Odcięłam się od świata, od wszystkich znajomych. Czułam się samotna, ale zasługiwałam na to by tak się czuć. Nie chciałam współczucia. Moi waniliowi znajomi i tak nic nie wiedzieli, wolałam żeby tak zostało i tak nigdy nie byłam duszą towarzystwa.

Od czasu gdy zostałam przyniesiona do swojej sypialni na rękach Karola minął niespełna tydzień. Nie kontaktowałam się z nim. Nawet nie zaglądałam na pocztę, na to jedno jedyne konto, którego adres miał on i kilkoro innych znajomych mających mało wspólnego z moim prawdziwym życiem.
Pomyślałam, że warto by było sprawdzić tę skrzynkę. Może Kamila się odezwała.
Zmieniła pracę kilka miesięcy temu nie rozmawiałam z nią tak dawno…

Siedem nowych maili.
Jeden od Lidki z linkiem do jakiegoś filmu, który ją zafascynował. Chciała widocznie podnieść mnie na duchu, ponieważ po kliknięciu w linka zobaczyłam trailer komedii z serii tych głupkowatych przepełnionych podtekstami. Chyba nie do końca przemyślała… Od tygodnia nie miałam niczego co by nie było na baterię, ostatnio upodobałam sobie niezawodnego w każdej sytuacji przyjaciela pod postacią delfina.

Dwa maile od Kamili ze zdjęciami nowego mieszkania, bo razem z pracą zmieniła i miejsce zamieszkania. Reszta maili była od Karola…
Z dzisiaj, z wczoraj… przedwczoraj… Nieświadomie oblizałam wargi, zaraz potem przygryzłam dolną zębami. Poczułam żar w podbrzuszu… wywołany żalem i tęsknotą, wyobrażeniem miękkości jego ust…
W pierwszej kolejności otworzyłam najstarszego maila od Karola.

Witaj,
wszystko w porządku? Jak się czujesz?
Może miałabyś ochotę spotkać się ze mną dziś na kawę? Spotkalibyśmy się w Twojej ulubionej kawiarni na mieście?

Pozdrawiam
K.

Mail z przed czterech dni.
Kliknęłam na kolejny, treść podobna. Trzeci oprócz propozycji kawy zawierał przeprosiny i prośbę abym się odezwała.
Zamyśliłam się. Karol nigdy nie prosił, zawsze brał to czego chciał. To nowe. Zapatrzyłam się na puste miejsce na ścianie po antyramie. Do oczu napłynęły mi łzy. Głośno westchnęłam i otworzyłam ostatniego maila od Karola.

Witaj,
nie mogę tak. Brak kontaktu z Tobą tworzy pustkę we mnie. Czuję, że straciłem „coś” bardzo cennego.
Wiem, że nie chcesz się ze mną widzieć. Ale łudzę się nadzieją, że nie zerwiesz ze mną kontaktu.
Przez te cztery lata…

Nie ważne…
K.

Nie… Nie doceniłeś tego co złożyłam w Twoje ręce. Nie ceniłeś prezentu jaki otrzymałeś ode mnie. Zawiodłeś mnie!

Zamknęłam oczy, przecząco kręcąc głową. Poczułam jak moje włosy prześlizgują się po karku.
A może nie powinnam palić mostów? W tej chwili przyszedł nowy mail. Przesunęłam wskaźnik myszki palcem po touchpadzie i bez wahania otworzyłam nową wiadomość.

Wiem.
Czuję podświadomie, że się wahasz. Ale wiem, że w głębi Ciebie jest cząstka, która wyje i płacze z tęsknoty. Czuję, że rozważasz spotkanie. Proszę Cię. Nie rezygnuj ze znajomości.

Odezwij się do mnie.
K.

Doskonale mnie zna – pomyślałam – ale skoro zna moje emocje, skoro je czuje… Dlaczego wtedy dopuścił do tego? Nie było by tego, nie było by problemu… Tęsknota? Ja pierdole… TY NIE MASZ POJĘCIA JAK SIĘ CZUJĘ!!! – wykrzyczałam ze złością zatrzaskując laptopa.
Spojrzałam na puste miejsce. Wstałam i ubrałam się. Dość tego – powiedziałam sama do siebie – czas zacząć nowe życie – uśmiechnęłam się do odbicia w lustrze, sięgnęłam po torebkę i zamknęłam drzwi od mieszkania jednocześnie symbolicznie zamykając ten rozdział mojego życia.