Zimno.
Obudziłam się sama w agresywnej czerwieni swojej sypialni. Byłam naga, skóra mnie piekła. Bolały mnie wszystkie mięśnie. W głowię huczały słowa Karola.

****

– nie Aneta. Nie zrobię Ci krzywdy. Nie pozwolę Ci wrócić. Nigdy więcej nie usłyszysz ode mnie takich słów. To już nie będzie to samo Aneta. Będzie płytkie i pobieżne. Nie chcę Cię zrazić do siebie. Szanuję Cię. Lubię Cię. Cenię Twoją przyjaźń.
– błagam… – wyszeptałam kuląc się na panelach. Palcat trzymałeś w rękach. Czekałam… Byłam gotowa znieść wszystko, tylko żebyś dał mi szansę, żebyś mi pozwolił…
– Nie potrzebnie się tak upodlasz. Nie potrzebnie to robisz, nie przekonasz mnie.
– uważasz, że się ośmieszam? – zapytałam podnosząc wzrok na Ciebie z podłogi.
– tak. Dokładnie tak. Widocznie tego potrzebujesz. Potrzebowałaś się poniżyć wobec mnie. Mam rację?

****

Dopiero teraz zrozumiałam sens tych słów.
Karol znał mnie lepiej niż przypuszczałam. Cała ta scena wypłukała ze mnie wszystkie emocje, poczucie straty, które miałam, uczucie popełnienia błędu. Naiwne wierzenie w to, że będzie znów tak jak przedtem. Oh! Jaka ja jestem głupia… Jaka ja jestem naiwna!

****

– między nami nigdy już nie będzie tak samo. – Powiedziałeś, a Twój głos drżał. Czyżbyś zdążył nauczyć się mnie kochać? Nie to bez sensu… Nie uwierzę w to.
– wiem, niestety już teraz to wiem. już to rozumiem. Przykro mi. – Wsparłam dłonie na kolanach, Ty usiadłeś na podłodze obok mnie.
– Aneta.
– hm?
– Więcej mnie nie zobaczysz.
Czułam jak we mnie coś pęka, rozlewa się zimnym i nie przyjemnym czymś. Czuję jak moja twarz blednie. Uczucie odrzucenia – fatalne doznanie… Wstyd wypływający z „samo upodlenia”? Czy to moja wina? Czy to z mojego powodu? Czy to wszystko przez to co zrobiłam dzisiaj? Tyle pytań mam do zadania, tak wielka niepewność tego co jest i tego co mogłoby być. Chciałam zapytać, ale nie starczyło mi odwagi.

****

Spojrzałam na graficzkę wiszącą w nowej antyramie z czarnym passe-partout. Czerwień piekielnego ognia i para spleciona w namiętnym akcie miłosnym na skraju skały. Nie… Nie mogę na nią patrzeć. To zbyt bolesne. Dlaczego? Bo przypomina mi Ciebie, przypomina mi nas.
Wstałam i podeszłam do ściany. Jak zahipnotyzowana wyciągnęłam dłoń przed siebie, dotknęłam zimnego szkła. Zamknęłam oczy z wyrazem bólu i cierpienia na twarzy. Zdjęłam graficzkę, włożyłam ją do szuflady w komodzie na samo dno, owijając ją w chustę.
Kątem oka zauważyłam leżący palcat na podłodze przy łóżku. Zielona wstążka nie tworzyła kokardki. Musiała się rozwiązać kiedy mnie nim lał i pieścił. Dostałam to co chciałam, dostałam to za czym tęskniłam.
Do oczu napłynęły mi łzy. Spojrzałam na parapet po którym przeszło tornado, spojrzałam na łóżko i ze zdziwieniem otworzyłam szerzej oczy. Spędziłeś ze mną noc?!

****

– Aneta?
– Karol?
– Kawy?
– poproszę.
Zawinęłam się w atłasowy szlafrok i poszłam do kuchni.
Więc tak. Dziś wyjeżdżasz na stałe do Stanów. To ostatnie godziny jakie razem spędzamy.
Wstawiając wodę, przypominam sobie zdarzenia zeszłej nocy.

****

– Wyjeżdżam. To nie jest związane z Tobą. Nie zrobię Ci tego, nie pozwolę Ci wrócić na kilka dni… po czym musiałbym Cię zostawić.
– Ale gdzie? Na jak długo?
– Nie wiem na jak długo Aneto, jadę do Stanów. Do rodziców. Moja Matka jest chora, muszę tam pomóc.
– …
Przytuliłeś mnie do swojego jeszcze lekko wilgotnego ciała. Nie powiedziałeś nic więcej. Popłakałam się.

Lekko popchnąłeś mnie, tak że zmieniłam pozycję, położyłeś mnie na podłodze. Twoja dłoń sunęła po mojej skórze. Twój dotyk wywoływał na niej gęsią skórkę, sutki momentalnie stwardniały.
Jęknęłam.
Nachyliłeś się nade mną, poczułam ciepło Twojego oddechu na skórze, tak bardzo spragnionej Twej bliskości.
Obsypywałeś mnie pocałunkami – ja drżałam z pragnienia. Sunąłeś gładko wzdłuż mojego ciała coraz niżej i niżej.
– uwielbiam Twój zapach – zadrżałam
– uwielbiam Twój smak – jęknęłam z rozkoszy na te słowa gdy jednocześnie czułam ciepłe powietrze, które znalazło się między moimi udami.

****

– Aneta? Jak kawa? – Wyrwałeś mnie z zamyślenia. Papieros, którego chciałam wypalić sam się spalił opadając popiołem na szafkę kuchenną. Stałeś w drzwiach, kompletnie ubrany.
– yy…
– tak wiem. – Uśmiechnąłeś się do mnie.
– wybacz – spojrzałam na raptem na kafelki ścienne i najciekawsze kwiaty jakie widziałam w całym swoim życiu.
– nic się nie dzieje.
– wychodzisz?
– tak.
– przykro mi.
– wiem, mnie również jest przykro.
– nigdy Cię już nie zobaczę?
– nie wiem…
– będę tęsknić…
– wiem.
– już zawsze… – urwałam widząc Twoją minę – już zawszę będę taka w stosunku do Ciebie…
– niestety zdaję sobie z tego sprawę.

Zapadła niezręczna cisza.

– wiesz, jednak wypiję jeszcze z Tobą kawę.
– cieszę się – na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Wczorajszej nocy robił wszystko to co lubię, wszystko to czego potrzebuję i zarazem wszystko to za czym tęskniłam. Ale inaczej. Wczoraj to on mnie sprawiał radość, a ja się temu poddałam.
Karol szybko wypił kawę. Podszedł do mnie i ucałował w czoło jak ojciec całuję swoją córkę.
– masz we mnie przyjaciela. Nie zapomnij proszę o tym. Nie zapomnij o mnie.

Wyszedł.

A ja siedziałam w szoku patrząc na najpiękniejsze kwiatki jakie widziałam w życiu.
Frezje… takie pospolite, a takie piękne…

Kochałam Cię Karolu – szepnęłam sama do siebie. Zamknęłam oczy.
Sms.

Aneto, muszę Ci się do czegoś przyznać.
Uzależniłaś mnie od siebie.
Polubiłem Cię, a później i pokochałem Cię.
Czekaj na mnie. Wrócę po Ciebie.

Cisnęłam telefonem o podłogę tak, że rozsypał się w drobny mak.
DLACZEGO MI TO ZROBIŁEŚ!?
DLACZEGO!!
Złość we mnie wzbierała. Zrzuciłam z szafek oba kubki, oba roztrzaskały się o podłogę. Oba w kotki.
Popatrzyłam na to co zrobiłam, na efekt furii jaką wywołała wiadomość od Ciebie.
Spojrzałam na kawałki potłuczonych wizerunków kotków. Upadłam na kolana zrezygnowana i opuszczona.
Nic już nie jest takie samo. Kubek mogę skleić, ale już nigdy nie będzie taki sam.
Zebrałam się na odwagę. Chwyciłam za kawałki swojej nokii, złożyłam i włączyłam telefon.
Pisałam sms’a do Karola.

Zawiodłeś mnie.
Zaufanie jest jak kartka papieru.
Raz zgnieciona, nawet mimo starań nigdy nie będzie prosta i gładka tak jak by była nowa. Zawsze będzie nosić ślady zgniecenia.
Karolu coś się kończy, coś się zaczyna.
Zapomnij o mnie. Żegnaj Panie.

Żegnaj su… nie zapomnę Cię, nie mógłbym.