Akacja pachniała tak słodko… Ten zapach mnie hipnotyzował.
– su?
Wyrwana ze swoich myśli uniosłam głowę, aby spojrzeć na Ciebie.
– jaka jest Twoja decyzja? – powiedziałeś, lekko z zaciekawieniem przekrzywiając głowę.
Kątem oka widziałam połyskujące srebrne nitki zbliżające się do mnie.
Po chwili dłonie Lidki spoczęły na moich ramionach.
– daj jej chwilę. Zobacz, jest przerażona – powiedziała, zaciskając paznokcie na mojej skórze.
– nie wtrącaj się Lu – to warknięcie wyrwało mnie ze zdumienia, a paznokcie które boleśnie wbijały się w nagą skórę ramion przypominały mi gdzie jestem i przed czym zostałam postawiona.

– dobrze, przyjmuję wyzwanie. Bo… Ty tego chcesz… – urwałam spuszczając głowę z oczu popłynęły mi łzy. Nie chciałam tego, to wbrew temu wszystkiemu co ustaliliśmy… Ale, czułam, że chcę sprawić Ci przyjemność. Chcę widzieć uśmiech na Twojej twarzy, chcę Ci dać to czego chcesz. Po prostu chcę… Czułam ciepło bijące od Lidki, nie spodziewałam się tego co chwile później nastąpiło.

– podliczcie swoje szyszki, trzem z Was, którzy mają najwięcej w szyszkach posiądzie moją su.
Wypadło na dwóch drechów i partnera Lidki.
– e… ja dziękuję nie skorzystam – powiedział jeden z pasiastych – ale chętnie popatrzę.
– ja to już idę – powiedział drugi z trójcy świetej.
– natomiast ja chętnie zajmę jego miejsce, jeśli nie masz nic przeciwko Karolu.
– hmm – potarłeś ręką o brodę – nie, nie mam. Może być ciekawiej.

Trzeci drech, był postawniejszy, paskudny z twarzy. Wyglądał jak wyrokowiec…
– nie – wyszeptałam – proszę, nie…
Popatrzyłeś na mnie, z uśmiechem podszedłeś. Odgarnąłeś włosy z twarzy i wyszeptałeś…
– chyba nie odmówisz mi przyjemności? – Spojrzałeś mi w oczy, które błyszczały ze strachu i podniecenia jednocześnie.
– nie, nie odmówię Ci Panie przyjemności.
– świetnie. Poddasz się im sama, czy mam Cię związać?
– nie, nie trzeba mnie wiązać.
– zuch dziewczynka.

Wstałam. Nogi mi się trzęsły z przerażenia. Nie sądzę aby szanowni pasiaści nasi goście posiadali jakiekolwiek zabezpieczenie. Co prawda ciąży się nie bałam, bo brałam tabletki. Ale czy oni mnie czymś nie zarażą?

Z wrażenia nie zauważyłam korzenia i zaczepiłam o niego, efektownie padając na kolana, dotkliwie ocierając dłonie o piasek.

Zaśmiałeś się. Popatrzyłeś z rozbawieniem na mnie. Poczułam się tak fatalnie w tym momencie, że już się nie poruszyłam. Nie miałam odwagi wstać, chciałam zapaść się pod ziemię ze wstydu. Wszyscy się na mnie patrzyli.
Z drwiącym uśmiechem powiedziałeś:
– wstań i podejdź do ławy – myślałam, że powiesz coś o znajomości swojego miejsca, żeby jeszcze bardziej mnie upodlić.
– nie mogę… – z trudem wypowiedziałam słowa drżącymi wargami.

Po tych słowach ten postawniejszy podszedł do mnie, złapał mnie za włosy i szarpną. Musiałam się podnieść, ból był straszny, czułam jak wyrywa mi włosy, nie byłam przyzwyczajona do takiego traktowania. Twarz wykrzywił grymas bólu i upokorzenia. Zacisnęłam wargi ze złości, niechęci i z obrzydzenia do niego i samej siebie.

– bądź delikatniejszy, to ma być przyjemne dla niej – gruby natychmiast puścił moje włosy.

Ze spuszczoną głową w geście poddania się podeszłam do ławy. Oprawszy tyłek o jej blat splotłam dłonie na podołku. Zamknęłam oczy i…

Akacje pachniały tak słodko. W oddali pohukiwała sowa, w trawach świerszcze dawały smyczkowy koncert. Poczułam jak wiatr owiewa moją twarz. Zrobiło się chłodniej. Przez głowę przemknęły mi słowa piosenki…

Tylko zmieniają się kolory.
Zielony, żółty i czerwony… Idę z znikąd donikąd, wszystkiego boję się… Ktoś kogo nigdy nie było zostawił mnie… Podnoszę się i znowu upadam… Nie pytaj mnie kim będę zaraz!

Dotarło do mnie to dopiero teraz. Otrzeźwiałam. Spojrzałam na Ciebie. Wyczułeś moje niezdecydowanie i mój strach, wiedziałeś, że nie dam rady.

– nie zawiedź mnie Aneta – powiedziałeś, kiedy wstawałeś z pieńka. Czułam… Wiedziałam gdzie i po co idziesz. Drżałam. Chciało mi się płakać. Nie dbałam o to co pomyślą sobie inni o mnie w tym momencie.
Wróciłeś, pokręciłeś głową w geście niedowierzania.
– uklęknij na ławie – spojrzałam pytająco w Twoją stronę, było ciemno nie widziałam Twojej twarzy, tylko zarys… – długo mam czekać? – bardzo niechętnie zrobiłam to o co mnie prosiłeś, nie chciałam robić dodatkowych scen i tak czułam, że dostarczam wszystkim nie byle jakiej rozrywki.
– ręce na plecy – poczułam na skórze lnianą linkę, irytujące uczucie kąsania skóry przez włoski liny, pieczenie skóry gdy poruszam ręką. Znałam doskonale to uczucie. Lubiłeś mnie wiązać i patrzeć na swoje dzieło sztuki.
– su, kurwa co z Tobą? Nogi szerzej – poczułam na kostkach linę, chwilę później i na kolanach.
– uważam, że masz za dużo ubrania na sobie. – na karku poczułam zimno ostrza Twojej finki. Ostra stal prześlizgiwała się po mojej nagiej skórze od karku po materiał sukienki. Wsunąłeś nóż pod materiał i mocno pociągnąłeś.
– NIEEEEE!!!!!!! – wykrzyknęłam – Panie błagam, nie rób mi tego, nie zmuszaj mnie, nie traktuj tak… błagam Cię Karol – wyszeptałam.
Materiał sukienki bezwładnie wisiał na moim obezwładnionym ciele. Czułam ciepło jakie biło od Twojego ciała.
– chłopaki ustalili kolejność. Jako, że należysz do mnie ja będę pierwszy.
Przełknęłam głośno ślinę. Byłam przerażona. W głowie kotłowały się myśli.

– su, jakiego koloru są teraz róże? – zapytałeś.
– żółtego… odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby i łzy.
– dobrze więc. Jeśli zaczną być czerwone powiesz mi o tym, tak jak to ustaliliśmy kiedyś – już nie byłam w stanie nic powiedzieć. Nigdy nie użyłam słowa czerwonego, nigdy nie było takiej potrzeby, nigdy też nie chciałam. Teraz się zastanawiałam, dlaczego moje róże są herbaciane.

Gdy skończyłeś dotknąłeś opuszkami palców mojego policzka – a teraz idę popatrzeć – powiedziałeś.

Trzęsłam się, czułam jak wilgoć ścieka ze mnie po udach.
Lidki partner pachniał przyjemnie, był delikatny. Rozmawiał ze mną.
Doprowadził mnie do orgazmu dłonią. Po czym włożył mi do ust swoje palce. Zachęcona tym, zaczęłam je ssać.
– obciągniesz mi? – zapytał niepewnie – kiwnęłam głową. Michał wszedł na ławę i usiadł przed moją twarzą. Wyjął go niepewnie zerkając na Lidkę, położył dłoń na mojej głowie. Delektował się gorącem moich ust.

Wyrokowiec zbliżył się do mnie. Rozpoznałam go po mieszance zapachu taniego piwa i potu. Jego dotyk parzył, był nieprzyjemny. Sięgnął między moje uda. Roztarł mój intymny sok po moim tyłku. Włożył jeden palec w mój odbyt. Wrzasnęłam wyrywając się z pod ręki Michała.
W jednej chwili coś we mnie pękło fala zimnego paraliżującego strachu zalała moje ciało powodując, że wszystkie moje mięśnie były wiotkie. Chwilę później wrzątek, jakby ktoś mnie podpalił żywym ogniem…. znów to coś rozlało się zimną lepką cieczą.
Karol? Czemu nie reagujesz? Wrzeszczałam w myślach. Nie wiem dokąd poszedłeś, gdzie jesteś… Nie czułam się bezpiecznie, nie ufałam innym, nie widziałam Cię, nie czułam Twojej obecności. Poczułam bezradność i totalną demotywację.
– zawsze chciałem spróbować seksu analnego – wychrypiał, lekko bełkocząc.
– nie… – wyjąkałam, trzęsąc się – nie zgadzam się – CZERWONE, moje róże są czerwone! – wydarłam się na całe gardło.

– koniec zabawy – usłyszałam znajomy głos.
Znajomy chłód noża rozcinający więzy. Karol lubił tę linkę – pomyślałam. Chciało mi się spać… Czułam się zmęczona… Ciepło koca, szczelnie owiniętego wokół mojego ciała…

Szept damskiego głosu.
– przegiąłeś wiesz o tym? Zajmij się nią lepiej teraz. Odwieź ją do domu i …