie zdążyłam się oduczyć tego co wpoił mi Karol.

Na szczęście Lidka mieszkała blisko stacji metra. Zadzwoniłam do niej zanim wsiadłam w pociąg i przedstawiłam dość skomplikowaną moją sytuację.

– nie pierdol. Przyjeżdżaj ogarniesz się przed imprezą. Pożyczę Ci też jakiś ciuch.

W duchu dziękując wszystkim dookoła, że się nie wpatrywali we mnie taką przemoczoną… było mi zimno.
Wysiadłam na stacji i szybkim krokiem wdrapałam się po schodach przy okazji rozcinając sobie palec o ostrą krawędź kamiennego schodka.

Już stałam pod klatką. Już dzwoniłam domofonem. Gdy…
– cześć Aneta. – obróciłam się na pięcie i zobaczyłam…
– cześć Robert – spłonęłam rumieńcem.
– chyba Ci zimno – powiedział Robert bezwstydnie gapiąc się w mój dekolt.
– troszeczkę…
– a więc impreza u Lidii?

__________________
*) Nie jestem Aneta. Ja nie mówię po polsku. Przepraszam, muszę już iść. Do widzenia.
**) Cześć Lidka, poczekaj muszę kawałek odejść – ale słucham Cie.
Nie wiedziałam, że mówisz po włosku.
Raczej słabo, ale dogaduję się.
Ale to się świetnie składa, bo robię imprezę w klimacie Włoch. Zainteresowana?
Chętnie!
Świetnie. Bądź u mnie na 8
Dobrze, więc o 8.
Cześć kochana moja!
Cześć!