– NIE! Nie rób mi krzywdy, błagam.
Mój krzyk, zakłócił senną, nocną ciszę.
Zerwałam się, siadając w bawełnianej poszwie w serduszka. W popłochu rozejrzałam się gdzie jestem. Białe ściany srebrzyły się w blasku pełni księżyca. Komoda, graficzka od Karola, wazon z białymi frezjami. Wszytko wyglądało tak jak to zapamiętałam.
Lekko słodkawy zapach frezji uspokoił mnie, wzięłam głęboki oddech.
Namacałam telefon na nocnej szafce – która godzina? – mruknęłam sama do siebie.

Była trzecia w nocy.
Usiadłam na brzegu łóżka w zamyśleniu. Tak. Potrzebuje zmian. Potrzebuję odświeżyć to miejsce. Potrzeba mi nowego otoczenia.
Czas na zmiany.

 

****

Telefon.
Dzwonek popieprzonej melodii z serialu Dextera, był przypisany do Twojego kontaktu.

– Hej, jestem trochę wcześniej, poczekam na dole na Ciebie.
– A nie chcesz wejść? To potrwa jeszcze jakieś 15-20 minut zanim wysuszę włosy i się ubiorę.
– OK

Po chwili już byłeś na górze. Siedziałeś w kuchni popijając zimny sok pomarańczowy. Nie chciałeś nic mocniejszego.
Umówiliśmy się do teatru na „Koty”, nigdy ich nie widziałam, a zawsze chciałam. Akurat znów były grane W teatrze Roma. Dostałeś bilety w pracy, zaprosiłeś mnie. Nie trzeba było mnie długo namawiać. Zawsze lubiłam Twoje towarzystwo i cieszyłam się, że po zakończeniu naszej relacji nadal mogła nas łączyć przyjaźń.

– wyglądasz… – szukał odpowiedniego określenia – jak droga luksusowa dziwka, bardzo mi się podoba.
– oj przestań – z uśmiechem triumfu, obróciłam się żebyś mógł mnie obejrzeć całą.
Zachowywaliśmy się normalnie, bez niepotrzebnego owijania w bawełnę. Mówiliśmy to co myślimy. To było piękne.

Czarna atłasowa sukienka z rozcięciem na udzie w klimacie małej czarnej była bardzo dobrze dopasowana do mojej figury. Maskowała to co powinna i odkrywała to co było kuszące i erotyczne za razem, ale to już zasługa Lidki, która pojechała ze mną wczoraj na zakupy. Wszystkie dodatki pomogła mi dobrać. Sama nigdy bym nie kupiła takiej sukienki, czułam się w niej zbyt obnażona, ale i bardzo atrakcyjna. Skośny krój podkreślał mój biust, a sympatyczne matowe bolerko idealnie komponowało się z matową licową skórą nowych czółenek w klasycznym kroju szpilek.
Z Lidką spędziłyśmy bardzo miłe chwile w galerii handlowej mimo to, że ja sama nie nawiedzę robić zakupów. Jak mam kupić jakieś ciuchy to aż mnie pali w żołądku. Momentalnie jestem chora…

Wyszliśmy.
Zjechaliśmy windą, do pokonania miałam kilka stopni schodów, kilka metrów brukowanym chodnikiem nowego osiedla i wyzwanie aby wsiąść do samochodu Karola zanim się potknę i wywrócę. W tych butach nie czułam się pewnie. Nogi miałam jak z waty.

– denerwujesz się czymś? – Zapytałeś.
– ależ skąd, może to tak wygląda… Ale buty są nowe i nie przyzwyczaiłam się jeszcze do nich.

Otworzyłeś mi drzwi do pierwszej klasy i wpuściłeś pierwszą. Usiadłam, a skórzana tapicerka przyjemnie chłodziła moje ciało przez cienki materiał sukienki.
Usiadłeś za kierownicą.
– zapnij pasy. Nie chciałbym abyś się zsunęła przy hamowaniu i zrobiła sobie krzywdę.
– no tak, bezpieczeństwo to podstawa – zadrwiłam.
– nie prowokuj mnie lepiej dzisiaj.
– a prowokuję?
– a nie? Wyglądasz jak bardzo wysokiej klasy prostytutka, aż chciałbym z Ciebie skorzystać. Mówisz o podstawowej zasadzie… Coś jeszcze powinienem dodać?
– tak, że nie mam bielizny. Nie chciałam aby się odznaczała na śliskim materiale.
Karol głośno przełkną ślinę i dodał gazu.
W podbrzuszu poczułam znajome uczucie, które ostatni raz pojawiło się w lesie… dwa tygodnie temu.

Dalej jechaliśmy w milczeniu. Zamknąłeś samochód od wewnątrz. Spojrzałam się na Ciebie. Twoja mina niczego nie zdradzała. Zajęłam się obserwowaniem krajobrazu za oknem samochodu.

– nie powinniśmy tutaj skręcić?
– powinniśmy.
– to dlaczego nie skręciłeś?
– zmieniłem zdanie.
– jak to?
– nie pojedziemy na sztukę do Romy.
– a gdzie?
– zobaczysz, zaufaj mi.

KURWA!!! PORWAŁ MNIE??!!

– Karol
– nie bój się.
– ja nie chcę
– chcesz, pamiętam.
– …
Karol znał mnie lepiej niż ja sama. Wiedział wszystko, czuł – instynktownie wyczuwał mój nastrój. Wiedział, że chciałam… Wiedział, że tęskniłam.
– gdzie mnie zawieziesz?
– zobaczysz.

Zatrzymał się na stacji benzynowej, tuż za Warszawą.
– nawet jeśli teraz uciekniesz, nie wrócisz stąd na piechotę, a w takim stroju to niebezpieczne.
– …
– na tył. Już.
Założyłeś mi opaskę na oczy. Skrępowałeś dłonie w nadgarstkach.
– zaśnij.
– nie chcę.

Usłyszałam jak zamykasz bagażnik.
Po chwili poczułam słodkawy zapach i żar w przełyku, wilgoć na ustach i nosie z jakiejś chustki…

– obudziłaś się w końcu
– uśpiłeś mnie jak psa!
– jak sukę – wyczuwałam drwinę w tonie Twojego głosu. Poczułam się zupełnie bezradna.
– gdzie ja jestem?
– w bezpiecznym miejscu.
– dlaczego jestem związana?
– bo tak chcę
– no tak zapomniałam, zawsze bierzesz to czego chcesz.
– nie, nie zawsze. Tylko wtedy gdy druga strona również tego chce.
– a że niby ja chciałam zostać kurwa mać porwana? Uprowadzona chuj wie gdzie? – gotowałam się ze złości. Nie mogłam się ruszyć, byłam totalnie ubezwłasnowolniona.

Poczułam.
Zapach Twojej skóry, lekko korzenny zapach cynamonu zmieszany z potem – odurzyło mnie. Jesteś jak narkotyk, wchłaniany przez każde zakończenie nerwowe. Zamilkłam.
Poczułam.
Jak Twoja dłoń wdziera się pod tkaninę na moich udach.
– to bardzo głupie, że powiedziałaś mi o tym, bo sam to wiedziałem, znam tę różnicę w sposobie Twojego poruszania się kiedy masz bieliznę na sobie i kiedy jej nie masz. Sprowokowałaś mnie. Chciałaś abym przejął kontrolę. Podświadomie tego pragnęłaś. Założę się, że jesteś mokra.

Westchnęłam gdy Twoja dłoń wtargnęła we mnie, próbowałam zacisnąć uda. Obronić się. Sztucznie zmusić do wycofania się z mojej świadomości cząstki samej siebie, tej cząstki, która ostatnio szukała wrażeń na czacie w postaci wirtualnych doznań, pustych słów nie przekładających się totalnie na rzeczywistość.

– mmm, lubisz to? – zapytałeś, nie odpowiedziałam, dalej stawiając opór szarpiąc się, ale nie wydając z siebie głosu. Bunt był na tyle duży, że nie byłam w stanie nic powiedzieć, nawet krzyknąć…
– zadałem Ci pytanie – ponaglałeś – koniczyna, słonecznik, róża – po chwili dodałeś – które z nich lubisz najbardziej?
– koniczyna, lubię najbardziej koniczynę – zaskoczona swoją odpowiedzią, przestałam się szarpać, poddałam się pragnieniom. Zatraciłam się w zapachu i słodyczy smaku kwaskowatych jabłek zrywanych świeżo z jabłoni – specjalnie dla mnie.
Od niego.
Od Karola.

****

Zerwałam się, siadając w bawełnianej poszwie w serduszka. W popłochu rozejrzałam się gdzie jestem. Białe ściany połyskiwały radośnie w świetle porannego słońca. Komoda, graficzka od Karola, wazon z białymi frezjami. Wszytko wyglądało tak jak to zapamiętałam.
Lekko słodkawy zapach frezji uspokoił mnie, wzięłam głęboki oddech.

Zadzwonił telefon.
– Hej Aneta, słuchaj chciałabyś pójść ze mną do Romy? Dostałem dwa bilety w pracy na „Koty”, a z tego co pamiętam nie widziałaś ich.
– Chętnie pójdę z Tobą na „Koty”
– Kawa dziś aktualna?
– Tak oczywiście, widzimy się o 17. Spektakl jest za trzy dni. Resztę już ustalimy przy kawie.
– Dobrze. To do 17!
– Tak, do zobaczenia o 17.