Wróciłam do domu z nową antyramą. Postanowiłam znów powiesić swoją sprośną graficzkę w puste miejsce. Chcę pamiętać dobre rzeczy.

Otworzyłam laptopa. Zabrałam się za pisanie maila do Karola.

Cześć mój dobry kolego!
U mnie pomału do przodu. Raz lepiej raz gorzej, przecież wiesz – znasz mnie przecież na dosłownie wzdłuż i wszerz ;).
Chętnie spotkam się z Tobą na kawie, ale TYLKO na kawę.
Mam dużo pracy ostatnio, dlatego się nie odzywałam.
Zmieniłam też numer telefonu, podam Ci go jeśli będziesz chciał jak się już spotkamy.

Pozdrawiam.
Aneta.

Popatrzyłam na pulpit. Tapeta była paskudna. Postanowiłam ją zmienić na coś bardziej nastrojowego. Wybrałam połacie zielonej koniczyny. Zieleń mnie uspokajała i dawała poczucie bezpieczeństwa.

Otworzyłam przeglądarkę. Przejrzałam Facebook’a w końcu wynurzyłam się z zaświatów. Zauważyłam, że nikt z moich waniliowych znajomych nawet nie zauważył mojej nieobecności. Szybko przejrzałam resztę stron, które odwiedzałam.
Jakieś takie nie do końca zidentyfikowane uczucie pojawiło mi się w głowie. Już miałam zamykać okno przeglądarki i wyłączyć komputer, gdy w mojej głowie pojawiła się myśl.
A dlaczego by nie spróbować? W końcu Karola też poznałam na czacie. Nie było mnie tutaj od czterech lat. Ludzie się na czatach zmieniają, jedni odchodzą inni przychodzą, a jeszcze inni powracają. Wpisałam w pasku adresu przeglądarki adres czata, na który kiedyś przychodziłam. Przestałam jak tylko spotkałam się z Karolem.
Ale nie żeby sama. Zabronił mi… Pamiętam to pierwsze spotkanie z nim jakby to było wczoraj…

****

Na ten dzień czekałam długo. Myśl o przeniesieniu wirtualnej znajomości z moim Panem napawała mnie obawą i strachem… Ale jednocześnie ekscytacją i dumą. Nie wiele wiem na jego temat. A jeśli nie rozpoznam go wśród tłumu ludzi ogarniętym szałem zakupów?
To był piątek, godzina właściwie wieczorna, to szczyt handlu w takich miejscach jak to. Ludzi jest bardzo dużo na korytarzach galerii handlowej, którą wybrałam na pierwsze spotkanie.
Dotarłam chyba przed nim, nie wiem właściwie… Równie dobrze może siedzieć i mnie obserwować tuż obok mnie, a ja być totalnie niczego nie świadoma.
Nieświadoma tego co się stanie, czy w ogóle wrócę do domu… Moje zachowanie jest nieodpowiedzialne, bije się z myślami czy w ogóle wejść do tej przeklętej kawiarni, zamówić sobie kawę i usiąść przy stoliku czy obrócić się na pięcie i odejść, wyjść z tej przeklętej galerii i wrócić grzecznie do domu.
Raz kozie śmierć!
– Duże Latte poproszę.
– 13.99, za chwilę Panią zawołamy jak już będzie kawa dla Pani gotowa.
– Dobrze, dziękuję.
Jestem strasznie głupia – pomyślałam – pierwszy raz spotykam się z kimś poznanym przez czat – skarciłam się w myślach.
Podałam ekspedientce kartę i szybko wstukałam pin. Po chwili dostałam od baristki moją kawę z pięknym serduszkiem na piance.
Cóż za ironia, uśmiecham się w duchu gorzko sama do siebie. Przez chwilę w głowie miałam jedną myśl – jak oni malują te cuda na piance…? Usiadłam przy stoliku, rzuciwszy uprzednio okiem na osoby w kawiarence, nikt nie przykuł mojej uwagi, usiadłam przodem do korytarza i wyjęłam książkę. To znak na który się umówiliśmy. Tytuł nikomu nic nie powie, ale będzie widocznym sygnałem dla mojego Pana, dzięki temu nie będzie miał wątpliwości, że jestem tą właściwą osobą.
Czas mi się dłuży, akcja w książce jest monotonna. Sięgam po kawę i spijam piankę, po chwili odstawiam kubek.
– Witaj – na te słowa, pragnęłam spojrzeć za siebie, ale nie wolno mi było.
Uderzenie gorąca, które rozpełzło po całym moim ciele, a chwile po nim szum dreszczu który spowodował, że wewnątrz mnie rozpalił się płomień. Jego barwa głosu, zapach, bliskość i ciepło jakie od niego biło. Czuć oddech na swoim karku, tak tego właśnie chce teraz tutaj, pieprzyć tych wszystkich ludzi! STOP! Moje myśli pędzą w szaleńczym tempie. Nie ma już odwrotu…
– A witam Pana – taka miała być moja odpowiedź, która miała zidentyfikować moją osobę jako tą właściwą po raz drugi, dla pewności.
Poczułam, że jego dłoń delikatnie mnie dotyka i po chwili go zobaczyłam.

Przesiedliśmy się pod ścianę, na kanapę. Bliskość jego ciała spowodowała rozpalenie ognia do takiego stopnia, że temperatura odbiła się rumieńcem na mojej mleczno bladej twarzy. Zauważył to. Postanowił się zabawić moim kosztem w miejscu pełnym ludzi.
Położył mi dłoń na kolanie i powoli suną nią w górę.
JEZU PRZESTAŃ!!!! Miałam ochotę krzyczeć, płakać i błagać by zaprzestał robić to co mi robi. Ale jego paląca moją skórę dłoń nie zniosłaby sprzeciwu. Pozwoliłam na to. A widząc brak mojej reakcji zabrał rękę z mojego uda, tak blisko płatków mojej kobiecej róży.
Byłam gotowa. Nie wiem czy to czuł, ale wystarczy, że ja wiedziałam jak pachnę, wystarczyło że czułam jak płynę wilgocią, a mając świadomość tego, że jestem wilgotna byłam w stanie wyobrazić sobie swój zapach…
Cóż mam bujną wyobraźnię. Zawsze taką miałam.

– Chcesz iść zapalić? – zapytałeś.
– Tak – odpowiedziałam drżącym głosem… oddech płytki, rumieniec, wata w kolanach…czuję wstyd, poniżenie i wyrzuty sumienia, a jednocześnie jeszcze podniecenie, pożądanie i ciekawość, która jest niezaspokojona. Boże co ja robię?
Kręcę głową, wstaje i zarzucam kurtkę na plecy, Ty robisz to samo.
Bez słowa idziemy korytarzem. Zjeżdżamy ruchomą taśmą na poziom zerowy. Zapalam papierosa przy drzwiach i idziemy w głąb parkingu. W drodze kładziesz mi lewą rękę na kości ogonowej. Prowokujesz mnie? Sama nie wiem. Nie reaguje mimo, że mam ochotę pchnąć Cię na ścianę i odpłacić Ci za wszystko całując szybko i gwałtownie. W rezultacie tylko przygryzam wcześniej oblizaną dolną wargę.
– hmm duży postęp wiedzę w Twojej uległości.
Moje policzki już nie są rumiane, one płoną żywym ogniem…

– Chciałbym teraz zobaczyć to o czym rozmawialiśmy przed spotkaniem, wiesz co masz zrobić?
– Tak, Panie – wyszeptałam przerażona.

Stanęłam między dwoma samochodami na tyle parkingu poziomu 0 w lekkim rozkroku, podwinęłam spódnicę. Ty kucnąłeś u mych stóp, aby lepiej wiedzieć. Delikatnie, drżącą dłonią rozchyliłam wagi i pokazałam Ci wszystkie swoje świecidełka jakich nie widać gołym okiem.

– Teraz, chciałbym abyś zdjęła z siebie majtki.
– yyy…
– No już, mówiłem Ci, że będę chciał poznać Twój zapach na pierwszym spotkaniu.

Posłusznie ściągam białe koronkowe stringi, wychodzę z nich i podaję je Tobie.
Czuję się taka obnażona… Totalnie naga mimo, że spódnica wszystko ładnie przykrywa.
Ty przykładasz moją bieliznę do nosa i wolno wciągasz powietrze, przymykając oczy. Po czym chowasz je do kieszeni.
Przerażenie na mojej twarzy Cię bawi… Jestem blada, a może już i nawet zielona? Z pewnością jestem przerażona.

Z drugiej kieszeni podajesz mi pojemnik na mocz, taki jaki można kupić w każdej aptece.

Jezu nie! Tylko nie to… Nie tutaj! – szarpałam się z myślami i emocjami. Zalała mnie adrenalina i strach, że ktoś zobaczy…

Patrzysz rozbawiony na nowy kolor na mojej twarzy.

– Wiesz co z tym zrobić prawda?
– Tak, Panie. Ale, że tutaj?
– Tak, tego od Ciebie oczekuje.
– Dobrze, panie.

Ale jak? Czemu ja to robię? Czemu się na to godzę? Dlaczego nie uciekam?
Odpowiedź jest prosta… – bo chcę. Chcę Ci to dać. Ufam Ci.
Przykucam i oddaje mocz w Twojej obecności, mając twarz pod włosami i oczy pełne łez. To krępujące… i poniżające zarazem.
Ale przecież ja lubię wstyd i poniżenie. Czuję satysfakcję, jestem dumna, że to zrobiłam… Ale i zszokowana do jakiego kroku się posunęłam.

Pokazałam zawartość pojemniczka i zakręciłam.
– Włóż tutaj – podałeś mi woreczek foliowy – zawiń i postaw w rogu.
Bez słowa wykonałam polecenie.
Słuchać, słuchać i jeszcze raz słuchać tego co do mnie mówisz, nie szukać drugiego dna. Komunikat jest prosty.

Uśmiechasz się do mnie z zadowoleniem, po czym oddajesz mi bieliznę.
Z zażenowaniem zakładam ja przy Tobie.
Wiedziałam, że jeśli nie zrobię do tego czego chcesz, wrócę do domu bez bielizny. Wiedziałam po co mi ją zabrałeś. Wybrałam mniejszy wstyd… prosta technika perswazji stawiasz delikwenta przed wyborem, dajesz mu dwie opcję mniejsze i większe zło. Delikwent wybiera mniejsze zło, te zło na którym Ci zależy aby je wybrał.

Z kieszeni podałeś mi paczkę wilgotnych chusteczek, po czym powiedziałeś: – Zadowoliłaś swojego Pana. Jestem z Ciebie dumny moja suko.
Byłam w szoku, nie byłam w stanie wydobyć z siebie dźwięku.
Zaproponowałeś, że odprowadzisz mnie na przystanek, poczekasz na autobus ze mną, żebym bezpiecznie wróciła do domu…

****

Głośno westchnęłam.
Wpisałam nicka sugerującego wybranym jakie mam preferencje i weszłam na czat.