Słońce brutalnie wdzierało się przez niezasłonięte rolety do pokoju, w którym urządziłam sypialnię. Czarny kolor mojej atłasowej pościeli zdecydowanie przyciągał ciepło promieni.
Kawa? Czy ja czuję kawę? Cynamon! Mmmmm… Leniwie uchyliłam powiekę sprawdzając naocznie czy to przypadkiem nie jest sen.
Na stoliku nocnym stała świeżutka kawa ze spienionym mlekiem i posypana cynamonem. Co jak co, ale Karol umie robić zajebiście dobrą kawę.
Rozejrzałam się niepewnie. Ostatnie co pamiętam, to dotyk polarowego koca na swoim nagim ciele.
Zamyśliłam się na chwilę.
Szelest w kącie pokoju mnie wystraszył i wyrwał z marzeń wczesnego poranka.

– cześć.
– cześć – odpowiedziałam cicho.
– jak się czujesz?
– nie najlepiej.
– coś Cię boli?
– nie, chyba nie.
– a samopoczucie jak?


W tej chwili, jak tylko zastanowiłam się jak się czuję… do oczu napłynęły mi łzy, wypuściłam z rąk kubek w kotki. Słodko korzenna ciecz rozlała się po panelach, porcelana z hukiem uderzyła w podłogę rozsypując się przy tym w drobny mak.

– ja… przepraszam
– daj spokój, to nie Twoja wina Aneta.
Czułam się jakoś inaczej. Nie mogłam spojrzeć Ci w oczy, więc je zamknęłam. To był największy błąd jaki mogłam zrobić. Przed oczyma jak film akcji przemknęły mi sceny z wyzwania jakie mi rzuciłeś. Zadrżałam. Podszedłeś i usiadłeś obok.

– potrzebujesz chwili dla siebie?
– …
– mam wyjść?
– tak, proszę. Zostaw mnie samą.
Odwróciłam głowę, poczułam fale nienawiści i wściekłości. Spojrzałam Ci prosto w oczy. Twoja twarz się skurczyła.
– tak jak wczoraj – cicho dodałam.
Bez słowa wstałeś, zabrałeś kurtkę z krzesła i wyszedłeś zostawiając klucze na blacie w kuchni.

Ja pierdole, co ja zrobiłam? Nie, weź się w garść… Skuliłam się na łóżku.

****

– Lidka nie wtrącaj się, wiem co mam robić.
– Zobaczysz, przegiąłeś. Zapłacisz za tę zabawę wysoką cenę.
– nie strasz mnie. Znam swoją su.
– mnie też znałeś…

****

Zerwałam się. Rozejrzałam w popłochu po pokoju. Spojrzałam na telefon. Trzy nieodebrane połączenia od Lidki, jedno od Karola, zostawił mi wiadomość na poczcie.
Wybrałam numer i bez słuchania skasowałam.
Przejrzałam smsy, wszystko wyglądało normalnie.
Sięgnęłam po książkę zabrałam się za czytanie myśląc, że zatracę się w świecie wykreowanym przez autora powieści science fiction. Oh ironio, jaka ja jestem naiwna.

Nie mogąc się skupić na czytaniu, postanowiłam, że wyładuję swoją całą frustrację w pisaniu. Sięgnęłam po laptopa. Odpaliłam Thunderbird’a stworzyłam nowego maila i zaczęłam wylewać swoje żale.

Wczoraj zawiodłeś moje zaufanie.
Nie było Cię przy mnie! Jak możesz mnie tak traktować? Dlaczego mi to zrobiłeś. Rozmawialiśmy o tym tyle razy. Zgodziłam się, ale dopiero wtedy gdy sama będę gotowa. Tak samo zrobiłeś zapraszając Roberta ze swoim psem na obiad. To podłe, wredne, chamskie. Nie ma to nic wspólnego z tym czym jest dominacja. Zawiodłeś moje zaufanie. Nie czułam się bezpieczna, nie czułam Twojej obecności. Zrobiłeś mi krzywdę…

Nie jesteś odpowiedzialny za swoją różę.

Nie zasługuję na to.
Nie czuję tego. Po tym co mi zrobiłeś, nie chcę więcej Cie widzieć.

Wybacz mi, że nie mam na tyle odwagi aby Ci to powiedzieć w twarz, ale to za bardzo boli…
Uzależniłeś mnie psychicznie i fizycznie od siebie, teraz skutecznie zniechęciłeś i zdemotywowałeś.
Rozpieprzyłeś to.
Znajdź sobie inną różę, bo ta róża już nie rozchyli płatków rozwijając się i wpuszczając Cię do środka.
Żegnaj…

Złapałam się za szyję. Popatrzyłam na treść.
Mocne – pomyślałam i zamknęłam oczy. Czułam jak gardło ściska mi niewidoczna dłoń. Czułam gorycz na języku i piasek w oczach.
Spojrzałam jeszcze raz. Wpisałam adres mailowy Karola.
Nacisnęłam wyślij.

Opadłam na łóżko.
Trzy minuty później usłyszałam wibrację telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz i odrzuciłam połączanie.
Po chwili zadzwoniłeś jeszcze raz. Odebrałam.

– jesteś tego pewna?
– tak.
– nie będę Cię siłą zatrzymywał, bądź szczęśliwa. Żegnaj – rozłączyłeś się, nie dając mi powiedzieć nawet jednego słowa.

Szok! Już? To takie proste? Może on wcale nie chciał… Popatrzyłam na śnieżnobiałą ścianę którą zdobiła sprośna graficzka od Karola. Wstałam z łóżka podeszłam do antyramy i szybkim ruchem ręki zrzuciłam ją z gwoździa, na którym wisiała. Antyrama pękła.

Poczułam żal i bezdenną pustkę… jakby ktoś wyrwał coś z mojej duszy. Poczułam, że straciłam coś cennego… coś czego nigdy więcej najprawdopodobniej już nie poczuję.

Odwróciłam się przodem do łóżka i z zapłakanymi oczami rzuciłam się w pościel.
Telefon znów wibrował. Spojrzałam na wyświetlacz.

– Lidka? – wciągnęłam powietrze aby się uspokoić.
– chodź na kawę. Czułam, że tak to się skończy.
– nie chcę wychodzić z domu, przyjedź do mnie proszę.
Podałam Lidce adres i po godzinie już pukała do drzwi.

Pogadałyśmy chwilę, podniosła mnie na duchu i pojechała.
Ja zgodnie z jej pomysłem wzięłam kąpiel i zmieniłam wystrój sypialni stawiając bukiet białych róż, które mi przyniosła na poprawienie humoru na komodzie.
Białe róże to symbol niewinności, skromności i czystości. Białe róże to także prawda i szacunek, przekazują lojalność…
Bardzo chciałabym być jak ta biała róża.