Przykrywając folią malarską czekałam na Karola.
Dzień wcześniej spotkaliśmy na kawie się po raz pierwszy od czasu ogniska w lesie.
Pochwaliłam się, że planuję zmienić kolor ścian w sypialni, a on niby ot tak zaproponował pomoc. Mając świadomość, że bez motywacji jak i pomocy nigdy się za to nie zabiorę, więc przyjęłam jego pomoc bez wahania.

Kilka minut po dwunastej zadzwonił domofon.
– proszę?
– o co mnie prosisz Aneta?
– oh… To Ty. Jesteś wcześniej, – stwierdziłam – proszę wejdź.
Nacisnęłam guzik i drzwi się otworzyły. Po kilku minutach już byłeś na górze.

– napijesz się czegoś?
– chętnie, jeśli masz coś zimnego.

Wyjęłam z lodówki Coca-Cole, którą specjalnie kupiłam dzisiejszego ranka.
Uśmiechnąłeś się na widok kostek lodu i plastra cytryny unoszących się na powierzchni smukłej i wysokiej szklanki.

– to jaki kolor wybrałaś?
– czerwień.
– czerwień? Źle mi się kojarzy ten kolor.
– z czym – zapytałam prowokując.
– z krwią i z ogniem piekielnym.

Zawiedziona spojrzałam na kafelki w kuchni. Fugi zdecydowanie wymagały ostrego traktowania szczotą… Ostrego traktowania… ostrego…

– Aneta?
– mm?
– nie myśl tyle bo się spocisz
– i tak się spocę, oboje się spocimy. – Uśmiechnęłam się badając grunt – Zmachasz się. Uwierz mi. Jestem wymagająca. – Powiedziałam.
– tak, pamiętam. Jesteś wymagająca.
– Zmachasz się malując – po chwili wybuchnęliśmy oboje śmiechem.

Weszliśmy do sypialni, spojrzałam ukradkiem w Twoją stronę… Pragnęłam cofnąć czas.
Boże… Jestem wstanie wszystko zrobić, na wszystko się zgodzę… Tylko zerżnij mnie tu i teraz. Moje myśli podążyły za wzrokiem. Komoda, ściana obok komody, łóżko, parapet… To pomieszczenie było przesycone seksem z Karolem. Poza sufitem nie było miejsca, którego bym nie poznała.

– dobra idę się przebrać – powiedziałeś.
– daj spokój, tyle razy Cię widziałam. – zaprotestowałam.
– Aneta. Jesteśmy przyjaciółmi pamiętasz?
– no i co z tego?
– nie jesteśmy przyjaciółmi, którzy się pieprzą.
– …
– zawsze miałaś do mnie o to żal. Żal o to, że moje ciało swoje potrzeby ma. Mimo, że wiedziałaś jakie to relacje. Były czysto oparte na seksie. Ty tak nie potrafisz Aneta.
– potrafię.
– tak? To ile razy się puściłaś od naszego rozstania?
– …
– no właśnie. Dobrze skoro twierdzisz, że potrafisz. Nie neguję tego. – Ściągnąłeś swoją koszulkę. O JA PIERDOLĘ!! Odwróciłam głowę, widok Twojego ciała wywołał we mnie dreszcz, nie byłam w stanie patrzeć na coś… Wróć. Na kogoś – kto już nie należał do mnie.
– masz inną? – Najpierw powiedziałam, a później pomyślałam. Nie chciałam tego wiedzieć. Na pewno miałeś. W końcu fajny facet z Ciebie, kobiety do Ciebie lgną.
– nie i długo nie będę miał. A Ty?
– co czy mam? su? – Roześmiałam się nerwowo próbując ukryć moją desperacje i pożądanie – nie, nie mam. Nie szukałam. – Po chwili dodałam cicho. – Obawiam się, że długo nie znajdę nikogo odpowiedniego dla siebie… – szepnęłam.
– ok. To mówisz, że czerwień?
– tak. Czerwień granatu, wymienię meble na czarne.
– nie, nie wymieniaj. Zostaw ten kolor, idź w ciemny brąz. – Twój wzrok padł na komodę – trzymaj się koloru komody – na Twojej twarzy zauważyłam uśmiech – trzymasz go jeszcze? – To pytanie mnie zaskoczyło.
– tak. Jeszcze tak. Ale nie wiem jak długo.
– Nie wiesz kiedy ewentualnie mógłby Ci się przydać?
Skarciłam Cię zimnym spojrzeniem. Roześmiałeś się.
– oj su, przecież ja żartuje.
– czemu mnie tak nazwałeś?
– bo wiem, że nie lubisz – puściłeś mi oczko w geście pojednania i podkreślenia żartu.
Oh, w jakim Ty świecie Ty mój drogi Karolu żyjesz? Nawet nie masz pojęcia jak to silny alkohol właśnie wylałeś wprost na moje wciąż krwawiące rany. Gwoli ścisłości. Lubiłam jak mnie tak nazywałeś. Naprawdę lubiłam. Teraz budzisz we mnie nadzieję… Wiele razy mi powtarzałeś, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Tak bardzo bym chciała zanurzyć się w jej wodach jeszcze raz.

Malowanie szybko poszło. Jak małe dzieci byliśmy pochlapani farbą. Karol ucieszył się, że nie wyrzuciłam graficzki od niego.
Hmmm. Nie mogłabym, nie potrafiłabym. Poza tym nie chciałam.

– to ja idę pierwsza pod prysznic.
– dobra.
– w kuchni jest sernik na zimno z owocami – powiedziałam – taki jak lubisz, częstuj się.
– miło z Twojej strony, ale jestem na diecie i szczerze mówiąc Ty też powinnaś przestać jeść tyle słodyczy.
– pff
Zamknęłam drzwi od łazienki.
Odkręciłam wodę, spłukałam czerwień granatu ze skóry i z włosów. Po skończonej wodnej chwili zapomnienia zakręciłam wodę. Popatrzyłam w lustro. Faktycznie. Przytyłam…
Owinęłam się szczelnie swoim szlafrokiem i z mokrymi włosami wyszłam z łazienki.
– prysznic wolny. Tylko spłucz po sobie Karolu później.
– i kto to mówi.

Zniknąłeś za drzwiami. Boso pobiegłam do sypialni, zadarłam folię malarską, która osłaniała większość mebli przed niepowołaną farbą. Chwyciłam za rączkę drugiej szuflady od góry – chwilę się zastanowiłam. Co jeśli nie przyjmie prezentu ode mnie? Co jeśli nie będzie chciał? Może jednak da mi szansę? Nie dowiem się tego jeśli nie zapytam.
Powiedz mu dziewczyno! – Krzyczała spragniona i bezsilna cząstka mnie, gdzieś tam w głębi mojej zawiłej psychiki siedząca. – To FACET. Powiedz wprost czego pragniesz, czego potrzebujesz, powiedz mu za czym tęsknisz. On się nie domyśli sam. Nie jest przecież pieprzonym jasnowidzem! – Tak, to prawda.
– Nie jest jasnowidzem – powtórzyłam jak w transie. Uchyliłam szufladę. Jest, leży i czeka. Przewiązałam go zieloną wstążką symbolem pragnienia i chęci. Zielony kolor mówi, że wszystko jest w porządku. Zielony kolor daje nadzieję… Zielona jest koniczyna. Na tę myśl przebiegł mnie dreszcz. Przypomniał mi się sen, był taki realistyczny…

Aneta! Weź się w garść, on zaraz skończy – ryczał na mnie ponaglająco głos z głębi duszy.
Złapałam za palcat. Wybiegłam z sypialni. Pociągnęłam za pasek, szlafrok miękkim pluszem ocierając się o skórę opadł przy kostkach. Zrobiłam kilka kroków.

Czekałam naga, aż drzwi od łazienki się uchylą. Skrzypnięcie. Bladość Twojej twarzy, błysk w oku, lubieżne oblizanie ust.

Ból nagłego upadku na kolana.
Spuściłam głowę.
Wyciągnęłam palcat przed siebie.
Leżał na otwartych dłoniach, przewiązany zieloną wstążką.

– co się dzieje?
– błagam.
– o co mnie błagasz?
– chcę Ci ofiarować siebie… Chcę Ci ofiarować symbol władzy nade mną… Błagam, pozwól mi zachłysnąć się wodą z rzeki, którą znam. Pozwól mi wejść do tej wody. Daj mi szansę… Błagam Cię… Panie, tego pragnę, tego potrzebuję i za tym tęsknię… błagam Cię, Panie. Pozwól mi na to…